wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 17 "Hermiono Granger! Czy ty chciałaś mnie do cholery udusić!?"

Rozdział 17 „Hermiono Granger! Czy ty chciałaś mnie do cholery udusić!?”

- Na brodę Merlina, te drzwi nigdy nie otwierają się prawidłowo! – powiedziała z zażenowaniem Molly, gdy już trzeci raz z rzędu zardzewiały zamek od wejścia do domu szwankował. Była już tak zmęczona ranną podróżą od swojego przyjaciela do Nory. Marzyła o tym aby rozsiąść się wygodnie w swoim ulubionym fotelu, chwycić proroka codziennego, i zapomnieć o bożym świecie i zmartwieniach czytając nowe wiadomości ze świata czarodziei. Jednak w tym tygodniu już w dwóch egzemplarzach rozpoznała nazwisko swojego męża w rubryce „zaginionych czarodziei”, co ją zbyt nie pocieszało. Dlatego tylko gdy udało jej się otworzyć skrzypiące drzwi postanowiła spędzić południe ze swoimi rudowłosymi dziećmi, i przyjaciółką swojego syna, Hermioną Granger, którą zresztą także traktowała jak własne dziecko. Pani Weasley była bardzo zadowolona z wyboru przyjaciół Rona. Każdy z nich, i Harry i Hermiona, mieli coś w sobie, co Molly uwielbiała. Gorzej z Fredem i George’m. Nie dość że sami byli prowokatorami łamania wszystkich zakazów w Hogwarcie, to jeszcze ich znajomi nie mieli nic przeciwko temu, a nawet uczestniczyli w większości przekrętów. Lee Jordan i Charles Mongomery jako że byli przyjaciółmi bliźniaków nigdy nie usłyszeli złego słowa od pani Weasley, i zawsze byli mile widziani w Norze. Jednak jeżeli już czarownica miała wybierać, najbardziej szanowała Angelinę Johnson i Katie Bell, które także przyjaźniły się z chłopcami, chociaż matce otarło się o uszy, że Fred darzy ciemnoskórą większym uczuciem.
- Wróciłam! – krzyknęła kobieta czekając na reakcje nastolatków. Jednak nic nie usłyszała. „Pewnie śpią, nie chcę wiedzieć na jaki głupi pomysł wpadli wczoraj moi synowie” – pomyślała i z przerażeniem rozejrzała się po domu. Był lekki bałagan, jak zawsze w Norze, lecz nic nie wskazywało na ślady jakiegoś złego prowadzenia się. Cóż, nie pomyliła się co do Hermiony i swojej córki. Potrafiły przypilnować tą chodzącą dżunglę. A przynajmniej tak jej się zdawało.
  Kobieta poczłapała do góry, i już chciała się skierować do pokoju dziewczynek, gdy coś ją zatrzymało. „A co mi tam. Zawsze idę je pierwsze obudzić, to teraz dla odmiany pójdę do Freda i George’a”. Jak postanowiła, tak też zrobiła. Podeszła do drzwi synów, i zapukała zamaszyście. Cisza. Weszła do środka, i otworzyła oczy ze zdziwienia. George spał jak zwykle rozłożony na całości swojego posłania, a na ziemi oparty o krawędź łóżka spał oparty Ron. To nie koniec niespodzianek. Na łóżku Freda, ZAMIAST FREDA spał w najlepsze Percy uśmiechając się pod nosem. Na ziemi leżała rozwalona talia kart, i puste paczki po fasolkach wszystkich smaków. Pani Weasley westchnęła.
- George, wstawaj! Jest dwunasta godzina! – krzyknęła do pierwszego bliźniaka. Ten mruknął coś niezrozumiale pod nosem i machnął ręką.
- George! – krzyknęła głośniej.
- Spierdalaj. – powiedział bez skrupułów i obrócił się na drugą stronę. Kobieta aż poczerwieniała ze złości.
- TY BEZCZELNY GÓWNIARZU, JAK TY SIĘ ZWRACASZ DO… - nie zdążyła dokończyć zdania gdy nastolatek głośno jęknął i zaczął się powoli wybudzać.
- Ja pieprzę, Ron! Albo się zamkniesz, albo stąd w tej chwili wylatu… - otworzył szeroko oczy i wykrzywił się przerażony – m.. mm… mama? – zająknął się przeraźliwie i natychmiast się rozbudził. Kobieta zacisnęła pięści z gniewu.
- Tak, dziecko, to ja twoja mama, która wymierzy ci zaraz taką karę, że będziesz mnie przepraszał na kolanach abym ją odwołała! – huknęła.
- Ale mamo, ja myślałem że to Ron! – bronił się rudzielec. Nic gorszego nie mógł zrobić.
- W TAKIM RAZIE SWOJEGO BRATA TAKŻE PRZEPROSISZ ZA TO JAK SIĘ DO NIEGO ODZYWASZ, ZROZUMIANO?!
- T..tak. – powiedział przerażony i spuścił głowę. Wolał już się nie wykłócać. Pani Weasley nerwowo rozejrzała się po pokoju. O dziwo żaden z braci się nie obudził.
- Gdzie jest Fred?! – zapytała zdenerwowana.
- Ja nie…
- Dobra, nieważne! Za pół godziny, jak już ogarniecie ten bałagan wszyscy pokazujecie się na dole! I znajdźcie Freda! – wyszła z pokoju trzaskając drzwiami „Nie zdziwiłabym się gdyby Fred leżał gdzieś w tym syfie przykryty jakimiś śmieciami” – pomyślała i z zepsutym nastrojem zaczęła kierować się w stronę pokoju dziewczynek. Miała nadzieję, że chociaż one jej nie zawiodły.

                                                                    ***

Ciemność. Tylko to widziała przed oczami Hermiona. Nic jej się nie śniło, chociaż czuła, że spała bardzo dobrze. Ciemność powoli bledła i bledła, aż w końcu pod powiekami zaczęły przedzierać się promyki lipcowego słońca. Zmrużyła oczy, a gdy przyzwyczaiła się do światła  powoli je otworzyła. Bezdźwięcznie ziewnęła i chciała się przeciągnąć, jednak poczuła coś dziwnego. Tak jakby się regularnie unosiła i opadała. Leżała na brzuchu. Było jej bardzo wygodnie. Usłyszała czyjś wdech i wydech. Znowu to samo. Spostrzegła się że ręce ma wokół czegoś owinięte. Podniosła otępiale głowę i zamarła. Leżała z rękami owiniętymi wokół brzucha Freda, a resztą ciała była uwalona na jego nagich plecach, tak jakby chciała go przygnieść. Mu najwidoczniej pasowała rola łóżka brązowookiej, bo gdy uwolniła ręce i podniosła się delikatnie to jęknął z niezadowoleniem. Prawdopodobnie poczuł nagle chłód na obnażonej skórze. Dziewczyna delikatnie osunęła się na bok, zjeżdżając z  jego pleców. Nagle usłyszała czyjeś kroki poza pokojem.
- Fred… - powiedziała cicho i szturchnęła go w ramię. Słyszała coraz wyraźniejsze odgłosy czyiś butów. Przestraszyła się.
- Fred, słyszysz? – powiedziała głośniej i jeszcze mocniej go szturchnęła. Chłopak z nieobecnym spojrzeniem i zdziwioną miną się podniósł.
- Hmm? – jęknął patrząc zmęczonym wzrokiem na szatynkę, a ona spojrzała na niego. Taki widok był zdecydowanie przyjemny dla oka. Dziewczyna mimowolnie zmierzyła go. Kołdrę miał obciągniętą aż do pępka. Nie dość że miał idealnie zbudowany  i umięśniony brzuch, to jeszcze włosy które w nieładzie poleciały mu na twarz dodawały mu tylko uroku. Każda dziewczyna nie pogardziła by takim widokiem po przebudzeniu. Szatynka wróciła do rzeczywistości.
- Słyszysz? Jakby ktoś chodził. – powiedziała z przejęciem w oczach. Fred ręką przeczesał włosy.
 - ja tam nyc ne szłysze… - powiedział niewyraźnie i położył się na plecach zadowolony ze swojego życia. Hermiona już przez chwilę się uspokoiła, bo nic nie słyszała przez jakieś pięć minut. Nie mogła się bardziej mylić. Już całkiem wyraźnie słychać było trzaskanie jakiś drzwi, i coraz głośniejsze kroki w stronę ich pokoju. Zadziałała błyskawicznie.
  W ciągu kilku sekund wyciągnęła z pod jego głowy poduszkę. Rzuciła ją na twarz zdziwionemu chłopakowi, i przygniotła ją łokciem jakby chciała go udusić. Całym ciałem wskoczyła na niego, i podciągnęła kołdrę, tak dokładnie, aby żaden centymetr rudzielca nie wystawał spoza niej. Drzwi zaczęły się otwierać. Fred w tym momencie jęknął przerażony, na co Hermiona walnęła go wolnym łokciem w bok.
- Cześć dziewczynki. – powiedziała pani Weasley otwierając szeroko drzwi. Fred momentalnie się zamknął. Hermiona czuła jak napięcie rośnie jej w środku, a w żyłach pulsuje szybciej krew. Jeden ruch i kaplica. Muszą tak wytrzymać.
- dzień dobry pani Weasley – przywitała się ze sztuczną promiennością, i zdołała się na w miarę prawdziwy uśmiech. Bała się jak diabli. Czuła jak rudzielec oddycha coraz szybciej. Nie wiedziała czy to z napięcia czy może z braku tlenu.
- Ooo, a Ginny jeszcze śpi? – powiedziała rozbawiona kobieta. – no dobrze, pośpijcie sobie, pewnie wczoraj miałyście ciężką noc. – Hermiona skinęła głową. Poczuła kropelki potu na czole.
- Dobrze, to ja wam nie przeszkadzam… - powiedziała Molly i już zaczęła wychodzić. Z Hermiony momentalnie zeszło napięcie, lecz pani Weasley wróciła się. Dziewczyna znowu się spięła. Myślała że to już koniec.
- Hermionka, a nie wiesz może gdzie jest Fred? – zapytała patrząc jej w oczy. Szatynce podskoczyło serce do gardła, i myślała że zaraz je zwróci. Poczuła że na dźwięk wypowiadanego jego imienia wszystkie mięśnie gryfona się spięły.
- Fred? Hmm, pewnie wyrzuca puste butelki po piwie po wczorajszej imprezie. – powiedziała. Nagle poczuła mocne szczypnięcie w udo. Usłyszała cichy, rozpaczliwy jęk. Przestraszona, że kobieta to usłyszy, zakaszlała sztucznie. Fred prawdopodobnie w tym momencie był przerażony.
- Noo, to ja sobie z nim porozmawiam. – powiedziała patrząc się w okno. – Dobra, śpijcie, nie przeszkadzam wam. – powiedziała uśmiechając się miło. Hermiona zmusiła się do uśmiechu. Jeszcze chwila i nie wytrzyma. Pani Weasley wyszła z pokoju, i gdy tylko zamknęła drzwi, gryfonka poluzowała ręce i nogi. Nie spodziewała się reakcji Freda. Chłopak owinął ją rękami w pasie i z pełnym zamachem wyrzucił ją na kilka metrów do przodu na podłogę oddychając głęboko, i patrząc na nią z wyrzutem.
- Hermiono Granger! Czy ty chciałaś mnie do cholery udusić!? – krzyknął zachrypniętym głosem. Jeszcze chwila pod łokciem tej dziewczyny, a naprawdę by wyzionął ducha. Był na nią wściekły.
- Przepraszam! Musiałam przecież! – broniła się leżąc na podłodze, masując obolałą od upadku głowę. Widocznie Fred miał wprawę w rzucaniu kobietami.
- Wyrzuca puste butelki po wczorajszej imprezie?! Co to miało być!? – krzyknął pretensjonalnie i spojrzał na nią już całkiem obecnym wzrokiem. Gdy upadała koszulka podwinęła jej się aż do żeber. To z pewnością nie był widok, przy którym chłopak mógł się na nią gniewać. Zbyt go rozpraszało. Pospiesznie rzucił na nią kołdrę.
- Zakryj się, bo jak się Ginny obudzi, to znowu pomyśli że chcę cię rozbierać! – wymyślił na poczekaniu. Hermiona wyciągnęła głowę i ręce spod narzuty. Teraz to ona była wściekła na rudzielca.
- Ach tak, to ty masz DO MNIE  pretensje!? – powiedziała kipiąc ze złości – gdybyś nie pakował mi się do łóżka napity do granic możliwości, to by nie było tego całego zajścia!
- Ja tobie?! JA TOBIE?! Jakoś ci się podobało traktowanie mnie jak materac do spania, co?! – próbował się obronić. Dziewczyna prychnęła na to z kpiną.
- Jaki ty jesteś dziecinny, Fred! Powinieneś mi dziękować że ci uratowałam tyłek!
- Mam ci jeszcze dziękować!? Ty też byś miała przechlapane gdyby moja mama zastała nas razem w łóżku! – powiedział zdenerwowany. Ginny dała o sobie znać i jęknęła cicho.
- Zastanów się mój kochany kto by miał bardziej przechlapane. – powiedziała uśmiechając się jadowicie. „Musi być taka piękna nawet jak leży poturbowana na ziemi!?” pomyślał Fred.
- Szlag. – zaczął chodzić nerwowo po pokoju. Mama ich zabije za tą imprezę, nie mówiąc jej już nawet o alkoholu.
- Doczekam się jakiegoś przepraszam!? – zapytała pretensjonalnie szatynka wstając niemrawo z podłogi. Fred zatrzymał się przy niej próbując załagodzić sytuacje.
- A co? Może źle ci się ze mną spało? – jedną ręką przysunął ją do siebie a na jego twarzy pojawił się głupawy uśmieszek.
- Ja… - zająknęła się. – TO NIE JEST ZABAWNE, FRED! – krzyknęła po czym palnęła go z całej siły w głowę. Chłopak spojrzał na nią z wyrzutem.
- Umiem mocniej. – powiedział patrząc na nią z góry. Hermiona była już całkiem rozwścieczona.
- Ty wredny! – Kolejny cios w brzuch. – dziecinny! – tym razem Fred oberwał znowu w głowę – rudy! – popchnęła go na łóżko, lecz on pociągnął ją za sobą. – dupku! – dokończyła leżąc na nim. Miała przewagę. A może tylko jej się tak zdawało, bo gryfon nie wyglądał na przestraszonego. Bardziej na rozbawionego.
- Moja kolej? – zapytał udając zdziwienie. – ty… hm… nie, wystarczy powiedzieć do ciebie Hermiona, i to cię już powinno obrazić. – dziewczyna zacisnęła zęby ze złości i już zamachnęła się ręką żeby strzelić mu w tą niewyparzoną gębę, lecz był szybszy i złapał ją za nadgarstek.
- Ej, Mionka, nie denerwuj się, złość piękności szkodzi! – zmierzył ją od góry do dołu. – chociaż nie, ślicznie wyglądasz, kiedy chcesz mnie połamać. – mrugnął do niej, i uśmiechnął się złośliwie. Hermiona uwolniła się z jego uścisku, w gniewie złapała go za pasek od spodni i pociągnęła stawiając go z powrotem na nogi.
- Wynocha! – powiedziała pchając go w stronę drzwi. – Wynoś się natychmiast! – znowu go popchnęła. Fred cały roześmiany olał jej wysiłki, i oparł się znudzony o drzwi, przyciągając ją do siebie.
- To co, kiedy powtórka? – zapytał patrząc na jej wściekłe oblicze.
- Tyyy….
- Ej! – przerwał jej. – patrz tam! – wskazał do przodu. Hermiona mimowolnie się obróciła, a kiedy chciała z powrotem na niego spojrzeć ten szybko przysunął ją do siebie i delikatnie cmoknął ją w usta. Zanim zdążyła zareagować znowu jej mrugnął i puścił ją szybko uciekając z pokoju. Hermiona krzyknęła waląc z całej siły pięścią w drzwi i zaczęła kręcić gniewnie głową.
- CO… TUTAJ… SIĘ.. DZIAŁO!? – odezwała się nagle jej ruda przyjaciółka, która obudziła się parę sekund temu. Szatynka spojrzała na nią wściekle.
- Wiesz co się działo? Twój mądry braciszek się dział! – powiedziała tylko i wyszła z pokoju kierując się od razu do łazienki, żeby zmyć z siebie pozostałości po bijatyce. Oblizała mimowolnie usta, na których nadal pozostał smak Freda. Gorzej się chyba zakochać nie mogła. 

