sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 19 „Oj, przepraszam, Granger.”



Rozdział 19 „Oj, przepraszam, Granger.”


- Obiad! - po Norze już trzeci raz rozległ się donośny krzyk Molly Weasley.

Nie minęło 5 minut i wszyscy Weasleyowie wraz z Hermioną stawili się na dole siadając na swoich miejscach. Diabli chcieli że Hermiona siedziała akurat na przeciwko Freda, który od zejścia do kuchni nie obdarzył jej chociażby jednym spojrzeniem chowając twarz we włosach.

 - Jak wiecie chłopcy, kara was nie ominie. - powiedziała pogodnie ruda kobieta podając nastolatkom talerze z jedzeniem. Ginny i Hermiona spojrzały na siebie znacząco uśmiechając się przy tym z triumfem.

- Więc tak, ze względu na to, że śmierciożercy uwzięli się na naszą rodzinę, a potrzebujemy zakupów żywnościowych, wybierzecie się do świata mugoli po potrzebne rzeczy. - powiedziała spokojnie. Fred pierwszy raz odkąd pojawił się na obiedzie podniósł głowę. Hermiona stłumiła uśmiech spoglądając ukradkiem na jego twarz. Wyglądał ślicznie. Tym razem to było idealne określenie. Włosy miał jak zwykle delikatnie rozczochrane, zbuntowany wyraz twarzy, i delikatne rumieńce na policzkach. Niczym mały chłopczyk który się zdenerwował.

- Co? Mamo, zwariowałaś?! - zapytał z pretensją w głosie.

- Ty się gówniarzu ciesz że taką masz kare! Za wasz występek powinnam wywalić was z domu! - krzyknęła patrząc wściekle na rudzielca. - Przecież nie macie po pięć lat, dacie rade, dziewczynki pewnie chętnie wam pomogą, a wiecie że Hermionka ma Londyn w jednym palcu.

- Znaczy....

- Taaak! - przerwała szatynce Ginny. - Zakupy w Londynie, ekstra!

- Jedziemy. - stwierdziła niechętnie Hermiona. Kto wie, być może to jest szansa na rozmowę z Fredem.

- Mamo, tylko że ja dzisiaj wracam do siebie. - odezwał się Percy.

- Zdrajca! - krzyknęli podwójnie Fred i George a Ron patrzył wściekle na brata.

- Dobrze Percy, ty jesteś dorosły. - stwierdziła pani Weasley. Bracia tym razem się nie odezwali, bo już raz toczyli wojnę o bezkarność Percy'ego, i przegrali.

- No to się dogadaliśmy. – kobieta uśmiechnęła się do swoich dzieci. 

                                                                   ***

Po obiedzie George, Hermiona i Ginny poszli do ogrodu żeby ustalić co z wyjazdem.

- A może pogadamy z waszą mamą żeby dała wam inną karę? – zapytała Hermiona. Nie miała ochoty spędzić połowy dnia patrząc jak Ginny lata po mugolskich sklepach, wkłada tysiąc rzeczy do koszyka, a na sam koniec bierze tylko trzy ze względu na wysoką cenę.

- Co ty… jak matka się na coś uprze to nie da się z nią pogadać – powiedział George rozkładając się na ławce. Jego siostra widząc to szturchnęła go w kolana żeby się posunął i usiadła obok.

- No ale Miona, prawie nigdy nie mamy okazji pojechać na zakupy! – powiedziała z wyrzutem ruda a Hermiona westchnęła.

- Tyle że jedziemy przez to że jacyś idioci – spojrzała w tym momencie na George’a, a ten się wyszczerzył – postanowili zrobić imprezę

- A gdyby jakaś małolata nas nie wkopała to by nie było tematu – odpowiedział rudzielec za to oberwał od Ginny w ramię.

- Yhhh, dobra, jedziemy o 16 – powiedziała zrezygnowana i usiadła na ziemi opierając się plecami o nogi przyjaciółki. Z daleka zauważyli biegnącego w ich stronę Freda. Po jego minie było widać  że jest ostro wkurzony.

- GDZIE JEST TEN SZMACIARZ?! – warknął gdy dobiegł do rodzeństwa.

- Że kto? – zapytała Ginny patrząc zdziwiona na brata.

- Ron! – klatka piersiowa Freda poruszała się z podwójną szybkością, pewnie to przez bieg, albo po prostu ze złości – wiecie co zrobił!? Poszedł się podlizać mamie, że jest taki poszkodowany, że to my go namawialiśmy do wszystkiego i mu mama pozwoliła zostać pomagać jej w domu!

- CO?! – George wstał oburzony – o nie, nie, nie, tak być nie może!

- Chłopaki, dajcie sobie spokój! – krzyknęła Hermiona a bracia spojrzeli na nią zrezygnowali. Chwilę ciszy przerwała Ginny widząc niezadowolenie bliźniaków.

- A nie pomyśleliście o tym że mama nie da mu spokoju tutaj, a wy przynajmniej odpoczniecie od domu?

- Ale… - odezwał się Fred.

- Jak Ron nie jedzie to nie jedzie i koniec! – wydarła się na niego szatynka a on ją zmierzył wielce oburzony. „Od kiedy ona tak broni tego gówniarza?” – pomyślał zazdrosny bliźniak.

- No dobra, teraz tylko kwestia transportu –powiedziała Ginny odgarniając płomienno rude włosy za ramię.