                                                                      ***

Draco Malfoy przechadzał się leniwie po swoim pokoju. Nie była to jakaś byle sypialnia. Jak na Malfoy’a przystało pomieszczenie było ogromne, bogato wyposażone. Niestety, im bogatszy był Dracon, tym stawał się gorszy. Kiedyś jego matka pomyślałaby że chociaż jej dla jej własnego syna nie będą liczyły się tylko pieniądze, a miłość, przyjaźń, relacje międzyludzkie. Jednak z wiekiem ślizgon coraz bardziej zaczął upodabniać się do swojego ojca. Miał kilka twarzy, był podstępny i tchórzliwy. Dostawał zawsze to czego chciał. W tym jednak momencie w jego życiu pojawił się problem. Mianowicie plotki o napastowaniu Hermiony się rozeszły. Nie wiadomo jak, i przez kogo. Draco także zaczął sobie wszystko przypominać, i jakoś nie chciało mu się wierzyć w wersje jednego z bliźniaków Weasley’ów. – Jak ta szlama zacznie paplać o tym każdemu to pozamiatane! – ze złości kopnął krzesło stojące obok biurka. Teraz musi się postarać, i wymyślić coś żeby Granger siedziała cicho. Nieźle się wkopał, ponieważ znał gryfonkę na tyle by wiedzieć, że ona tak łatwo nie odpuści. Jak on jej nienawidził. Nienawidził całej tej idiotycznej trójki. A teraz jeszcze musi zapobiec zniszczeniu swojej reputacji przez tą mugolaczkę. Nagle wpadł mu do głowy jeden pomysł. I był pewny, że jeden z Weasley’ów mu w tym, chociaż nieumyślnie, pomoże.

                                                                  ***

- Aaaa – ziewnęła Ginny przeciągając się na wszystkie strony. Była strasznie nie wyspana po wizycie u Lavender. „Robienie kogoś na piękno, kosztuje własnym pięknem” – pomyślała.
Ruda cicho wyszła z łóżka. W nocy było jej bardzo gorąco, więc założyła koszulkę sięgającą ledwo co do pępka. Teraz jednak zrobiło się chłodniej, więc zaczęła się rozglądać za jakąś inną bluzką. Zauważyła szary t-shirt leżący obok łóżka Miony. Bez dłuższego zastanowienia ściągnęła z siebie krótką, i założyła, o dziwo, o wiele za dużą szarą koszulkę.
- Hmm, trochę tu brudno – powiedziała sama do siebie i wzięła się do pracy. Podniosła kołdrę Hermiony która dziwnym trafem leżała poza łóżkiem, potem złożyła swoje posłanie, i rozsunęła firanki. Ten pokój w końcu jakoś wyglądał. Po chwili do niego weszła szatynka osłonięta ręcznikiem.
- Cześć. – rzuciła już uspokojona, na co Ginny kiwnęła jej serdecznie głową. Hermiona zrzuciła z siebie materiał, lecz pod spodem już miała bieliznę. Nie wstydziła się tak stać przy rudej, były przecież przyjaciółkami. Zaczęła przeszukiwać szafki w poszukiwaniu ubrań.
- Poczekaj. – powiedziała młodsza gryfonka i podeszła do swojej szafy. Wyjęła z niej białą i cienką koszulkę na ramiączkach oraz dżinsowe spodenki. Rzuciła je przyjaciółce.
- Ooo, dzięki. – powiedziała i zaczęła wkładać na siebie ubrania. Ginny przyglądała jej się.
- Miona, co tutaj rano robił Fred?
- O to samo chciałam spytać. – powiedziała Hermiona składając ręce na piersiach. – Dlaczego go w nocy nie wygoniłaś?
- Co?! On tutaj spał!? – zapytała przerażona. – Merlinie, nawet nie zauważyłam. Wróciłam tak wykończona, że nawet nie zapaliłam światła, tylko rzuciłam się na łóżko i od razu zasnęłam.
- Dobra, w porządku. – zaśmiała się brązowooka i spojrzała dziwnym wzrokiem na rudą.
- Co?
- Dlaczego masz na sobie koszulkę Freda? – zapytała rozbawiona i wskazała na szarą bluzkę w którą niedawno wskoczyła Ginny.
- To Freda!? – zapytała zaskoczona i przyłożyła skrawek materiału do nosa. Pachniała ładnymi, męskimi perfumami, które siostra kupiła mu na urodziny. Mówiąc wprost: Pachniała Fredem, nie mówiąc już o nutce alkoholu i tytoniu w tym specyficznym zapachu. – Fuj, fuj, fuj, fuj… - powtarzała ruda, i jak poparzona zaczęła zrzucać z siebie koszulkę. Hermiona patrzyła na nią niezrozumiale.
- Przecież często nosisz koszulki swoich braci, i nawet mi dajesz czasami ubrania Rona, gdy nam się nie chce szykować. – powiedziała podchodząc do stolika z lustrem i zaczęła czesać włosy.
- Tak, ale jak są wyprane! Nie będę nosiła koszulki Freda, w której chlał, palił, i nie wiadomo kogo dotykał! – ruda z zapałem podeszła do szafki i wyjęła z niej swoją bordową bluzę gryffindoru, z odpowiednim numerkiem. Każdy gryfon grający w quidditcha taką miał. Do tego nałożyła na nogi czarne legginsy.
- Tak właściwie to ten „nie wiadomo kto kogo w niej dotykał” to ja. – powiedziała Hermiona, a przyjaciółka spojrzała na nią znacząco.
- Masz mi w tej chwili wszystko opowiedzieć.
- Dobra, siadaj. – odpowiedziała szatynka i opowiedziała całą historię od wczoraj do dzisiaj rano. Gdy skończyła Ginny zamrugała dwa razy i zaczęła kiwać głową.
- Co? – zapytała Hermiona.
- Znam swojego brata, a skoro jesteś moją przyjaciółką to powiem ci to najprościej jak tylko mogę. – dziewczyna uśmiechnęła się do szatynki i westchnęła.
- No mów! – ponagliła ją.

- Hermiona. – ruda się przybliżyła. – ty musisz cholernie podobać się Fredowi. 

______________________________________________________________________________ 

Tak, tak, tak, jest nowy rozdział. :) Przepraszam że znowu musieliście tyle czekać, no i.... kocham was <3 
Pytania do mnie: ask.fm/malfoybitch 
~Meggie  

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział. 16 „Nadal jestem dzieciakiem?”

Rozdział. 16 „Nadal jestem dzieciakiem?”

- Ej, Fred! – zawołał jego brat bliźniak widząc, że ten już pięć minut stoi w kuchni bez ruchu. Fred szybko się wzdrygnął i spostrzegł, że patrzy się ciągle w miejsce w którym przed chwilą zniknęła szatynka.
- Idę już! – krzyknął agresywnie. Szybko przemył twarz wodą, i odgarnął włosy do tyłu,  żeby wyglądały na rozczochrane. Gdy podszedł do stołu jego bracia wciąż bawili się w najlepsze. Przewrócił tylko oczami i opadł na krzesło wzdychając głośno.
- A ty co taki wkurzony? Nasza Hermionka zrobiła ci kazanie na temat alkoholu? – zarechotał Percy klepiąc brata po plecach. Fred spiorunował go wzrokiem, bo nie był tak pijany jak on, żeby zapomnieć o ich bójce, a do tego od pewnego czasu nie cierpiał jak bracia rozmawiali o Hermionie bez jej obecności.
- To ty nie wiesz Percy? Hermiona od niedawna  nie tylko kazania naszemu Fredziowi robi. – odezwał się roześmiany George i spojrzał znacząco na brata.
- Weź już się zamknij, dobra? – powiedział złośliwie Fred i oparł łokcie o stół. Zaczynała mu się powoli nie podobać rola anioła stróża swoich braci. Chciał się wraz z nimi wyluzować, i zapomnieć o wszystkich zmartwieniach, ciesząc się początkiem wakacji. Pierwszy raz stał się ofiarą i głównym tematem do żartów. Zawsze to on wyśmiewał się z Rona, i jego miłością…. do Hermiony, „Merlinie, taka nietypowa dziewczyna, a namieszała już dwóm chłopakom w głowie!” – pomyślał załamany. Z zadumy wyrwał go głos Rona.
- A ty co sztywniaku dzisiaj tak cienko?
- O co ci chodzi, idioto? – Fredowi po prostu wszystko działało na nerwy. Nawet to że ktoś postawił butelkę po piwie na książce kucharskiej. No co za dureń tak robi? Gdyby była tu Hermiona to pewnie by to… „Kurwa Mać. Stop.” – Fred westchnął z przerażenia.
- No o nic Fred tylko no… zachowujesz się jakoś inaczej… jak.. jak nie ty normalnie! – Ron przełknął ślinę z przerażenia, i spojrzał niepewnie na brata. Znał starszego brata, i wiedział że jeżeli ten jest taki agresywny przez zwykłe pytanie, to nie wiadomo do jakich rzeczy jest zdolny, a on przekonał się już kilka raz na własnej skórze, co oznacza jego gniew.
- Właśnie Fred! Kilka łyków wziąłeś, i już odpuszczasz! – powiedział z udawanym wyrzutem George podśmiechując się pod nosem.
- Jezu, odpieprzcie się ode mnie… - Fred spojrzał na ziemie. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony chciał pokazać braciom, że wcale nie odpuszcza, a z drugiej musiał się przecież pilnować. Wszystko kręciło się wokół Hermiony. Czy mu naprawdę aż tak zależy na jej względach? Przecież gdyby mu się rzeczywiście podobała, to by zauważył to już kilka lat temu, a nie kilka DNI temu. Tak, to prawda że wyładniała, i to bardzo, do tego już nie była taka cicha i skromna. Częściej się uśmiechała, i otworzyła się na większość członków rodziny Weasley’ów, to normalne że każdego zaczęła interesować. Nawet George zauważył jej zmianę.
- Oj Fred, Fred… zrobił się z ciebie cienias. – powiedział Percy. Fred zacisnął zęby w złości i upokorzeniu. PERCY nazwał JEGO cieniasem. Cały rozgoryczony złapał pierwszą lepszą butelkę piwa, szybko ją odkorkował, i wypił ponad połowę jednym duszkiem. Percy i Ron spojrzeli na niego osłupiali, a George zaśmiał się pod nosem, „Teraz się zacznie” – pomyślał.
- Cieniasem możesz najwyżej nazwać swoje odbicie w lustrze, braciszku – bliźniak uśmiechnął się głupkowato, a bracia ryknęli śmiechem. Percy poczerwieniał na twarzy i westchnął w duchu. Wrócił stary Fred.
- To co, bawimy się frajerzy, czy będziecie tak się idiotycznie cieszyć do rana? – zapytał zadowolony rudzielec i sięgnął znowu po flaszkę. Miał już gdzieś swoje postanowienie co do alkoholu. Hermiona śpi na górze, już nie ma opcji że zejdzie na dół, co się może stać? „Nic.” – stwierdził z przekonaniem. Nic się dzisiaj nie stanie. Chyba.

                                                                ***

Ginny szła po betonowym chodniku nucąc pod nosem tegoroczną piosenkę tiary przydziału. Mimo tego że było już ciemno, miasto w którym mieszkała Lavender było dobrze oświetlone. Ruda poczuła się jak w święta. Wszędzie kolorowe i migające światełka, aż się chciało patrzeć! Spojrzała na zegarek w telefonie. Dwie minuty po dwudziestej. „Kurczę!” – krzyknęła w duchu i przyspieszyła kroku. Powinna być już u koleżanki. Jedna z wad Ginny to było spóźnialstwo. Na szczęście już nie tak daleko widać było kamienicę w której mieszkała Lavender. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Ruda rozszerz uda! – krzyknął ktoś z grupki stojącej kilka metrów dalej od dziewczyny. Gryfonka prychnęła oburzona. Takie teksty wcale jej nie cieszyły, a tym bardziej się nie przestraszyła. Bo co jej się może stać? Jest przecież czarownicą.
- O cholera, chłopaki, to jest młoda od Weasley’ów! – spostrzegła się inna osoba w grupce sądząc po innej częstotliwości głosu. Ginny była już blisko chłopaków. Słysząc swoje nazwisko przystanęła zdenerwowana.
- Możecie mi kretyni powiedzieć skąd znacie moje nazwisko!?
- Oj, ale się nie denerwuj Weasley, przecież my się tylko wygłupiamy, przecież nikt z nas by nie poderwał zdrajczyni krwi – dziewczyna już doskonale wiedziała z kim rozmawia. Z cienia wyszedł do niej chłopak o blond włosach i szyderczym uśmiechu. Malfoy.
- Wolę być zdrajczynią krwi niż tlenionym szczurem z gębą w chmurach. – uśmiechnęła się górująco i zmierzyła wymownie chłopaka. Po chwili do Malfoy’a doszedł ciemnoskóry kolega.
- Kurde, Draco, ja to bym zrobił dla niej wyjątek. – Blaise Zabini uśmiechnął się do Ginny. – Jedyne co wyszło twoim starym w życiu to twoja śliczna buźka, skarbie. – gryfonka zaśmiała się kpiąco. „No proszę, ktoś pokroju tego durnia Malfoy’a na mnie leci, cóż za cudowna wiadomość” pomyślała sarkastycznie.
- Pff, szkoda że wy wyglądacie jak gnomy z ludzkimi tułowiami – odgarnęła delikatnie włosy. – Musze was chłopaczki rozczarować, ale te puste ślizgonki lecą tylko na wasze nazwiska… co za desperacja… - na jej twarzy pojawił się udawany smutek. Zabini zaklął pod nosem i już chciał ruszyć do dziewczyny,  jednak jego przyjaciel zatrzymał go ręką.
- No proszę, proszę, taka wyszczekana jesteś, Weasley? – zapytał rozbawiony blondyn. – No, no, no, na twoim miejscu trzymałbym ten zdzirowaty język za zębami, bo możesz bardzo zaszkodzić swojemu żałosnemu tatusiowi…
- Co ty pieprzysz Malfoy? – Ginny spojrzała na niego z nienawiścią w oczach. Obiecała sobie w duchu, że jeżeli on ma coś wspólnego z zaginięciem taty, to ostro tego pożałuje, i ona sama dopilnuje tego osobiście.
- Ja? Ja tylko oczekuję więcej szacunku od dziewczyny z takiego domu z którego ty pochodzisz.
- Szacunku? Jedyne co ode mnie możesz oczekiwać, to moja pięść na twojej wstrętnej, parszywej twa….
- GINNY! – ktoś z daleka jej przerwał. Cała trójka gwałtownie obróciła się w kierunku źródła krzyku. To Lavender stała w swoich drzwiach i poganiała koleżankę ręką. Ginny spojrzała jeszcze raz na chłopaków.
- Nara frajerzy. – powiedziała uśmiechając się złośliwie i poszła w stronę domu Lavender.
- Do zobaczenia u mnie, Weasley! – krzyknął za nią Malfoy. Dziewczynę chwilę zastanowiły słowa blondyna, jednak nie zawracała sobie nimi długo głowy, bo stwierdziła że to na pewno jedynie marna odzywka. Doszła do drzwi.
- A ty od kiedy z nimi sobie stajesz na pogaduszki, he? – zapytała ze śmiechem gryfonka, i gestem wpuściła rudą do domu.
- Aaa, oni jak zwykle muszą każdemu dogadać. Bezmózgi. – Ginny spojrzała przez okno. Ślizgoni zdążyli się już ulotnić. – Właściwie to co oni robią pod twoim domem?
- Przychodzą tutaj czasami, bo za rogiem jest bar typowy dla takich buraków jak oni, już się przyzwyczaiłam.
- Hmmm… nieważnie, musimy cię teraz zrobić na bóstwo! – ruda ściągnęła buty i obydwie popędziły do pokoju Lavender, przygotowując ją na randkę jej życia.