- Możemy pojechać samochodem… - zaproponował cicho Fred chowając głowę. Wiedział że jest na przegranej pozycji bo Hermiona jest na tyle zarozumiała że stwierdzi że „ktoś taki jak on pewnie nie potrafi prowadzić”. A to „pewnie”  zostanie tylko zwykłym, wiecznym, upierdliwym  „pewnie” mówiącym tak naprawdę o tym że tylko jej się tak wydaję lub robi mu na złość. Ostatnio często robiła mu na złość.

- Odpada. – skwitowała to wszystko. No „pewnie”.

- Ale dlaczego!? – krzyknął rudzielec niczym mały chłopiec którym mentalnie był.

- Ty i prowadzenie, już to widzę, albo pourywa nam głowy albo w najlepszym wypadku dostaniemy w cholerę drogi mandat.

- Potrafię prowadzić! – szybko się zaparł i spojrzał na nią z wyrzutem.

- To prawda, nie raz jeździł gdzieś jeepem taty. – odezwała się Ginny. Pan Weasley posiadał kiedyś dwa auta (aktualnie jedno, miętowy ford nadal żyję w Zakazanym Lesie) z których jedno było nagrodą za awans od samego Knota. Miał do wyboru jeszcze nagrodę pieniężną lecz jego obsesja na punkcie mugoli była zbyt silna aby oprzeć się majsterkowaniu przy całkiem sprawnym czarnym jeepie sportowym. Gdy pani Weasley się o tym dowiedziała to przez tydzień zamiast w ich wspólnej sypialni spała na kanapie i celowo przesalała mężowi obiady.

- Akurat w to nie wątpię. Pewnie nie raz wywoził gdzieś swoje panienki i na parkingu w lesie robił z nimi nieprzyzwoite rzeczy. – Hermiona nie mogła powstrzymać się od złośliwego komentarza.

- Uważaj Granger, żebym ciebie czasami gdzieś nie wywiózł – odegrał się bliźniak mierząc ją znacząco. Hermiona prychnęła. Minęło zaledwie kilka godzin a on już oswoił się z myślą że niedawno siedział sobie na balkonie i rozbierał niedotykalską Granger. Dziewczyna tym bardziej dzisiaj będzie robiła mu na złość.

- Ej, ej, ej, darujcie sobie, nie każdego interesuje intymne życie Freda, ja będę prowadził, jestem najstarszy z was wszystkich, koniec kropka. – skwitował wszystko George. O dziwo nikt nie zgłosił sprzeciwu. Ginny było obojętne, Fred nie miał zamiaru kłócić się z kolejnym bratem, a Hermiona na myśl że miałaby męczyć się z proszkiem Fiuu,  już wolała pozwolić temu bliźniakowi na dowiezienie ich w miarę bezpiecznie do miasta. Jednak za chwilę otworzyła oczy ze zdziwienia.

- George! Co ty pijesz?! – zapytała wstrząśnięta. Nie wiadomo kiedy i skąd w ręku George’a spoczęła szklana butelka. Hermionie opadły ręce z rozgoryczenia.

- Hermionka, no co ty, przecież to tylko piwo kremowe, nie denerwuj już się – próbował załagodzić George lecz dziewczyna kiwnęła tylko głową, co znaczyło to żeby lepiej już nic nie mówił. Spojrzała na Freda. Nawet nie wiedziała że ten intensywnie się w nią wpatruję szukając odpowiedzi.

- Niech ci będzie. Tylko zatankuj. – powiedziała rozżalona i zmierzyła George’a siarczystym wzrokiem na co ten zrobił przepraszającą minę.

- No to tak, chłopaki idą szykować samochód, a my z Mionką idziemy się trochę upiększyć – zaćwierkotała Ginny i pociągnęła przyjaciółkę w stronę domu. Chłopaki natomiast zostali na ławce.

- Chcesz? – zapytał starszy bliźniak podając piwo bratu. Ten jednak spojrzał na niego ze zdenerwowaniem.

- Zwariowałeś? Mam prowadzić po pijaku? – zapytał retorycznie.

- Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało… - odpowiedział George odkładając butelkę. Wiedział że Fred będzie się teraz pilnował jak głupi żeby jak najlepiej wypaść przed szatynką.

- Tym razem nie chcę wszystkiego spieprzyć, rozumiesz?

- Oj, przepraszam, Granger.

- Spierdalaj. – skwitował to jego brat na co bliźniak zaśmiał się idiotycznie.

- Oooo, widzę że ktoś tu się zakochał….

- No i co z tego? – Fred pierwszy raz przyznał się bratu że coś do Hermiony czuję. –Tak, podoba mi się Hermiona, więc proszę cię George, dzisiaj mamy się zachowywać grzecznie, oczywiście w miarę naszych możliwości aktorskich,  i bez żadnych żałosnych i perwersyjnych komentarzy, bo ci łeb urwe, jasne?

- Jak słońce, kochaneczku. – odpowiedział George złośliwie naśladując ich matkę. Trochę się zezłościł kiedy nazwał jego świetne żarty „żałosnymi i perwersyjnymi”,  jednak nie chciał się już z nim o to kłócić, wystarczy mu już to że się wkopał w romans z Hermioną. A znając jego zachowanie, tak samo jak i jej, wątpił że tak łatwo dojdą do porozumienia. Jego bliźniak będzie musiał się naprawdę postarać. A on mu w tym bez wątpienia pomoże.

                                                                     ***   


- Cholera – George po raz setny spojrzał na swój czarny zegarek na nadgarstku. Minęło już dziesięć minut po szesnastej, a dziewczyn jak nie było tak nie ma. Fred w tym momencie z głośnym warkotem wyjechał z garażu samochodem którym mieli dotrzeć do Londynu. Gdy już zaparkował George znowu nerwowo spojrzał na godzinę.