                                                                        ***

- Ała! – Krzyknęła Hermiona, i szybko spojrzała na swojego palca. No tak, znowu zacięła się książką. Pospiesznie wstała z łóżka i pognała do łazienki po plaster. Gdy już zakleiła ranę po cichu wróciła do pokoju i delikatnie zamknęła drzwi. Była już trochę zmęczona czytaniem kolejnej lektury, która przygotuje ją lepiej na kolejny rok w Hogwarcie (choć nie sądzę że to możliwe). Postanowiła położyć się na łóżku i pomyśleć. Ginny nadal nie było, chłopaki pewnie gadali o czymś zupełnie idiotycznym na dole, a ona? Ona co ma robić? Hermiona przez chwilę nawet myślała o przeleceniu się przez podwórko miotłą Ginny, bo przecież nie może być wiecznie jedyną kaleką w tym sporcie, i musi przezwyciężyć strach. Jednak szybko z tego zrezygnowała biorąc pod uwagę noc i swoje niedoświadczenie. „No trudno, może kiedyś poproszę Freda żeby mi…” – dziewczyna przerwała prędko tą myśl. Dlaczego pierwsze co pomyślała o rudzielcu? Przecież Ginny też potrafi bardzo dobrze latać, a poza tym to jest jej przyjaciółka.
W takim razie kim jest Fred?
Miona zakryła twarz poduszką. „Czy to musi być takie bezsensowne?” Przewróciła się na bok i zamknęła oczy. Tylko sen pomoże jej oderwać się od tego przystojnego, denerwującego, rudego problemu. Zaśmiała się cicho. Jutro może będzie lepiej. Może pani Weasley będzie miała jakieś wiadomości o swoim mężu. Może gryfonka zdobędzie się na odwagę, i poważnie porozmawia z Fredem, żeby ustalić na czym stoją. Może…
Rozmyślania przerwało jej głośne i natarczywe pukanie do drzwi. Pewnie Ginny wróciła z jakimiś super ważnymi wiadomościami, które mało Hermione obchodziły.
- Idę! – krzyknęła śpiącym głosem i leniwie podeszła do drzwi. Gdy je otworzyła serce podskoczyło jej do gardła. To był Fred. . Spojrzenie miał nieobecne i głupio się uśmiechał. „Jest pijany?” – przeraziła się Hermiona.
- eee…. Jest Hermona? – powiedział patrząc jej prosto w oczy. Tak, był pijany. Cholernie pijany.
- Fred! Ty kompletny idioto! Myślałam że naprawdę jesteś odpowiedzialny! Zachowujesz się jak dzieciak! Gorzej! Jak bachor! Mały, rudy, wredny bachor! Ty….. – chłopak słyszał prawienia Hermiony jak przez mgłę. Jedyne do czego przywiązywał uwagę to jego imię wypowiedziane na samym początku, i to że jest dzieciakiem. „Dzieciakiem? Pff, przecież jestem od niej dwa razy wyższy.” Pomyślał patrząc się na nią kretyńsko. Patrzył jak rusza ustami. Jak tupie nerwowo nogami. Zatrzymał wzrok na jej nogach. Miała bardzo zgrabne nogi. Potem spojrzał znowu na jej twarz. Jak on uwielbiał jej wściekłe oblicze. Była taka mała i groźna. Taka piękna. Mrugnął dwa razy. „Ona ciągle gada?” – pomyślał znowu. Fred znał tylko jeden sposób by ją uciszyć, i już raz spróbował go w praktyce. To był zdecydowanie jego ulubiony sposób. 
- Oj weź się zamknij, już dawno cię nie słucham. – powiedział ospale, po czym przyciągnął ją do siebie i wtopił się w jej usta.
  Hermiona otworzyła szeroko oczy. I znowu to uczucie. Tak, z pewnością Fred dobrze całuje nawet po pijaku. Milion motyli rozsadzało jej brzuch. Już nie da rady się przed tym bronić. Już nie myślała, tylko działała. Zaczęła oddawać pocałunek. Wszystkie emocje, uczucia, przemyślenia. Wszystko to uleciało wraz z dotknięciem jego warg. Jeszcze nigdy nie czuła się tak cudownie i lekko.
 Fred poczuł że Hermiona zaczęła działać, i mało co się nie przewrócił. Żeby uniknąć upadku, szybko obrócił ją w rękach, delikatnie uniósł i oparł o ścianę w pokoju. Z pozoru taka niewinna i cicha dziewczyna, a teraz? Zaczęła się gra języków. Dziewczyna oplotła nogi wokół jego brzucha. Rudzielec przez wszystkie emocje delikatnie ściskał jej uda. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie przyprawiała go takich dreszczy, przy zwykłym pocałunku. Pasowali do siebie idealnie. Chcieli żeby ta chwila trwała wiecznie. Z trudnością już oddychali, ale było im ciągle mało. Mało siebie nawzajem. Fred oderwał się od niej na chwilę żeby złapać powietrze. Nadal stykali się czołami.
  Hermiona czuła jego głośny oddech, i szybkie bicie serca. Cały czas trzymał ją w powietrzu opartą o ścianę. Jego ręce tak mocno trzymały ją za nogi, a zarazem tak delikatnie. Tak idealnie. Racjonalne myślenie zapaliło jej malutką żaróweczkę w głowie.
- Fred, to nie… - chłopak znowu jej przerwał. Pocałował ją tak lekko i ostrożnie, że aż cała zadrżała. Tak bardzo go pragnęła. Tak bardzo go za to nienawidziła. Rudzielec jedną ręką złapał jej policzek, tak jakby chciał się upewnić czy na pewno to jest ona, a nie jakieś pijackie zwidy. Hermiona spojrzała mu w oczy. Jeszcze nigdy nie widziała w nich tyle uczucia. Patrzył na nią zafascynowany. Poczuła się wyjątkowa. Naprawdę wyjątkowa. Fred delikatnie się do niej uśmiechnął ukazując białe zęby.
- Nadal jestem dzieciakiem? – zapytał ochrypłym głosem. Szatynka mu nie odpowiedziała. Nie wiedziała by nawet co odpowiedzieć. Już za nim tęskniła. Za jego ustami. Chłopak postanowił przenieść się na łóżko, jednak gdy tylko odsunął się ze swoją partnerką od ściany, alkohol we krwi znowu postanowił zadziałać. Fred się zachwiał, nogi mu się poplątały, do tego wszystkiego doszła opóźniona reakcja. Runął na ziemię, a Hermiona na niego.
- Tu też jest wygodnie – powiedział sennie uśmiechając się do dziewczyny, i głaskając ją po plecach. Szatynka natomiast w końcu się uwolniła z amoku, i zaczęła myśleć jak na Hermione Granger przystało. Szybko wyplątała się z rąk chłopaka, i stanęła na nogi. Przyjrzała mu się z góry. Patrzył na nią z miną smutnego i  zawiedzionego szczeniaka. Potem spojrzała na jego koszulkę. Była do połowy podciągnięta ukazując przy tym jego wyrzeźbiony brzuch. Hermiona zamarła. „To ja mu ją podciągnęłam?”
- Fred… idź spać! – powiedziała pierwsze co jej przyszło na myśl. Było jej wstyd, a jednocześnie czuła się cudownie. Nie mogła dać tego po sobie poznać. Fred wstał niemrawo i podszedł do niej. Znowu poczuł jej zapach, szybki oddech. Identycznie czuł się w tej chwili.
- Dobrze. – powiedział. – ale tylko z tobą….
- To nie jest śmieszne! – gryfonka go popchnęła. – Znowu mi to robisz! – kolejne ciosy padały na jego tors i brzuch. – Znowu całujesz mnie bez pytania! To jest twoje jakieś hobby, czy co!? – rozpłakała się, i nadal wyładowywała swój żal bijąc rudzielca. Fred zażenowany całą sytuacją złapał ją szybko za ręce i znowu przyciągnął ją do siebie. Głowę skierował na jej ucho.
- Chcę ciebie, Hermiona. – powiedział jej cicho, i pocałował ją delikatnie w policzek. – Chcę ciebie całą. – ręką znowu zjechał na jej biodro. Miona była sparaliżowana. Nie ze strachu. Z czegoś zupełnie przeciwnego. Z podniecenia? Fred mimo tego że był pijany, zachowywał się tak ostrożnie. Jakby się jej bał. Kilka sekund by brakowało, żeby dziewczyna znów dała się ponieść emocją. Gdy Fred delikatnie pocałował ją w szyje, poczuła od jego koszulki zapach męskich perfum, alkoholu i… papierosów?
- Fred, przestań. – powiedziała kategorycznie. Rudzielec z wielkim żalem, ale posłusznie odsunął się od gryfonki. Jego lewa ręka nadal spoczywała na jej udzie. Uśmiechnął się otępiale do niej. Hermiona stanowczo złapała go za tą rękę i pociągnęła do przodu. Fred wlókł się za nią co chwila zbaczając z trasy i śmiejąc się pod nosem.
- Siedź tu i się nie ruszaj. – powiedziała mu powoli jak małemu dziecku. Chłopak posłusznie usiadł na łóżko i skinął lekko głową. – A ja idę na dół zapytać kto jest taki mądry, żeby doprowadzić cię do takiego stanu. – Hermiona wyszła z pokoju. Już nawet nie starała się być cicho. Pędem pobiegła na dół. Jak ona pokaże tym rudym kretynom gdzie ich miejsce! Gdy była na dole, ze złości nabrała powietrze i… i spostrzegła się że jest zupełnie sama.
- Niech to szlag! – krzyknęła sama do siebie. Widocznie rodzeństwo po skończonej imprezie musieli pójść spać. „Nic nie szkodzi.” Pomyślała, „Jutro zrobię im taką jazdę, że mnie popamiętają!” obiecała sobie w duchu, i zaczęła wspinać się na schodach tupiąc przy tym wściekle. Otworzyła z zamachem drzwi.
- Wiesz że twoi cholerni bracia już poszli spa… - zatrzymała się w progu, i aż zacisnęła ze złości zęby. Fred w najlepsze spał na jej łóżku, do tego rozwalony na jego całej przestrzeni.
- Fred! – krzyknęła zdenerwowana. Ten rudzielec naprawdę zaczął jej działać na nerwy. Musi go jakoś stąd wygonić! Nie może przecież położyć się do Ginny, bo nieraz gadając pod wieczór zasypiały na jej łóżku, i to była jedna, wielka katastrofa. Hermiona najczęściej budziła się rano cała skopana i ułożona w dziwnej pozycji. Ruda zawsze rozkłada się w nocy,  wierzga nogami, i co rusz „przez przypadek” uderza przyjaciółkę w twarz. Spojrzała z powrotem na Freda. Widocznie takie spanie jest u nich rodzinne. Dziewczyna podeszła do niego.
- Halo, dociera coś do ciebie?! – zawołała machając mu ręką przed oczami. Nic. Nawet nie drgnął. Hermiona chwilę stała i tak na niego patrzyła. „Jak śpi jest taki słodki…” pomyślała. Przyjrzała się mu dokładniej. Nigdy nie zauważyła jego pięknej, szczupłej twarzy. Fred był nietypowy. Wyglądał jak prawdziwy mężczyzna, mimo tego że nawet nie zapuszczał chociażby lekkiego zarostu. Można by pomyśleć że jego pół długie włosy nie pasują do jego męskiej twarzy, jednak to był Fred. Idealnie oddawały jego charakter. Rzadko się zdarza żeby chłopak z dorosłym wyglądem zachowuje się DOSŁOWNIE jak dzieciak. Wszystko go cieszyło, wszędzie było go pełno. Był zdecydowanie zbyt energiczny, zamaszysty. Ale taki właśnie od pewno czasu jej się podobał. Już wiedziała czemu mimo swoich wybryków wszystko mu zawsze wybaczano. Wystarczyło że zrobił smutną minkę, spuścił ten rudy łeb, i już był niewinny.
- Nie gap się tak na mnie jak jakiś psychol. – Hermiona zamrugała dwa razy i znowu wróciła na ziemię. Fred miał lekko uchylone oczy, i patrzył na nią z rozbawioną miną.
- Kiedy ty… - powiedziała skruszona. Kiedy otworzył oczy? Kiedy ją zaczął obserwować?
- Ciii.. – powiedział zmęczonym głosem. – pozwalam ci się patrzeć, tylko mnie nie budź.
- Fred, musisz stąd iść! – tego było już za wiele. Dziewczyna też  już była zmęczona, chciała się położyć, odpocząć, a co ma zrobić, jeżeli jej dzisiejszy główny powód rozmyślań w najlepsze śpi w jej łóżku?
- Freeed! – krzyknęła. Chłopak tylko jęknął cicho, olewając ją całkowicie i przewrócił się na bok. Miona usiadła obok niego, i lekko potrząsnęła jego ramieniem.
- Słyszysz mnie? Idź do siebie! – znowu nic tylko zażenowane jęczenie, jakby to on był oburzony, że ktoś przeszkadza mu w drzemce.
- Fred, cholera jasna! – gryfonka pchnęła go w plecy. Nie spodziewała się jednak jego reakcji. Rudzielec złapał pierwszą lepszą poduszkę z boku, i z całej siły cisnął ją Hermionie w głowę. Dziewczyna syknęła jadowicie i odrzuciła ją na łóżko Ginny. Tak nie da rady go stąd wygonić. Lecz zapaliło jej się światełko w tunelu, i przypomniała sobie pewną sytuacje która zdarzyła się niedawno… 

  „ - Tak? – zapytała namiętnie i przygryzła wargę. Fred poczuł kropeli potu na głowie. „Umarłem?” – zapytał sam siebie. Już coraz trudniej było mu hamować potrzebę poczucia jej warg na swoich. Musiał coś powiedzieć. Inaczej by Chyba wpatrywał się w nią wieczność.
- Bo tego no… mam dług ja, znaczy się u ciebie mam – zająknął się rudzielec. Spuścił głowę aby Nie musieć patrzeć na nią. To go rozpraszało. Cholernie rozpraszało.
- Ooo, nawet wiem jak możesz go spłacić – powiedziała słodko. Zaczęła kręcić na palcu rudy kosmyk z pół długich włosów bliźniaka. To było takie fascynujące dla młodej czarownicy.” 

Już raz go do czegoś zmusiła. Pora na drugą rundę.
- Freddie…. – powiedziała cichutko i przejechała palcem po jego ręce. Chłopak jak poparzony ją zabrał. Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Plan działa.
- No Fred… co ty poszedłeś spać kiedy ja się zaczęłam rozluźniać… - bliźniak westchnął cicho. Miona wiedziała że Fred ma teraz mętlik w głowie. Z jeden strony był pewnie strasznie zmęczony, a z drugiej chciał sobie jeszcze z nią „posiedzieć”.
- No to jak będzie? – zapytała namiętnym głosem, po czym na czworaka podsunęła się do niego i nachyliła się tak mocno, że jej włosy otarły się o jego twarz. – będziesz tak spać, czy teraz wstaniesz i…. – nie zdążyła nawet dokończyć zdania, a rudzielec szybko podniósł do góry rękę, owinął nią czarownicę w talii i przyciągnął do siebie. Hermiona leżała teraz obrócona do niego plecami, owinięta jego ramieniem, przy czym Fred z zadowoloną miną wrócił z powrotem do spania.
- Cholera… - syknęła szatynka i zaczęła powoli podnosić jego rękę, jednak chłopak nie odpuścił tak łatwo i położył ją z ponownie. Spróbowała szybko wydostać się dołem, jednak znowu Fred był szybszy i podsunął ją na górę.
- Jak będziesz się tak kręciła to tylko się zmęczysz, Miona. – powiedział. „To on w końcu śpi, czy tylko udaje!?” zezłościła się. To na pewno będzie ciężka noc.
Po dziesięciu minutach próby wydostania się z uścisku rudzielca Hermiona odpuściła. Próbowała na różne sposoby, ale chłopak był uparty, i chyba dzisiaj nic mu już nie przeszkodzi spania z gryfonką. Raz kiedy już prawie stracił czujność szybko wydostała się z jego objęć i już miała wychodzić z łóżka, kiedy została brutalnie pociągnęła za tył koszulki prosto obok Freda, a kiedy spojrzała na niego wściekle ten się tylko zaśmiał pytając „Gdzie tak lecisz?” na co dziewczyna prychnęła. Koniec. Chyba dzisiaj będzie musiała tak spać. Nie to żeby jej coś nie odpowiadało ale… To była Hermiona Granger. Do niedawno niedotykalska i zarozumiała a teraz co? Śpi obok największego podrywacza w Gryffindorze? Jednak dzisiaj nie miała wyboru. Na drugi plan zeszła jej godność. Ratowało ją tylko to że to „była” wina Freda. A może sama starała się za mało? Miała tylko nadzieję, że jak wróci Ginny to przemówi Fredowi do rozsądku. Na razie może tak spać bez skrupułów. Na niego pójdzie wszystko, a to jest wymówka by być obok chłopaka. Czy to było dobre rozwiązanie? Hermiona nie zwracała na to uwagi. Gdy już odpuściła ucieczkę z jego objęć, zrozumiała jak cudownie jest czuć jego dotyk, ciepło, jego bicie serca obok siebie.