- Możesz iść i powiedzieć tej swojej panience żeby się sprężała? – zapytał złośliwie.

- No bo to akurat Hermiona opóźnia cały wyjazd. Pewnie Ginny musi sobie nałożyć kolejną niepotrzebną tonę makijażu – wytłumaczył się wychodząc z auta. Chciał jeszcze dodać żeby przestał nazywać gryfonki jego panienką, ale w gruncie rzeczy podobało mu się to że George wie że Miona jest zaklepana. Znał przecież swojego brata, był praktycznie taki sam, wiedział że gdyby mu nie powiedział o tym że coś do niej czuje to by na pewno ciągle do niej zarywał. A tego rudzielec by nie zniósł.

- Na miłość boską, co z tymi dziewczynami!? – krzyknął George kopiąc niespokojnie trawę. 
Godzina? 16:14. A czarownice nadal siedzą w pokoju.


- Wyluuuuzuj. – powiedział Fred opierając się o auto i chowając przy tym ręce do kieszeni. – Im dłużej się szykuję tym mniej będziemy musieli tam siedzieć. – George tylko kiwnął głową. Tak czy siak nadal denerwowało go to, że jego siostra nigdy nie może się wyrobić na czas.

- Idę po nie. – powiedział starszy bliźniak. Fred szybko do niego podbiegł i położył mu rękę na klatce piersiowej zatrzymując go.

- Lepiej nie, ja po nie pójdę, bo znając nas, to pewnie coś palniesz, i księżniczki się obrażą. – George westchnął tylko a Fred poleciał do domu. Wspinając się po schodach przeskakiwał co dwa stopnie żeby szybciej dotrzeć do pokoju dziewczyn. Chciał na początku zapukać ale sądził że szybciej będzie jak tam wpadnie, szybko i „grzecznie” je upomni, po czym wróci do bliźniaka bez wysłuchiwania zażaleń od dziewczyn. Tak więc pociągnął gwałtownie za klamkę. Jednak jak zwykle pech chciał że w tej samej chwili gryfonki miały zamiar wyjść z pokoju. A na dodatek otwierającą drzwi był nie kto inny jak Hermiona Granger, jeszcze lepiej. W rezultacie dziewczyna się potknęła i wpadła w ramiona rudzielca. Jednak ten nie spodziewał się że będzie musiał zagrać rycerza ratującego księżniczkę w opałach więc runął razem z szatynką na podłogę.

- Ałłłł – jęknęła dziewczyna i podniosła głowę. Dopiero teraz spostrzegła się że bliźniak ma głowę dokładnie na jej dekolcie który dzisiaj wyjątkowo dużo odsłaniał (oczywiście „wyjątkowo dużo” jakby mierząc znaczenie tych słów u Hermiony Granger). Szybko od niego odskoczyła i poprawiła koszulkę. Fred po chwili także wstał. Nawet nie wiedział kiedy czarownica z całej siły pacnęła go w głowę.

- A to za co!? – krzyknął przerażony pocierając głowę. Nie dość że ją uratował przed zbyt bliskim kontaktem z podłogą, to jeszcze za to oberwał. Pięknie.

- Ty wstydu nie masz, Weasley! – odpowiedziała mu Hermiona grożąc palcem przed twarzą.

- No jasne! Bo to na pewno moja wina że postanowiłaś sobie polecieć cyckami na moją twarz!

- Hermiona otworzyła buzię z oburzenia. Jak on jej dzisiaj działał na nerwy to była po prostu poezja!

- Ty bezczelny dupku! – rudzielec znowu dostał w głowę, lecz tym razem wiedział że mu się należało, więc tylko schylił głowę tłumiąc śmiech.

- Musisz tak częściej się potykać. – dodał jeszcze gdy schodził po schodach, będąc na bezpiecznej odległości od wrednych rączek Hermiony.

- Jak ja ci zaraz… - dziewczyna już startowała żeby pobiec za rudzielcem i mu przemówić do rozsądku lecz przyjaciółka ją zatrzymała.

- Spokojnie, słonko, nie widzisz że on cię prowokuje? To tylko końskie zaloty, nie daj mu się tak łatwo, olewaj go, to da sobie spokój – słowa rudej ją przekonały, więc tylko odetchnęła z ulgą, ułożyła włosy, i obydwie z gracją zeszły na dół.

  Gdy wyszły na podwórko George nadal stał oparty o samochód. Zobaczywszy je gwizdnął na tyle głośno by to usłyszały. Zmierzył obydwie nastolatki. Rzeczywiście, wyglądały zjawiskowo. Ginny miała na sobie czarne, przylegające leginsy, do tego białe obcasy, i białą, delikatnie prześwitującą koszulkę która idealnie wyglądała z czarnym stanikiem. Hermiona natomiast miała białe trampki do kostek, piękną, dziewczęcą spódnicę w kwiatki do połowy ud, i czarną przylegającą koszulkę która była średniej długości, więc delikatnie odsłaniała jej kawałek brzucha. Tym razem nie bawiła się w prostowanie włosów, tylko ułożyła je tak, by układały się w fale. George przez chwilę pożałował tego że nie jest na miejscu Freda. Jednak szybko mu to przeszło przypominając sobie o jej wymaganiach co do chłopaków.

- Warto było czekać, dziewczyny. Przynajmniej nie jest wstyd się z wami pokazać. – powiedział uśmiechając się złośliwie do swojej siostry. Ta zmierzyła go tylko z pogardą.

- Wy macie szczęście że potraficie się ubrać do ludzi. Bałam się że będę musiała wam zrobić kontrolę ubioru. – Co do wyglądu chłopaków też było na czym oko zawiesić. George ubrał flanelową, czerwono granatową koszulę podwijaną do łokci i dżinsowe spodenki do kolan, natomiast Fred z nie wiadomo jakich powodów stwierdził że mu będzie zimno, więc ubrał białą koszulkę, na tyle obcisłą, by odznaczały się na niej wszystkie jego walory i do tego czarną, zapinaną bluzę z kapturem, z białymi sznurkami i zamkiem. No nogach natomiast miał granatowe, w miarę luźne rurki, które Ginny kazała mu założyć kiedy mijali się w łazience. Włosy jak zwykle mieli rude i rozczochrane, jakżeby inaczej. Fred nudząc się sam w samochodzie postanowił wyjść i oprzeć się o samochód tak jak brat.

- No to jedziemy! – krzyknęła podekscytowana ruda po czym wskoczyła na tylne siedzenie. Nie minęła minuta kiedy już wyskoczyła z niego jak poparzona. – Torebka! – przeraziła się i pobiegła do domu. George zaśmiał się pod nosem i obszedł auto dookoła aby również zając miejsce z tyłu. Fred chwile stał w milczeniu z rękami w kieszeniach przyglądając się dziewczynie z delikatnym uśmieszkiem. Ta założyła ręce na piersiach a na jej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.

- Co? – zapytała wkurzona. Ten wzruszył ramionami i zmierzył ją wzrokiem.


„Cholera. Wygląda ślicznie.” 


Po chwili dziewczyna tylko pokręciła głową i już chciała odejść kiedy rudzielec złapał ją delikatnie za nadgarstek. Obróciła się szybko patrząc na niego pytająco.

- Ładnie wyglądasz. – powiedział cicho i wszedł do samochodu. Hermiona zmarszczyła brwi. Co to miało znaczyć? Nie wiedziała że ten chłopak jest aż tak skomplikowany.

 Gdy Ginny wróciła obie wsiadły do auta, Hermiona z przodu, a ruda z tyłu.

- Tylko błagam, nie zabij nas, Fred. – powiedziała spokojnie Hermiona zapinając pasy.

- Ooo, pamiętasz jak mam w ogóle na imię? – zapytał złośliwie rudzielec. Od rana słyszał od niej tylko przezwiska takie jak bezczelny dupku lub idioto, a w najlepszym wypadku Weasley. Nie to żeby mu się nie podobało bycie dupkiem czy po prostu Weasley’em, ale dobrze było w końcu usłyszeć swoje imię z jej ust. Hermione przewróciła oczyma nie chcąc kontynuacji kłótni. Po prostu spojrzała się w szybę udając że jakiś widok ją zaciekawił. Fred odpalił auto a dziewczyna przygryzła wargę. Teraz dopiero czeka ją piekło.

                                                                        
                                                                         ***


Wyjechanie z terenu który osiedlali praktycznie sami czarodzieje minęło im szybko, ponieważ chłopcy znali pełno skrótów magicznych które zaprowadziły ich na główną autostradę prowadzącą do Londynu. Z Fredem o dziwo jechało się nieprzyjemnie, jednak bezpiecznie . Hermione wkurzało tylko to, że jechał tak szybko, jakby go nie obowiązywały żadne przepisy. Cholerny, zadufany w sobie czarodziej. Raz tak mocno zahamował że szatynka ze strachu złapała go nadgarstek, na co ten uśmiechnął się pod nosem. Gdy dziewczyna to zobaczyła szybko puściła jego rękę i znowu spojrzała w okno obiecując sobie w głowie że już nigdy nie uda mu się przestraszyć ją do tego stopnia że będzie potrzebowała jego wsparcia. 

Z małą pomocą Hermiony zdołali w końcu dojechać do jej ulubionej galerii. Jak była mała często przychodziła tu z rodzicami na zakupy. Kiedyś ten budynek wydawał jej się taki wielki, jednak teraz, gdy miała już szesnaście lat nie robił na niej takiego wrażenia. Oczywiście miło było zobaczyć coś, co chociaż w małym stopniu jest częścią jej dzieciństwa, jednak teraz myślała tylko o tym żeby kupić każdy produkt z listy którą powierzyła im pani Weasley. Cała czwórka usiadła na ławce w galerii.

- Dobra, proponuje się rozdzielić, ja z Ginny, ty z Fredem, macie połowę listy – powiedział definitywnie George, przedzierając kartkę z potrzebnymi produktami które wypisała pani Weasley i podając jedną stronę Fredowi.

- Dlaczego tak!? – oburzyła się Hermiona. Nie dość że cały dzień działał jej na nerwy to jeszcze ma się z nim szlajać po sklepach? O na pewno nie.

- Bo ani ty, ani Fred nie przypilnujecie Ginny tak dobrze jak ja, żeby nie wyprysnęła kupować ubrania. – skwitował rudy. Fred spojrzał na niego z politowaniem.

- Długo myślałeś nad tym argumentem, czy to pierwsze co ci przyszło do tej głupiej głowy? – zapytał złośliwie na co drugi bliźniak uderzył go łokciem w bok. Nastała niezręczna cisza, więc szatynka miała chwilę by to wszystko przemyśleć. A może w końcu wszystko z nim sobie wyjaśni? Ostatnim razem ich „rozmowa” była nieudana, a tym razem już by do tego nie doszło. Tylko co ona mu powie? Raz chciałaby po prostu do niego podejść i go przytulić, jednak częściej wolałaby go udusić. Działał jej tak straszliwie na nerwy… jednak tylko jak się na nią spojrzał, uśmiechnął, pokazywał jaki jest naprawdę, kochała jego spontaniczność i dziecinność, bo wtedy był sobą, i to go do niej ciągnęło. A może udałoby się jej go zmienić? Wiadomo przecież, że nie liczyła by na jakiś cud, bo Fred przestałby być Fredem, jednak ustawiłaby go trochę do pionu, zrobiłaby coś z jego pijaństwem i roztrzepaniem. Tylko czy warto jest się na to pisać?