„To będą długie wakacje” - pomyślała.   

__________________________________________________________________

No i jest rozdział! Mam nadzieję że wam się spodoba, bo bardzo się starałam by wynagrodzić wam to czekanie, a mi osobiście się podoba. J
Oczywiście pozdrowienia dla wszystkich czytelników, które są ze mną mimo mojego wiecznego nie dotrzymywania słowa, oraz pozdrowienia dla mojej ukochanej Ginny i Luny!
Kocham was, miśki, i dzięki że jesteście! <3
~Meggie.
          
                                                   

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 15 „Obiecaj mi że nie zrobicie niczego głupiego (…) a zwłaszcza TY.”

Rozdział 15 „Obiecaj mi że nie zrobicie niczego głupiego (…) a zwłaszcza TY.”

Hermiona tego dnia obudziła się w dobrym humorze. Nie wiedząc czemu, szybko przeszła jej złość po zdarzeniu z Fredem. Doszła do wniosku, że to nie jego wina. Przecież skąd miał wiedzieć że akurat w tej chwili do pokoju wpadnie gryfonka bez gaci. Zaśmiała się sama do siebie i leniwie wstała ociągając się na wszystkie strony. Ginny spała w najlepsze. Czarownica biorąc pod pachę ciuchy które razem z rudą wybrały dla niej na pokątnej skierowała się do łazienki. Jak zwykle odbyła poranny prysznic, ubrała się i – o dziwo – dość mocno jak na nią pomalowała. Uśmiechnęła się do odbicia. Ze względu że ten lipiec był szczególnie gorący na jej nogach znalazły się krótkie szorty, a na ramionach zwiewna koszulka w kwiecisty wzór. Wyglądała ślicznie.
- Aaaaa…. – usłyszała z pokoju ziewanie Ginny.
- Księżniczka się obudziła? – roześmiała się szatynka, i wyszła z łazienki. Jej przyjaciółka miała nieprzytomny wyraz twarzy,  lecz radosny.  
- Moja szkoła – powiedziała zadowolona widząc tak ubraną i umalowaną Mionę. Powtórzyła jej czynność i oboje zeszły na dół.  
 Na dole byli już wszyscy. Ron grzebał łyżką w płatkach, Percy czytał gazetę, a bliźniaki dyskutowali o czymś zawzięcie.
- Dzień Dobry dziewczynki! – przywitała je pani Weasley odrywając się na chwilę od garnków i patelni. Fred wzdrygnął się szybko i spojrzał na dwie nastolatki. Jego wzrok zatrzymał się na Hermionie. Zmierzył ją z fascynacją, a kiedy napotkał jej spojrzenie szybko się odwrócił.
  Szatynce Fred także nie został obojętny. Szybko rozpracowała go sobie w głowie. Miał na sobie dżinsowe spodenki do kolan, i szarą koszulkę, na tyle przylegającą żeby odznaczyć jego wysportowany tors który aż się prosił o dotknięcie. Dziewczynie poróżowiały policzki. Na szczęście nikt nie zdążył tego zauważyć, bo zanim się obejrzała Ginny pociągnęła ją do kuchni, gdzie zaparzyły sobie herbaty i usiadły do stołu. Hermiona przez dziwny zbieg okoliczności trafiła miejsce dokładnie naprzeciwko rudzielca. Czy to los się na nią uwziął? A może sama tak chciała?
- Posłuchajcie dzieciaki – powiedziała pani Weasley siadając przy stole – Dostałam zaproszenie od Lupina, tak więc jak się domyślacie, zostajecie tu sami na dwa dni -  Szatynka bacznie obserwowała zachowanie Freda. W jego oczach pojawiły się dwa wesołe ogniki, i tajemniczo spojrzał na Georga, który odzwierciedlał to samo. „Coś szykują” – pomyślała.

                                                                  ***

Po śniadaniu Fred i George udali się prosto do swojego pokoju. Obydwoje wiedzieli, że szykuje się świetny wieczór.
- O której wyjeżdża mama? – zapytał starszy bliźniak, chodząc nerwowo po pokoju. Był strasznie podekscytowany. Pierwszy „bliźniakowy” wieczór tych wakacji.
- Nie wiem, chyba jeszcze przed obiadem – odpowiedział Fred siedząc na łóżku, i przerzucając małą piłeczkę z ręki do ręki. – Jaki plan?
- Ron coś gadał o męskim wieczorze, co ty na to? – George spojrzał na niego znacząco. – Zero procent dziewczyn, sto procent alkoholu.
- Hmm…
- No chyba że chcesz sprowadzić jakieś fajne laski, ale wątpię że ta twoja niewiasta będzie zachwycona – George uśmiechnął się złośliwie, za co oberwał z całej siły poduszką w twarz. Dobrze wiedział że temat Hermiony jest drażliwy dla brata, jednak nie mógł się powstrzymać od tego żartu.

                                                                   ***

Po śniadaniu Ginny i Hermiona pomogły pani Weasley umyć talerze i wytrzeć stół. Gdy wszystko już błyszczało wszystkie trzy usiadły przy stole.
- No dziewczynki – powiedziała kobieta zmęczonym głosem – Jesteście dzisiaj odpowiedzialne za Freda, George’a i Rona. Jak ci chuligani się w trójkę dobiorą, to nie  będzie co zbierać – dziewczyny zaśmiały się cicho, chociaż przeraziła je myśl że to chłopskie zoo jest na ich głowie. Pani Weasley spojrzała na zegarek.
- Ojej już dziesiąta, zaraz będę się zbierać – wstała pospiesznie – pamiętajcie, obiad macie w garnkach, więc głodować nie będziecie – spojrzała na nie ostatni raz, uśmiechnęła się serdecznie, i szybkim tempem poczłapała do góry.
- Hej Hermiona, co byś chciała dzisiaj porobić? Cały wieczór nasz! – Ginny uśmiechnęła się podekscytowana i usiadła po turecku na krześle. Ruda miała pełno pomysłów na to jak mogą spędzić ten czas. Niestety dzień był tylko jeden. I tu pojawił się dylemat.
  Gdy pani Weasley pojechała, Ginny zdecydowała się na jeden ze swoich planów. BABSKI WIECZÓR. Gdy oznajmiła to Hermionie, ta nie była zbytnio zachwycona tym zamiarem, jednak co miała do gadania przy groźnej Weasley’ównie? Zgodziła się tylko po to, aby mieć święty spokój. Bo kto by wytrzymał wysłuchując skomlenia i błagania przez pół dnia. Gdy tylko szatynka się zgodziła młodsza czarownica wzięła się do przygotowań. 
 
                                                               ***

- CHYBA ŚMIESZNA JESTEŚ! – krzyknął George gdy zszedł na dół i zauważył jak Ginny rozkłada wszystkie dziewczęce pierdółki, salony piękności i inne babskie sprawy.
- A tobie co? – zapytała zaskoczona widząc zdenerwowaną minę swojego brata. Nie dość, że tym razem odpuściła im kazania na temat tego jak mają się zachowywać pod nieobecność mamy, to i tak jej brat ma pretensje.
- Wynocha stąd! Rezerwacja już jest! – powiedział podnosząc wszystkie kosmetyki które leżały na stole kuchennym, i podając je zdezorientowanej siostrze.
- Jak to?! Kiedy!? – krzyknęła trzymając w rękach płyny i tusze do rzęs.
- Co się dzie… - Drugi bliźniak zszedł na dół i spojrzawszy na czynności Ginny przystanął zdziwiony – CHYBA ŚMIESZNA JESTEŚ! – powtórzył zdanie George’a. No tak. W końcu bliźniaki.
- Nie ma mowy! Byłam tu pierwsza i będziecie musieli mnie siłą stąd odprawić! – dziewczyna tupnęła nogą i założyła ręce na biodrach. Bracia spojrzeli na siebie rozbawieni i wymienili spojrzenia. Podeszli do niej. Jeden złapał ją pod jedno ramie, drugi pod drugie, i unieśli ją wysoko w górę.
- Nie! Puszczajcie mnie idioci! – krzyczała i szarpała się w ramionach rozbrykanych braci, lecz na nic. Chłopcy zanieśli ją na górę, aż pod jej sypialnie.
- Będziemy tak za każdym razem, ruda, więc nawet nie próbuj nic knuć – żartobliwie pogroził jej Fred, po czym wrzucili jej kosmetyki do starej doniczki, i przynieśli jej pod drzwi. 
  Hermiona siedziała w pokoju Ginny, gdy nagle właścicielka wpadła jak petarda do pokoju trzaskając drzwiami.
- JAK JA ICH NIE CIERPIE! – krzyknęła podnosząc z łóżka poduszkę i ciskając ją z całej siły w ścianę. Szatynka pierwszy raz widziała ją aż tak wściekłą. Co prawda charakter Ginny jest bardzo wybuchowy, i często bywa zdenerwowana, ale tym razem zachowywała się jak dzika.
- Co znowu? – zapytała niezmącenie Hermiona, wiedząc że któraś z nich musi zachować spokój.
- Wygonili mnie! Rozumiesz!? Nici z naszego wieczoru! A tak się starałam! – Ginny rozpaczliwie machnęła dwoma rękami i opadła na łóżko. Teraz w jej głosie mimo wściekłości było słychać smutek i bezsilność.
- Gin…
- Dlaczego ja muszę mieć braci, co!? Dlaczego nie mogę być jedynaczką tak jak ty!? – wtuliła się w przyjaciółkę i westchnęła cicho.
- Uwierz mi że lepiej jest mieć rodzeństwo – Hermiona pogłaskała ją po włosach – A tak poza tym to przecież zawsze tutaj możemy posiedzieć! Przecież po co nam cały salon?
- Wiesz co? Masz racje! – powiedziała. Wszystkie smutki zeszły z jej twarzy. Plany na wspaniały wieczór znów były aktualne.

                                                               ***

- Co dla was chłopaki? – zapytał siwiejący już Tom Hellows, bufetowy w  barze
„Ranny Hipogryf” który mieścił się niedaleko Nory. Ze względu na to, że za jakieś pół godziny mają zamiar zacząć męski wieczór, Fred i George zgodnie z obietnicami udali się załatwić napoje. A że knajpka była blisko, postanowili że polecą na miotłach. Fred, który niedawno dostał szlaban, musiał „pożyczyć bez pytania” Nimbusa swojego młodszego brata. Dobrze że George w ramach kary musiał zrobić coś innego, ponieważ Ron jest tylko jeden, i ma tylko jedną miotłę. Ledwo co zaczęły się wakacje, młodszy bliźniak już łamie zakazy. To nie zapowiada się uczciwie, lecz na pewno ekscytująco.
- Trzy butelki ognistej poprosimy, i czteropak piwa kremowego – powiedział George opierając się o ladę, i mrugając do jakiejś młodej czarodziejki siedzącej przy barze, która widząc gest chłopaka zmierzyła go apetycznie wzrokiem.
- Uuu… widzę że się gruby wieczór szykuje, co – powiedział barman, a w tym momencie Fred nadepnął George’owi na nogę. Bliźniak oderwał wzrok od ponętnej blondynki i z powrotem spojrzał na mężczyznę za barem.
- Ano tak, wakacje się zaczynają, trzeba coś skombinować – powiedział rudzielec, kątem oka wciąż spoglądając na dziewczynę.
- No wiadomo, zdziwiłbym się, gdyby w te wakacje nie zobaczyłbym tutaj bliźniaków Weasley’ów! – Tom szybko policzył wzrokiem rachunek – to będzie dziesięć galeonów.
- A może taki mały rabacik dla stałych klientów? – zapytał Fred, szczerząc się do barmana.
- Siedem galeonów? – zapytali jednocześnie bliźniacy.
- Hmm…. osiem. I ani knuta mniej!
- Stoi – powiedział George, i wziął w ręce zakupy, po czym połowę podał bratu. – No to my spadamy! Nara!
- Cześć, chłopaki, udanego wieczoru! – usłyszeli za sobą, kiedy wychodzili. Na dworze było cieplej niż w pomieszczeniu. To lato było wyjątkowo gorące. Już się ściemniało, a gdzieś w oddali było słychać hukanie sów.
- Ale ta blondynka niezła była! Że też to musi być męski wieczór, eh… - powiedział George, gdy szli polną drogą. Nie chcieli lecieć po nocach, w dodatku z bagażem.
- Uspokój się, mamy jeszcze całe wakacje, stary.
- No tak, ale jak ty się spikniesz z Mioną, to ja sam będę musiał na podryw łazić – Fred uśmiechnął się na samą myśl, że mógłby z nią być. Jednak po chwili się otrząsnął, „Przyjaciele, TYLKO” pomyślał. Przez resztę drogi rozmawiali o wakacjach, planach, dosłownie o wszystkim. Gdy zawitali pod drzwiami Nory, ich najmłodszy brat czekał już na zewnętrz najwyraźniej mocno podekscytowany.
- Macie? – zapytał gdy tylko podeszli do niego rozbawieni.
- Ale co? – George zaczął zgrywać głupa, na co Fred tylko zaśmiał się pod nosem.
- No cholera, to nie jest śmieszne, macie to czy nie!?
- Ej, ej, ej – odezwał się młodszy bliźniak – trochę wdzięczności młody, nie dość że kochani bracia gonili taki kawał dla ciebie, to jeszcze szczekasz do nas – oboje zaczęli się śmiać, a mina Rona wskazywała zakłopotanie. Bez słowa weszli do środka, gdzie Percy siedział elegancko przy stole wpatrując się w podłogę, a kiedy usłyszał otwieranie się drzwi wzdrygnął się gwałtownie. Fred od razu zmierzył go lodowato wzrokiem i rzucił wszystkie butelki na blat. Gdy już wszyscy się mniej więcej usadowili na miejscach George wstał z dwoma butelkami piwa kremowego, które aż czekały na otworzenie.
- To co chłopaki? Zdrowie! – krzyknął rudzielec, i podważając jednym kapslem drugi, otworzył jedno piwo, a drugie podał bratu. Fred znając swoje nieprzewidywalne zachowanie po alkoholu, niechętnie bez użycia jakiegokolwiek narzędzia odkorkował swoją butelkę. Cóż lata praktyki. Chłopak miał w życiu dwie słabości – Alkohol i Hermiona. Nie wiedział tylko co się stanie, gdy dobiorą się w parę. Chociaż wolał nie wiedzieć, to i tak z góry było wiadomo, że utrzymanie tej niewiedzy będzie dla niego trudne. Zwłaszcza że dziewczyna była tylko piętro wyżej.  

                                                                  ***

- Ała! Ginny! – krzyknęła Hermiona gdy przyjaciółka już drugi raz za mocno szarpnęła delikatne włosy szatynki. Młodsza czarownica wymyśliła, że wyprostuje jej włosy. Jak wiadomo, Hermionie nie spodobał się ten pomysł, jednak zgodziła się ze względu na błagania rudej. Teraz musiała siedzieć posłusznie na łóżku, mając świadomość że w każdej chwili może zostać poparzona bezlitosną, mugolską prostownicą.
- A właściwie po co to robimy? – zapytała w końcu Miona, gdy rozżarzony przedmiot już drugi raz otarł jej się o policzek.
- Żebyś wyglądała jeszcze piękniej, niż do teraz – powiedziała pogodnie Ginny i odłożyła prostownice na szafkę – już po wszystkim!
- Podaj lustro –powiedziała niepewnie Hermiona, dotykając prostych końcówek. Rudowłosa poleciała do łazienki po małe lustereczko, gdy nagle z czarnej torby leżącej na jej nocnej szafce rozległa się powtarzająca się na okrągło melodia.
- Hermiona odbierz! – krzyknęła Ginny z łazienki. Zdezorientowana szatynka podeszła do torby i wyciągnęła z niej nowoczesną. MUGOLSKĄ komórkę. „To Gin ma telefon?!” pomyślała. Nigdy by nie pomyślała, że w świecie czarodziei, gdzie pisanie listów jest wysoce popularne, znajdzie się mała, ruda czarownica która będzie posługiwała się elektrycznie. I jak widać to nie tylko ona! No bo przecież ktoś musi do niej dzwonić, prawda? Hermiona pospiesznie nacisnęła zieloną słuchawkę.
- H… halo? – powiedziała niepewnie do urządzenia.
- Ginny?! Dzięki bogu że odebrałaś! Sytuacja awaryjna, czaisz!? Kod czwarty! Powtarzam, CZWARTY! – odezwał się głos w słuchawce. Po piskliwym tonie od razu poznała Lavender. Problem w tym że ani trochę nie zrozumiała sensu jej „szyfru”.
- Słucham? – zapytała zdziwiona, po czym usłyszała zbliżające się kroki.
- Oooj, daj mi to! – powiedziała Ginny, i wyrwała jej telefon z ręki.
- Serio!? – dziewczyna zaczęła konwersacje ze znajomą. – CZWARTY?! – Rudowłosa pognała do łazienki, żeby obgadać najwyraźniej poważną sprawę z Lavender. Hermiona usiadła na łóżku, i czekała aż przyjaciółka wróci z jakąś zaskakującą nowiną. Jednak gdy młodsza czarownica wyszła z łazienki nie była wcale podekscytowana. Jej wyraz twarzy ukazywał niezdecydowanie.
- Miona – powiedziała i usiadła obok niej. – bo słuchaj, dzwoniła Lavender, i wyobraź sobie że ma kod czwarty, rozumiesz to?! Powiedziała że….
- Stop, stop, stop! – przerwała jej szatynka – wytłumacz mi najpierw co to jest kod czwarty, okej?
- To ty nie znasz kodeksu gryfonek? Ano tak, gdy go wymyślałyśmy byłaś zajęta studiowaniem po raz setny numerologii – powiedziała Ginny, na co ta zrobiła urażoną minę.
- Ehh, nieważne, mów dalej – Hermiona gestem pokazała, aby kontynuować wypowiedź.
- No więc tak, kod czwarty, to randka z wymarzonym chłopakiem, w przypadku Lavender, to był Dean Thomas – przerwa na wdech – no i właśnie dzwoniła żeby się zapytać, czy bym jej nie pomogła się przygotować.
- Hmm.. no w sumie..
- Spokojnie Miona – przerwała jej ruda – ja cię nie zostawię! Jeżeli obiecałam że ten wieczór spędzę z tobą to tak zrobię!
- ale…
- Nie, naprawdę, to nic że będzie musiała sobie poradzić sama, ja zostanę tu z tobą! Tak!
- Ginny jeżeli chcesz to idź! – Hermiona dobiła się w końcu do głosu. Było jej całkiem na rękę, że uwolni się od tego całego wieczorku. To zdecydowanie nie była jej bajka.
- SERIO MOGĘ!? – w oczach Ginny pojawiły się aż wesołe ogniki. – Jesteś wspaniała! – powiedziała, i wyściskała przyjaciółkę jak najmocniej tylko umiała. Jak poparzona wstała i zaczęła pakować wszystkie kosmetyki do torby. Przecież nie może tam jechać bez wyposażenia.
- A może chcesz iść ze mną? – zawahała się, gdy stała już przed progiem. Hermiona się roześmiała.
- Tak, tak, ja i ten wasz pudrowy świat, Ginny, proszę cię – przestała się śmiać, lecz uśmiech nadal nie zniknął z jej twarzy – ja sobie trochę poczytam, no, powodzenia tam!
- To pa! – krzyknęła młodsza czarodziejka i wyszła z pokoju delikatnie zamykając drzwi. Z jednej strony było jej trochę przykro że została sama, jednak nie miała żalu do Ginny, ponieważ dobrze wie jaką radość sprawia jej bawienie się w salon piękności. Z drugiej strony była szczęśliwa że udało jej się uniknąć tego różowego szału. Teraz może sobie w ciszy nadrobić materiały na następny rok w Hogwarcie, oraz ma możliwość sprawdzania stanu trzeźwości Freda, schodząc jak gdyby nigdy nic na dół po na przykład szklankę wody, i to jeszcze w krótkich spodenkach od piżamy, i obcisłej koszulce. Kontrola i przy okazji chęć intrygowania rudzielca. Taki układ jej pasował.
  Już po pół godzinie znudziło jej się czytanie poradnika idealnego eliksiru dla zaawansowanych. Miała idealny plan. Niewinnie zejdzie na dół, przywita się z wesołymi już chłopakami przy czym obdarzy Freda najpiękniejszym uśmiechem i pójdzie nalać sobie szklanki wody. To musi zadziałać.

                                                                   ***

- Powem wam chopaki, że ten Knot to nezły psychol – zająknął się lekko pijany Percy, a reszta braci słuchała go uważnie ledwo co powstrzymując się od śmiechu – na przykład, jak pił kawę w swoym gabinecie, to ne pozwalał nikomu tam wejść, czaicie?
- Percy, nie za dużo alkoholu? – zapytał rozbawiony Fred, siedząc rozłożony na krześle z nogami na stole. Pierwszy raz to on był tym odpowiedzialnym i najbardziej trzeźwym. Zawsze tę role miał Percy lub George. Jednak tym razem bliźniak zbytnio się bał że palnie coś głupiego przy szatynce. Oczywiście jak to Fred Weasley nie powstrzymał się od kilku kieliszków ognistej, jednak w stanie lekkiego wstawienia zdołał się opamiętać, i przestał przyjmować kolejki, w odróżnieniu do braci. Teraz dopiero widział, jakiego totalnego idiotę robił z siebie będąc nietrzeźwym. A znając jego pomysły, imprezy w Hogwarcie, które organizowali bliźniacy Weasley były epickie. Usłyszał ciche skrzypnięcia schodów. Z głupkowatym uśmiechem na twarzy obrócił się do tyłu, i aż go sparaliżowało. Na dół schodziła Hermiona w kusej piżamie, z delikatnie opadającymi włosami. Jak tylko napotkał jej spojrzenie od razu się wzdrygnął i szybko ściągając nogi ze stołu, jakby obawiał się że mama go zobaczy, schował się za rudymi włosami. Teraz dopiero czeka go prawdziwa próba utrzymania silnej woli.
- Cześć chłopaki – powiedziała delikatnie szatynka. „Kurczę, czy on musi zawsze na mój widok chować twarz w te rude kłaki?!” zapytała się w myśli, gdy nie mogła nawiązać z nim kontaktu wzrokowego. Percy, który był w najgorszym stanie zagwizdał cicho, i niezgrabnie wstał podtrzymując się ręką o stół.
- Ooo, Heremiona! Sadaj! – krzyknął do niej i poczłapał balansując na wszystkie strony do kuchni. Dziewczyna tak jak ustaliła, zaczęła szukać szklanki. Dopiero teraz się spostrzegła że wszystkie kubki, kieliszki i kufle znajdują się w szafce nad kuchenką, gdzie dziewczyna z jej wzrostem nigdy by nie dosięgła. Niech to szlag. Już drugie niepowodzenie w planie.
- A czeo szukasz, Mionka? – zapytał podpity Percy opierając się o blat w kuchni. Fred obserwował bacznie całą sytuacje czekając tylko na swój impuls. Jak na razie się trzymał.
- Co? Aaaa… no chciałam się napić wody, ale chyba z tego nici, bo szafka jest dla mnie za wysoko – powiedziała zbyt głośno, i zbyt seksownie. A to wszystko przez to, że ona tym razem czuła na sobie wzrok Freda, co ją rozpraszało jak i determinowało do działań.
- A to może ce podsadzić, co? – Hermiona skinęła ochoczo głową, ponieważ nawet do pijanego Percy’ego miała zaufanie. Gdy najstarszy brat już gramolił się żeby podejść do czarownicy, z krzesła jak z procy zerwał się Fred, i delikatnie zbaczając z trasy podszedł do szafki. Był trochę wyższy od Percy’ego więc bez problemu ściągnął pierwszą lepszą szklankę i podał ją Hermionie. Wiedział że tak będzie. Wiedział że w końcu zadziała instynktownie. Ręka cała mu się trzęsła, gdy zdziwiona dziewczyna odebrała od niego szklankę. Percy nie rozumiejąc sytuacji, rubasznie usiadł z powrotem do braci, którzy byli pochłonięci rozmową. Stało się. Stali tylko we dwójkę, z czego jedno było delikatnie pijane, a drugie wyglądało jak milion dolarów. Najgorsze bagno, w jakie mogli wpaść.
- Eee… no nie trzeba było, Percy by mi pomógł – powiedziała szatynka udając wyluzowaną, co było kompletną nieprawdą, ponieważ w środku aż buzowała.
- A nie, to żaden problem, spoko – powiedział zdenerwowany i znowu schował się we włosach. Hermiona patrząc na niego aż miała ochotę się do niego przytulić, i już nigdy nie wypuszczać. Mimo że był o wiele od niej wyższy i umięśniony, przyjął pozę bezbronnego dziecka, co najbardziej uwielbiała w nim dziewczyna.
- Tak? – spojrzał na nią rudzielec, a policzki mu poczerwieniały.
- Obiecaj mi że nie zrobicie niczego głupiego – przysunęła się bliżej, i aż poczuła zapach jego perfum zmieszany z alkoholem – a zwłaszcza TY.
- No wiadomo, co ty, my nic tego… co nie? – Sam nie wiedział co w niego wstąpiło, ale… położył jej rękę na talii i delikatnie do siebie przysunął. Dziewczyna nie protestowała. Wręcz przeciwne. Miała już gdzieś jakiekolwiek zasady. Przysunęła się jeszcze bliżej, i tak jak marzyła, wtuliła się w jego tors, i usłyszała szybkie bicie jego serca. Fred aż zamarł. Jeszcze NIGDY nie czuł się tak bezbronny i zależy od poczynań jakiejkolwiek dziewczyny. Działając odruchowo drugą ręką owinął ją w pasie, mocno do siebie przysunął  i lekko oparł się brodą o jej głowę. Mógłby tak cały wieczór stać, i trzymać ją w ramionach. Była dla niego jak narkotyk. Delikatnie poruszał ręką gładząc ją po plecach. Cholernie się jej bał. Cholernie pożądał jej dotyku. Cholernie się w niej zakochał. Zamknął oczy i przysłuchiwał się jej oddechowi. Takiemu kruchemu i delikatnemu. Nagle usłyszał za sobą hałas. Nastolatkowie natychmiast od siebie odskoczyli. I spojrzeli w dół. To Hermionie wypadła szklanka z ręki, i popsuła cały klimat.
- Ja przepraszam, nie chciałem, to było… a raczej nie było, ech… - zaczął się jąkać rudzielec, przeczesując rękami włosy. Dziewczyna szybko podniosła naczynie i uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Fred natomiast wziął głęboki wdech i chowając ręce do kieszeni, by już nie powędrowały w kierunku szatynki, spojrzał w podłogę. Było mu naprawdę głupio.
- Eee… to jak będziecie już iść spać, to tu trochę ogarnijcie, okej? – szybko zmieniła temat Hermiona.
- Aaa, no spoko, nie ma sprawy! – mówił zdenerwowany rudzielec, ledwo co utrzymując się na nogach. I to tylko w połowie przez alkohol – A ty już idziesz spać?
- No nie wiem, pewnie jeszcze wezmę prysznic….
-  Pomóc ci? – bąknął nieumyślnie – znaczy nie! Co ja gadam…
- Dobranoc Fred – przerwała mu, i uśmiechnęła się serdecznie. Chłopak zamiast nabrać pewności, jeszcze bardziej się speszył.
- Dobranoc Mionka – chciał jak za dawnych czasów uścisnąć ją po przyjacielsku, lecz po chwili się cofnął o krok, i znowu spojrzał na ziemie. Hermiona nie wiedząc jak to odebrać, po prostu poszła na górę, i kiedy tylko rudzielec zniknął jej z pola widzenia, oparła się o drzwi od pokoju i odetchnęła z ulgą.