- Dobra, chodź. – powiedziała nagle ciągnąc rudzielca za ramię. Ten mrugnął zdziwiony dwa razy nie wiedząc o co chodzi i powlókł się za szatynką. Obrócił się na chwilę do tyłu. George i Ginny patrzyli na nich uśmiechnięci, jakby widzieli własne dzieci bawiące się w piaskownicy. Po chwili jednak brat i siostra odeszli w drugą stronę pokazując to na kartkę, to gdzieś w dal ustalając kierunek. Hermiona puściła chłopaka i założyła ręce na piersiach nie odzywając się. Fred schował ręce w kieszeniach od spodni.


- No i co tak milczysz? – zapytała w końcu spoglądając na niego.

- Co? – odpowiedział i też spojrzał na dziewczynę po czym zmarszczył brwi. Nagle obydwoje wybuchli śmiechem. To było tak bezsensowne że aż śmieszne.

- O co ci chodzi? – zapytała próbując powstrzymać śmiech. Pierwszy raz chyba tak bardzo śmieszyło ją zwykłe „Co?” chłopaka.

- To ty się śmiejesz! – odpowiedział jej uśmiechając się szeroko. Przez chwilę jeszcze się śmiali, po czym Hermiona przybrała poważniejszej miny.

- Więc?

- Więc…? –

- No… no co z nami? – zapytała w końcu wprost. Dlaczego to ona zawsze musi zaczynać taką rozmowę? Ech. Chłopak wzruszył tylko ramionami jakby nic go nie obchodziło. Hermiona się zezłościła.

- Fred! Przestań mnie olewać! – krzyknęła. Znowu to samo. Znowu on ucieka od tego tematu.

- Chyba wiesz co ja o tym wszystkim sądzę.

- Fred… - zaczęła uśmiechając się. – zakochałeś się we mnie?… Mój Boże, ty naprawdę się we mnie zakochałeś!

- Co?! N.. nieee, po prostu jesteś dziewczyną… no ładną dziewczyną, i tak jakoś wpadamy na siebie… - chłopak podrapał się po głowię. Nie może przecież jej się przyznać!

- I tylko dlatego przychodzisz do mnie po pijaku, całujesz bez pozwolenia, wkurza cię gdy bronie Rona, całujesz mnie bez pozwolenia… właściwie, głównie mnie całujesz bez pozwolenia! – powiedziała, a rudzielec spojrzał w inną stronę. Być może i mu się podobała, ale na pewno się w niej nie zakochał! To w nim zazwyczaj zakochiwały się dziewczyny a nie na odwrót!

- Zakochałeś się…..

- A może to ty się zakochałaś, hm? Jakoś nie broniłaś się specjalnie kiedy ściągałem z ciebie ubrania. – Hermionie uśmiech spełzł z twarzy a policzki się poczerwieniały. Jednak postanowiła to inaczej wszystko rozegrać.

- No tak, podobasz mi się Fred, wiesz ile jest takich chłopaków którzy mi się podobają? Jak nie ty, to inny, proste, skoro nie chcesz mnie to trudno… ech, bądźmy przyjaciółmi, hm, George’owi nadal się podoba Katie Bell? Błagam, powiedz że nie…

- Hermiona… - powiedział cicho. Z jednej strony chciał jej wykrzyczeć jak bardzo mu na niej zależy, a z drugiej.. hmm… podobało mu się że próbuje wzbudzić w nim zazdrość. Aż taki głupi nie był, żeby nie zauważyć że zrobiła to specjalnie.

- Wiesz, nie wiem, pewnie tak, odpuścił sobie ciebie, gdy mu powiedziałaś że jesteś moją dziewczyną. A no właśnie, skoro nią jesteś, to weź się zachowuj jakoś, chociaż udawaj lojalną…

- Jestem twoją dziewczyną? To w takim razie zrywam z tobą. – powiedziała patrząc na niego spokojnie. No nieźle. Czyli zdążył nacieszyć się ją (Chociaż nawet o tym nie wiedział) przez kilka godzin.

- Okej. Przyjaciele. – uśmiechnął się. Za ten tekst chętnie by trzasnął się w twarz.

- Przyjaciele. – odwzajemniła uśmiech i przytuliła się do chłopaka. Fred delikatnie objął ją ramionami i czuł jak oddycha. Boże, było mu tak cudownie. Dziewczyna na niego spojrzała.

- Przyjaciele tak robią? – zapytał złośliwie, na co dziewczyna skinęła głową. – A tak? – zapytał odgarniając jej delikatnie włosy.

- To już mi podjeżdża zakochaniem Fred… - Hermiona uśmiechnęła się do niego triumfująco.

- To czemu mi na to pozwalasz, Miona? – zapytał kąśliwie, na co dziewczyna podniosła jedną brew.

- Ostatni raz ci na to pozwoliłam. Przyjaciele na sto procent. Nic więcej. – opowiedziała marszcząc złowieszczo brwi.

- Przyjaciele na procent wyżej bardziej mi odpowiada. – powiedział przysuwając swoją twarz do jej twarzy. Tutaj go ma. Gdy ich usta dzieliły minimetry dziewczyna się odsunęła.