                                                          *** 

Przepraszam. 
~Meggie

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 14

Rozdział  XII „Hmm…. Molly, a co byś powiedziała na zaproszenie do nas na herbatkę?”


- Gdzie są farby? – zapytał zniesmaczony Ron widząc w szopie z narzędziami martwą mysz. George widząc to, kopnął zwierzę czubkiem trampka w dziurę w podłodze. Bracia zaczęli szukać charakterystycznych kubłów z mugolskimi barwnikami.
- Ale się wściekła, co? – zapytał znienacka Ron, gdy po znalezieniu narzędzi do malowania znaleźli się już na trzecim piętrze.
- Eee… bywało gorzej.
- Słuchaj… - zaczął spięty czymś Ron – Fred i Percy muszą się w końcu dogadać… no nie?
- Przydałoby się! Ja Nie zamierzam nosić tych metalowych puszek aż na czwarte piętro!
- Mam jeden pomysł… - zaczął niepewnie młodszy rudzielec. George wsadził pędzel do wiaderka i oparł się o jeszcze Nie pomalowaną ścianę. 
- Nawijaj – powiedział znudzony. Ręką odgarnął rude włosy, a na jego policzku została brązowa plama. Ron zacisnął pięści.
- No bo… Nie myślałeś żeby ich odstresować? – poczuł kropelki potu na plecach. Nie były z wysiłku. – …nas wszystkich odstresować…
- Może jaśniej? – George zaciekawiony założył rękę na rękę.
- No bo ja ten… myślałem żebyśmy…. No…. Zrobili sobie taki typowo męski wieczór, co? 
- Hmm…. Ciekawa propozycja –Bliźniak uśmiechnął się zamyślony.
- Tylko że ten… - Ron wytarł mokre ręce o dżinsy – byś musiał załatwić… no napoje…. – Gdy spojrzenia obu braci się spotkały, młodszy brat szybko spojrzał na swoje buty, a policzki mu pociemniały.
- Ron, przecież wiesz że kremowe piwo sprzedają nieletnim – George z pogardliwym uśmieszkiem go zmierzył – nawet tobie – zażartował. Ron przygryzł wargę, i zamrugał zdenerwowany. Na szczęście jego twarz zakryły kosmyki rudych włosów, więc jego brat Nie zauważył nagłego spięcia.
- Tylko że…. Mi chodzi o coś innego… - chłopak zacisnął usta tak mocno, że zrobiły się aż sine – coś… większego – dokończył. George zarechotał cicho.
- O proszę! – krzyknął rozbawiony – ognistej się zachciało, co młody?! – Bliźniak niezauważalnie podniósł brudny pędzel.
- Ej… a może chciałbyś spróbować czegoś znacznie lepszego? – zapytał tajemniczo, i powoli podszedł do brata. Ron machinalnie podniósł głowę zafascynowany, a jego oczy się zaświeciły.
- Yhym – mruknął, ukrywając podekscytowanie bijące z wnętrza. Co jak co, ale Fred i George znają się na dobrej zabawie. Zwłaszcza kiedy chodzi tu o trunki.
- No dobra, tylko obiecaj, że Nie piśniesz ani słowa mamie, a gwarantuje że ci się spodoba….
- Słowo! – odpowiedział szybko zniecierpliwiony. George stał z nim twarzą w twarz.
- Gotowy? – zapytał. Ron skinął energicznie głową. Co to mogło być? Nie miał pojęcia. Bliźniak trzymał go chwilę w napięciu, po czym krzyknął.
- MASZ! – Jedno machnięcie, i Ron wyglądał jakby był za bardzo wytapetowaną Ginny. Poczuł w ustach smak farby, i jego brwi zmarszczyły się gniewnie.
- Ty kłamco! – wrzasnął podnosząc swój pędzel, i po chwili na koszulce Georga znalazło się multum brązowych kleksów. I tak została wywołana kolejna bitwa młodych Weasleyów. Krople farby rozprzestrzeniały się z błyskawiczną prędkością, a bracia wyglądali jakby przed chwilą wrócili z kąpieli błotnej. Nagle rozległ się huk.
- CO TO MA DO LICHA ZNACZYĆ!? – wrzasnęła stojąca w drzwiach Molly Weasley i jednym płynnym ruchem różdżki pozbyła się wszelkich brązowych niespodzianek. Nawet schludnie pomalowana ściana z powrotem została ogarnięta bielą.
- Ej! To dopiero co wyschło! – krzyknął pretensjonalnie George wskazując na wcześniej pokryty farbą fragment. Pani Weasley założyła ręce na biodra.
- Za karę od nowa zaczniecie! I tym razem bez żadnych numerów, ZROZUMIANO!? – Chłopcy pospiesznie skinęli głowami, i złapali za pędzle. Gdy mama wyszła, wybuchli śmiechem, i zabrali się do pracy.

                                                                ***

Hermiona leżała bez ruchu. Gdyby Nie regularne podnoszenie się klatki piersiowej, można było by ją uznać za coś martwego. Spała zwinięta jak kotek. Robiła tak od małego. Kiedyś w mugolskim przedszkolu była nawet żartobliwie przezywana, ponieważ zawsze w czasie drzemki kuliła się niczym jej rudy kot Krzywołap. Ciche skrzypnięcie; przewróciła się na drugą stronę. Po chwili skrzypnięcia się mnożyły aż szatynka wydała z siebie cichy pomruk. Jej, Chyba naprawdę miała coś z kota. Powoli zaczęła otwierać oczy. Blask zalał jej dotąd ciemny widok, a źrenice się zmniejszyły. Obudziła się.
- Gin… - szepnęła cicho. Nic jej Nie odpowiedziało. Spojrzała otępiale w bok. Jej przyjaciółka ani drgnęła, pochłonięta błogim snem. Postanowiła jej Nie budzić. Bo po co? Należy jej się sen. Szczególnie po tylu koszmarnych nocach, jakie przeżyła. Hermiona cicho podniosła się z łóżka rudej, i rozprostowała kości. Niemrawo poczłapała do sąsiedniej łazienki. „Prysznic” – pomyślała. Subtelnie zrzuciła ubrania i związała włosy w luźny kok. Gdy puściła wodę jej ciało ogarnęła przyjemna i ciepła wilgoć. Zmęczenie w oczach przeobraziło się w rześkość, a ujmujące mrowienie przeszyło jej po kościach. Minęło dziesięć minut. Z bólem serca zakręciła wodę, a przez jej ciało przeszła nagła fala chłodu. Stanęła na płytkach zawijając się szczelnie w jedwabny ręcznik. Włosów Nie było potrzeby wiązać ręcznikiem, ponieważ Nie zmoczyła ich zbytnio. Rozpuściła je tylko, i przeczesała rękami. Spojrzała w lustro, i uśmiechnęła się do odbicia. W lustrze zerkała na nią zadowolona kobieta, z włosami których Nie potępiła by nawet Bellatriks Lastrange. Makijaż spłynął z jej twarzy podczas kąpieli, więc wyglądała prawie jak swoja młoda imitacja. Ale to Nie było w złym sensie. Może i fryzurą i brak podkreśleń cery przypominała siebie z dawnych lat, to jej twarz od niedawna przybrała bardziej kobiece owale. Pierwszy raz mogła przyznać, że wygląda seksownie. Przemyślenia przerwał jej coraz większy chłód w stopach, od zimnych płytek. Podeszła do swoich ubrań, i zaklęła w duchu. Były całe mokre. Z frustracją wyszła z ciepłej łazienki, i weszła do „swojego” pokoju. Już chciała skierować się w stronę szafy, lecz jak tylko przeszła przez próg ujrzała najmniej spodziewanego gościa. Jego.
- Fred!? – chłopak stał tyłem do niej, a rękami przewracał stronnice jakiejś książki, z samymi fotografiami.
- No cześć – powiedział zalotnie, nadal Nie obracając się do niej.
- Co ty tu robisz!? I kto ci pozwolił ruszać mój album!? – wykrzyknęła zezłoszczona. To był dla niej szczyt bezczelności. Nie dość że ten rudzielec sobie tak po prostu Tutaj wlazł, to jeszcze bez pytania przegląda w najlepsze jej album ze zdjęciami.
- WYNOCHA! – krzyknęła.
- Czekaj, zaczynają się zdjęcia z tamtych wakacji, Ooo, to przecież ja! Jaki ładny! – W Hermionie buzowała złość. On ją najzwyczajniej w świecie olewał. W pokoju rozległ się cichy jęk. Ginny się obudziła.
- mmm…. Co?! Fred!? – wydarła się nieprzytomnie, i roztarła nerwowo oczy.
- Co tam, ruda? – zapytał niedbale, nadal Nie odrywając nosa, od zdjęć. Ginny rozejrzała się po pokoju. Jej wzrok zatrzymał się na przyjaciółce, i po chwili wyglądała jakby połknęła małe słońce. Wzkazała na nią palcem.
- Her… Her… - wydobyła z siebie tylko. Hermiona spojrzała w dół i zamarła. Stała w niemalże nago, zakrywając się tylko ręcznikiem, i to jeszcze przed chłopakiem.
- Aaaa!! Wynoś się! Natychmiast! – krzyknęła zrozpaczona nerwowo przytrzymując niestabilny materiał. Fred natomiast Nie świadom niczego w najlepsze przeglądał fotografie.
- Dobra, zaraz, mama przysłała mnie po bezo…. – Jego oczy mało Nie wyszły z orbit. Gdy się obrócił, Nie liczył na taki widok. Jego szczęka się rozwarła. Widzi ją. Bez ubrań. A zakrywa ją jedynie lichy ręcznik. Zwariował. To sen? Nie. Lepiej.
- Tyy… ty… ty… - zacięła się szatynka. Policzki jej poróżowiały. Dlaczego on musi się tak gapić?
- Chrystusie Przenajświętszy! – krzyknął Fred, łapiąc się za włosy. Nie mógł wykonać najmniejszego ruchu. Serce mu zadrżało. Miał ochotę wtopić się w jej usta. Zerwać z niej ten ręcznik. Po chwili sam się jednak przeraził tymi myślami. Aż tak pożąda tej dziewczyny? „JESTEŚ FACETEM! TO NORMALNE!” – dudniło mu w głowie. Jednak męczyło go poczucie winy. Spojrzał jej w oczy. Malowało się w nich zakłopotanie. Dzika ochota na jej usta zniknęła, a pojawiło się współczucie. Chciał ją otulić. Zasłonić. Zapewnić bezpieczeństwo. Podszedł do niej powoli, z takim zamiarem, lecz poczuł gwałtowne szarpnięcie za tył koszulki, a czyjeś ręce zaczęły bić go po plecach.
- Ty zboczony kretynie! – krzyknęła Ginny okładając go pięściami po głowie i ramionach.
- Nie… Ał!.... to Nie…. AŁA!... Nie chciałem nic! GINNY! – bronił się Fred, co chwila obrywając bezlitosnymi piąstkami młodszej siostry. Uciekając przed uderzeniami skierował się w stronę drzwi. Ostatni raz odwrócił głowę by spojrzeć na Hermione. Jej twarz była bez wyrazu. Lekko się do niej uśmiechnął. Gdyby Nie kolejna fala ciosów Ginny, mógłby przysiądź że odwzajemniła ten gest. Po chwili złapał siostrę za ręce i odepchnął w głąb pokoju, a sam zatrzasnął za sobą drzwi biegnąc do pokoju łączącego go z Georgem. Co jak co, ale jego siostrzyczka umie nieźle tłuc.

                                                                    ***

Pani Weasley nerwowo spojrzała na zegarek. Pół do piątej. Zakon powinien już być. Minęło trzy dni od kiedy dowiedzieli się o porwaniu Artura. Dzisiaj był szesnasty lipiec. Dzień Narady Zakonu Feniksa. Domowa atmosfera nieco się polepszyła. Co prawda Fred i Percy nadal się Nie pogodzili. Wręcz przeciwnie. Unikali siebie jak ognia, by uniknąć pretekstu kolejnej kłótni, a jeżeli dochodziło już do spotkania ich spojrzenia pałały nienawiścią. Hermiona zaciągnęła wczoraj Ginny do jakiegoś mugolskiego sklepu w przedmieściach Londynu, gdzie szatynka kazała jej wybrać sobie sukienkę na urodziny w formie prezentu. Oczywiście zabranie jej do sklepu sprawiło, że i Ginny, i nawet Hermiona wróciły z pełnymi torbami ubrań. Chłopcy natomiast zachowywali się zupełnie neutralnie. Fred i George znowu się wygłupiali. Ron był ciągle głodny, a Percy przynudzał ich ministerskimi mądrościami.
- Już idę!  - krzyknęła Molly, gdy usłyszała słabe pukanie do drzwi. Poczłapała w stronę wejścia, a deski pod którymi znalazły się jej stopy regularnie poskrzypywały. Wytarła mokre od mycia naczyń ręce i otworzyła niedbale drzwi. Z zewnątrz uśmiechał się do niej Remus Lupin, a promienie słoneczne oświetliły mu twarz. Mimo że na dworze było ponad dwadzieścia stopni, były huncwot odziany był w bawełniany sweter. Jego włosy znacznie posiwiały od ostatniego spotkania. To pewnie przez stres.
- Witaj Molly – rzekł radośnie, a pani Weasley obdarowując go uprzejmym uśmiechem, gestem zaprosiła go do środka.
- Ooo, jestem pierwszy? – zapytał zdziwiony rozglądając się po Norze.
- Tak Remusie – kobieta spojrzała za drzwi. – a gdzie Tonks?
- Jest niestety chora, lecz kazała mi potem wszystko opowiedzieć – Lupin pokiwał głową z zafascynowanym uśmiechem – cała Nimfa!
- Biedaczysko… herbatki?
- Chętnie – odpowiedział, i zasiadł przy drewnianym stole, oczekując napoju.

                                                          ***

- Nie! – krzyknęła Ginny wykrzywiając twarz. Jej wzrok skierował się w stronę okna.
- No proszę! Patrz jaka ładna pogoda! – zachęcała ją przyjaciółka. Ginny jednak za żadne skarby świata Nie chciała się zgodzić, aby poszły dzisiaj popływać w jeziorze, niedawno odkrytym przez Mione.
- Nie! Rozmarzę się! A poza tym ja…. Ja…. Ja szybko marznę! – Hermiona wybuchła histerycznym śmiechem.
- Pff…. W wodzie jest ponad dwadzieścia stopni, Nie rozśmieszaj mnie!
- Nie! Nie! Nie! – szatynka założyła ręce na piersi i stanęła tak, żeby patrzeć jej w oczy.
- Wiesz co? Jesteś wredna! Ja jak chciałaś sobie polatać na miotle, musiałam ci towarzyszyć, i tak to się skończyło! – podniosła lekko koszulkę pokazując fioletowego siniaka w okolicach pępka. Ginny westchnęła cicho.
- Uch, no okej – Hermiona pisnęła z radości i przytuliła przyjaciółkę. Ruda nagle osłupiała.
- Hermiona! Trzeba się szykować! Jaki strój wybrać?! A makijaż!? Dalej masz ten mugolski tusz nieprzemakalny, czy coś tam!? – Szatynka roześmiała się cicho, i obydwie skierowały się do łazienki.
  - Ty w ogóle wiesz gdzie idziesz? – zapytała Ginny idąc po jaskrawo zielonej trawie. Hermiona szła hardo wyprzedzając ją. Zdołała zapamiętać drogę, kiedy wracali z Hogwartu.
- Najwyraźniej tak – odpowiedziała promiennie, wskazując palcem na wielką, niebieską plamę wyodrębniającą się z zielonej przestrzeni. Dziewczyny przyspieszyły kroku. Po pięciu minutach stały na brzegu jeziora w strojach kąpielowych.
- Dobra teraz musimy się powoli zamo…. – ruda Nie zdążyła dokończyć zdania gdy coś z tyłu złapało ją w talii i pociągnęło do przodu. Hermiona tak się przestraszyła, że straciła równowagę i wpadła z impetem do wody. Gdy obie się wynurzyły zaczęły kaszleć i dyszeć, a przed ich mokrymi oczami ukazała się rozmazana postać z blond włosami.
- Luna!? – zapytała nerwowo Ginny – CZEMU!? – Luna zachichotała cicho i pomogła im wygrzebać się z wody. Dziewczyna Chyba pierwszy raz wyglądała normalnie. Jej niebieski strój kąpielowy bardzo pasował do bladej cery, a włosy czarodziejki były związane w luźny kok na czubku głowy.
- Przepraszam, próbowałam ochronić cię przed gnębiwtryskami które wyczuły twój strach związany z wodą – Luna  zrobiła swoją naturalną minę – można je przepędzić jedynie zwalczając ten fantom.
- Nic się Nie stało, gdyby Nie ty, to ona dalej by się „zamaczała” dwie godziny – odpowiedziała rozbawiona Hermiona, a Ginny zmierzyła ją wściekłym spojrzeniem.
- Luna, skąd ty się tu wzięłaś? – zapytała spokojnie ruda, powstrzymując złość.
- Och, przyszłam się po prostu popluskać, tak myślałam że was tu znajdę – Luna niespodziewanie zanurkowała, dwie przyjaciółki spojrzały na siebie zdziwione, po czym rozległ się kolejny plusk, i luźny kok mokrej blondynki, był jeszcze luźniejszy.
- No to co dziewczyny, popływamy trochę? – zapytała ochoczo Hermiona i Nie czekając na odpowiedz popłynęła w głąb jeziora. Ginny i Luna po chwili uczyniły to samo.

                                                                ***

- Są wszyscy? – zapytał Moody wstając z miejsca. Wszyscy wydali z siebie ciche pomruki oznaczając swoją obecność.
- No więc tak, Nie zamierzam głupio tłumaczyć po kiego się tu zebraliśmy, bo Chyba wszyscy wiecie – Szalonooki rozejrzał się. Twarz każdego członka zakonu była smutna i niewyraźna. Tak, wiedzieli o co chodzi. – Percy, co wiemy?
- Mało Alastorze. Dowiedziałem się od pewnego świadka, że widział tatę jak wychodził z Ministerstwa, a „jakaś” zakapturzona postać potraktowała go od tyłu Drętwotą – Percy zrobił przerwę, i upił łyk wody – dopiero kilka dni temu nasz informator zdołał się na podanie nam cennych faktów, tłumacząc się tym że porywacz mu groził – członkowie zakonu popatrzyli się na siebie znacząco, a po chwili znów przemówił Moody.
- Jakieś propozycje, he?
- Proponuje czekać – odezwał się spokojny głos Remusa Lupina.
- Na co Remusie? Aż przyślą nam go martwego? – powiedziała pani Weasley słabym tonem.
- Molly, rozumiem że to twój mąż, ale nawet nie wiemy od czego zacząć – obronił się wilkołak. Z miejsca wstał Syriusz Black.
- Popieram Molly, za dużo przeżyła, żeby teraz jeszcze czekać na jakiś odzew!
- Ale..
- Zrozum ją Remusie – przerwał mu Syriusz – a co byś zrobił, jakby nie daj Boże, porwano Tonks?
- Syriuszu! – w salonie wybuchła wielka awantura. Połowa stołu była zdania Lupina, a połowa wręcz przeciwnie. Tylko jedna osoba cierpliwie i stoicko przyglądała się kłótni. Jednak po chwili rozległo się szuranie krzesła. 
- CISZA!!!! – usłyszeli potężny głos. Momentalnie Nore wypełniła grobowa głusza. Dumbledore.
- Tak lepiej – powiedział spokojnie – rozumiem to, że wszyscy macie swoje racje. W tym momencie możemy zrobić tylko jedno. Iść na kompromis! – Dumbledore uśmiechnął się promiennie, i rozglądał się po niezrozumiałych twarzach członków Zakonu.
- Mniej więcej chodzi o to, moi kochani, że poczekamy trzy, cztery dni, a jeżeli do tego czasu słudzy Sami-Wiecie-Kogo nie będą mieli w planach się pokazać, zainterweniujemy – Nikt nie powiedział ani słowa. Ten pomysł spodobał się każdemu.

                                                                       *** 
- Dziękuje za gościnę, Molly – ostatni członek zakonu, Remus Lupin stał w drzwiach wyjściowych. – i przepraszam za tą awanture, ja wcale nie….
- Wiem Remusie- przerwała mu i uśmiechnęła się radośnie. W oczach wilkołaka widać było wdzięczność za to, że nie musiał się tłumaczyć. Zamyślił się.
- Hmmm…. Molly, a co byś powiedziała na zaproszenie do nas na herbatę?
- Oh, naprawdę bardzo bym chciała, ale to trochę daleko….
- Zawsze możesz zostać u nas na noc, no, odpoczniesz sobie trochę, a przecież Fred i George są pełnoletni – powiedział puszczając oczko do przyjaciółki. Bardzo chciał wynagrodzić Molly swoje dzisiejsze zachowanie.
- Pełnoletni może są fizycznie, ale na pewno nie psychicznie – powiedziała pani Weasley, a w jej głosie brzmiała nutka goryczy, pomieszana z radością. Podjęła decyzje. – No ale cóż, to będzie dla nich próba – uśmiechnęła się.
- To zapraszamy jutro wieczorem – rzekł wilkołak, i wyszedł.  

                                                                         *** 

Obiecałam to macie ;3 Miał być trochę dłuższy, ale chciałam już dzisiaj dodać. Dobranoc <3