- Jak już mówiłam. - powiedziała jak gdyby nigdy nic. – przyjaciele na sto procent i ani procenta wyżej. – wydostała się z jego objęć i zostawiła go w tyle. Fred odgarnął włosy. Czy ona właśnie go sprowokowała? Zaklął pod nosem i poszedł za nią. Już żałował „przyjaźni” z Hermioną. A najgorsze jest to, że to dopiero początek jej działań.


„Jej się jeszcze odechce tej przyjaźni.” – pomyślał.  



                                                                             ***

Jest rozdział? Jest rozdział. Więc kochane czytelniczki, przestańcie wyklinać na mnie w myślach, i zabijać mój blog wzrokiem. Napijcie się czegoś słodkiego i spokojnie czekajcie na następny rozdział. Wasza kochająca i beznadziejna autorka Fremione. Kocham was, głupki. <3

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 18 „Pozwól braciszku że ja ocenie jak to wygląda”



Rozdział 18 „Pozwól braciszku że ja ocenie jak to wygląda”

Hermiona była wstrząśnięta słowami przyjaciółki. Myślała że to tylko ona tak nakręca się na wielką miłość, a rudzielec traktował to jako zwykłą, wakacyjną przygodę. To w końcu Fred Weasley, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki.
Gryfonka się zamyśliła. A może to prawda? Może tym razem chodzi mu o coś więcej niż tylko zabawe? Może Fred wydoroślał? "Przed chwilą pokazał ci jaki jest dorosły" odezwał się w jej głowie rozsądek. Ani w te, ani we te, dziewczyna tak na prawdę guzik wiedziała o swojej relacji z Fredem, a tym bardziej o jego uczuciach.
- Halo, ziemia! - Ginny pstryknęła palcami przed jej oczyma. Natychmiast się wzdrygnęła. Podniosła jedną brew niedowierzając rudej.
- Miona, myślisz że sobie żartuje? - zapytała. Hermiona roześmiała się.
- No proszę cię, Fredowi się co chwila jakaś podoba - powiedziała udając wyluzowanie.
- Ale ty nie jesteś "jakaś" - ruda uśmiechnęła się do niej. - Jesteś inna niż wszystkie jego lakierowe niunie, które po pierwszej randce dają się przelecieć. Miona, jesteś wyzwaniem dla mojego brata.
- Ginny, mi nie marzy się być dla kogoś wyzwaniem. - Hermiona westchnęła i usiadła na łóżku po turecku.
- I to go właśnie w tobie kręci! - Ginny z podekscytowania zaczęła zataczać kółka, od drzwi do okna. - Podoba mu się twoja nieskazitelność, prawidłowość, Fred zawsze potrzebował dziewczyny która nauczy go poukładania, a w nagrode da buziaka.
- Gin, za dużo się filmów naoglądałaś. - szatynka wstała. - jeżeli on ma wobec mnie jakiś chory plan to ja mu go pokrzyżuje. Nie zamierzam być czyimś celem. - Wyszła z pokoju. Teraz dopiero miała całkowicie namieszane w głowie.
Czy to on potrzebuje jej, czy raczej ona jego. Wszystkie myśli skumulowały jej się w głowie. Czuła, że zaraz wybuchnie jak nie wyjaśni z nim tej całej sytuacji. Wychodząc z pokoju miała zamiar iść na dół, jednak zawróciła i udała się do sypialni bliźniaków. Musi mu powiedzieć o tym, że nie czuje się winna za wczorajszą noc i dzisiejszy poranek, a wręcz przeciwnie. Chciałaby usłyszeć przeprosiny. Kiedy była przed drzwiami do pokoju chłopaków westchnęła jeszcze i cichutko zapukała.
- Włazić! - usłyszała krzyk George'a. Fred miał troche głębszy i bardziej zachrypnięty. Weszła do środka. Na swoim łóżku siedział bliźniak podrzucając replike złotego znicza, a na łóżku Freda siedział Ron.
- Cześć chłopaki, nie wiecie gdzie jest może Fred?
- A co? - odezwał się pierwszy George. - Chcesz go znowu dusić poduszką?
- Słucham?! - oburzyła się a George zarechotał złośliwie.
- Fred nam wszystko powiedział! Najpierw jak spał próbowałaś go udusić, a poten wygadałaś mamie o imprezie! - powiedział z wyrzutem Ron. Hermiona nie wierzyła w to co słyszy.
- Co?! - fuknęła. - Kto wam takich bzdur naopowiadał? On?!
- Ty lepiej już nie próbuj się bronić! Będziemy mieć przerąbane przez ciebie! - młodszy rudzielec nadal patrzył na nią pretensjonalnie, a George aż dusił się ze śmiechu. Hermiona pod wpływem emocji podeszła wściekle do bliźniaka, wyrwała piłeczke z ręki i z całym impetem cisnęła mu ją w czoło.
- PRZESTAŃ SIĘ ZE MNIE NABIJAĆ! -krzyknęła, lecz ten spojrzał tylko na nią podnosząc jedną brew.
- Mam powiedzieć ała czy co? - zapytał złośliwie. Hermiona zacisnęła z nerwów zęby i złapała George'a za koszulke.
- Gdzie... jest... twoja... idiotyczna... kopia? - zapytała przez zęby dając nacisk na słowo "idiotyczna".
- A jak ci nie powiem to mnie udusisz poduszką? - powiedział uśmiechając się szeroko. Tak, jedną z najgorszych cech Freda i George'a było to, że niczego się nie boją.
- Yhh... kretyni. - puściła bliźniaka. Gdy wychodziła z pokoju podniosła znicza z podłogi i rzuciła nim w Rona. A co tam. Jemu też się należy.
 Dziewczyna wyszła z pokoju, a w głowie miała tylko jedno. ZNALEŹĆ FREDA. Teraz tym bardziej powinna mu wbić do tego rudego łba że nie będzie mu uchodziło wszystko na sucho. Skierowała się w stronę schodów. Gdy była już na drugim stopniu przystanęła. Zły pomysł, jak pani Weasley ją zobaczy to albo zagada, albo zagoni do pracy.
Cichutko wróciła żeby przypadkiem nie skrzypnąć zbyt donośnie, i automatycznie poszła do wspólnego pokoju jej i Ginny. Gdy weszła do środka ruda nadal tam siedziała malując rzęsy.
 - A ty nie miałaś przypadkiem szukać Freda? - zapytała widząc jak Miona wchodzi do sypialni.
-Taak, problem w tym że nie wiem nawet gdzie tego głupka szukać. - powiedziała z goryczą. - Nawet ja ci nie pomoge, Fred ma pełno swoich zakamarków. - Ginny wróciła do malowania, a szatynka podeszła zażenowana do okna, a że z nerwów zrobiło jej się duszno to je otworzyła.
Patrząc w pole oparła ręce o parapet, i oparła głowę na zewnętrznej stronie nadgarstków. Była ciekawa ile jeszcze będzie dzisiaj takich idiotycznych sytuacji. Miała dość tego dziwnego poranka. Gdy tak myślała nagle na wierzchu dłoni poczuła delikatne łaskotanie. Spojrzała odruchowo na ręke. To dziwne, bo ujrzała na niej jakiś szaro biały, miejscami czarny proszek który był bardzo ciepły. Zanim zdążyła zamrugać dwa razy tym razem na przedramieniu poczuła to samo. Zdenerwowana spojrzała w górę.  Zobaczyła tam kilka desek wystających z poza ściany domu. "Balkon!?" - zdziwiła się. Rzadko bywała na drugim piętrze Nory, a tym bardziej nie patrzyła często w górę otwierając to okno. Spojrzała znowu. Tym razem przyjrzała się dokładniej i spostrzegła że z balkonu wystają dwie ręce z czego w jednej jest papieros.
Natychmiast się zerwała z miejsca. To musi być on, musi. Bez słowa wybiegła z pokoju i wspięła się piętro wyżej przeskakując co drugi stopień. Szybko zgadła który pokój jest dokładnie pod wspólną sypialnią z Ginny i nie robiąc większych ceregieli po prostu weszła do środka.
  Pokój był średniej wielkości, ściany były pokryte liliową farbą, gdzie nie gdzie wisiały jakieś obrazy. Po lewej stronie pokoju stała duża, rozkładana kanapa w kwiatowym wzorze z drewnianymi wstawkami a po drugiej mieściła się mała szafa na ubrania w tym samym kolorze co wstawki w sofie. Do tego na środku panelowej podłogi leżał puchaty dywan w odważnym, miętowym kolorze. Ogólnie pokój był uroczy, a można było się domyślić że był to pokój gościnny. Gdy gryfonka obejrzała już całe wnętrze spojrzała do przodu. Wejście na balkon było ogromne i przeszklone. Już z daleka można było zauważyć że stoi tam chłopak szczupły w pasie, z szerokimi ramionami i rozczochraną rudą czupryną. Hermiona podeszła do wejścia na balkon i głośno chrząknęła. Fred natychmiast odwrócił głowę wypuszczając leniwie szary dym z ust. Dziewczyna podniosła jedną brew. Rudzielec miał na nogach szare dresy zwężane w łydkach z białymi sznurkami. Górę natomiast miał znowu nagą bezczelnie prezentując opalony tors. Miona zaczynała się zastanawiać, czy on w naturze ma już to że ciągle się rozbiera.
- Miałem nadzieje że mnie tu nie znajdziesz. A jednak. Właź. - Machnął głową na znak że ma wejść. Bez słowa przekroczyła próg balkonu cały czas patrząc obrażoną miną na rudzielca. On natomiast nie bardzo się tym zląkł, bo Hermiona przypominała mu bardziej dziewczynkę która patrzy złowrogo na mamę która nie chce jej kupić czekoladowej żaby.
 - Tak w ogóle to skąd wie...
- Ty palisz papierosy?! - przerwała mu wybuchając pretensjonalnie. O ilu złych nawykach Freda jeszcze nie wiedziała?
- Właściwie to tylko w połowie. Zmieszaliśmy z George'em kilka składników, substancji oraz smaków i dodaliśmy do tego tytoń. O niebo lepsze. - powiedział znowu zaciągając się papierosem. Hermiona wywróciła oczami.
- Nie obchodzi mnie co wy tam zmieszaliście. Mówię co widzę, a widzę tylko wstrętną fajkę w twojej ręce. To jest złe i potem...
- Tak, tak... Skończyłaś już? - Przerwał jej uśmiechając się uroczo. Dziewczyna z nerwów zacisnęła pięści.
- Wiesz co? Nieważne. Musimy pogadać.
- Teraz się zacznie. - powiedział kompletnie ignorując ją wzrokowo.
- Po pierwsze, co ty nagadałeś swoim braciom?!
- Ja? Nic! Powiedziałem tylko George'owi o tym jak matka wpadła do pokoju, a to nie moja wina co on nagadał Ronowi! - Spojrzał na nią chyba drugi raz odkąd przyszła. I to tylko na parę sekund.
- Ech, dobra, a teraz powiesz mi co to było za zachowanie wtedy wieczorem? - Fred nagle się spiął i spojrzał w dół....
-Odbiło mi. Przepraszam. - Hermiona zdziwiła się że tak łatwo zmusiła go do przeprosin. Może jednak Fred wcale nie jest taki zły?
- Emm... no... no dobrze, chciałam ci tylko powiedzieć że... Fred! - przerwała nagle. - Spójrz na mnie! - Chłopak od niechcenia odwrócił do niej głowę ciągle trzymając w ręku dymiącego papierosa.
- Merlinie, jak zaraz nie przestaniesz tego palić to nie wiem co ci zrobię! - Fred uśmiechnął się do niej szyderczo i wcześniej wciągnięty dym wypuścił prosto jej w twarz. Hermiona wybuchła. Błyskawicznie wyciągnęła różdżkę kierując ją w niego. Fred przestraszony cofnął się jak najdalej tylko mógł opierając się w końcu o barierkę.
- No i co teraz, mój kochany? - zapytała przejeżdżając mu różdżką od szyi aż po pępek, a Fred momentalnie się spiął. Miona nie wiedziała dlaczego, ale męczenie go w ten sposób sprawiało jej ogromną przyjemność. Hermiona cały czas mierząc w niego różdżką obeszła go dookoła siadając na barierkę dokładnie rozkrokiem przed nim.
- Od kiedy jesteś taki cichutki, Freddie? - zapytała uśmiechając się do niego zalotnie a różdżkę opuściła.
- Ja... - Fred powoli zaczął się wycofywać robiąc delikatny krok w tył. Dziewczyna widząc to szybko oplotła nogi wokół jego pasa przyciągając go gwałtownie do siebie.
- Gdzie się wybierasz? - zapytała jeszcze szerzej się uśmiechając. Fred z powrotem wsadził sobie do ust papierosa nie wiedząc co innego ma zrobić. Znowu ona to robi. A on znowu ulega.
- O nie, nie, nie... - powiedziała zabierając mu go z ust.
- Hermionka, my się chyba nie rozumie...
- Dokładnie, Fred - dziewczyna wydęła wargi a rudzielec obrócił głowę w inną stronę i przygryzł nerwowo wargę.
- Musisz zrozumieć, że w tej chwili jesteś kompletnie ode mnie zależny i niestety będziesz robił wszystko co ci każe - Hermiona skończyła mówić a Fred nawet nie jęknął. Brązowooka słyszała tylko jego nie równy oddech.
- Fred, patrz na mnie. - powiedziała spokojnie. Końcem różdżki dotknęła jego policzka delikatnie odwracając twarz chłopaka w swoją stronę. Fred spojrzał na nią i podniósł jedną brew. W jego oczach widać było zdenerwowanie. Hermiona spojrzała na dymiącego się papierosa.
- Hmm... wiesz co? W tej truciźnie kręcił mnie tylko dym. A może powinnam się przekonać za co można je tak nałogowo palić?
 - Nie, nie, ty nie mo... - Hermiona przerwała jego skomlenia gwałtownie przysuwając go jeszcze bliżej siebie zwężając bardziej nogi na jego biodrach. Chłopak rękami złapał się barierek za jej plecami opierając się.
 - Wiesz co? Mam pomysł. Widziałam to kilka razy w mugolskich filmach. - Hermiona skierowała papierosa w stronę ust rudzielca. Ten spojrzał na nią podejrzliwe.
- No już! - ponagliła go. Gryfon nie odrywając od niej wzroku posłusznie zaciągnął się trucizną.
- No chyba wiesz co masz robić. - powiedziała łapiąc go delikatnie między szyją a szczęką. Fred zrobił co trzeba. Swoimi ustami delikatnie rozchylił jej. Gdy tylko dotknął warg Hermiony zacisnął mocniej dłonie na barierce. Wypuścił w jej usta dym tak ostrożnie, że dziewczyna nawet nie kaszlnęła, a miała pierwszy raz do czynienia z takimi rzeczami. Fred odsunął się od niej.
- Zadowolona? - zapytał zdenerwowany. Hermiona z uśmiechem na twarzy dmuchnęła w niego dymem. Chłopak westchnął.
 - Wiedziałem. - powiedział poirytowany. - Skończyłaś?
- Dopiero zaczynam, Fred. - spojrzała na niego i złamała w dwoma palcami papierosa wyrzucając go za siebie. Znowu uniosła różdżkę.
- A teraz powtarzaj. - powiedziała przybliżając do niego twarz.
- Już.
- Już. - grzecznie powtórzył.
- Nigdy.
- Nigdy.
- Nie będę
- Nie będę - Fred był tak w nią zapatrzony że nawet nie skapnął się kiedy stykali się niemalże czołami.
- Całował.
- Ca... całował.
- Hermiony.
- Hermiony.
- Bez pytania.
 - Bez... pyt... - nie zdążył nawet dokończyć słowa gdy wszelkie hamulce mu puściły i wtopił się w jej usta. Gdy Hermiona odwzajemniła pocałunek Fred już nie panował nad sobą, a emocje wzięły górę. Różdżka wypadła szatynce z ręki. Gwałtownie owiną ją jedną ręką w pasie przyciągając ją ciałem do siebie. Hermiona nie była mu dłużna. Nogami zaciskała się w pasie Freda, a rękami złapała go za szyje oddychając szybko. Chłopak zamaszyście wędrował rękami po jej plecach a w pocałunki wkładał coraz więcej potencjału. Po chwili jego ręce odnalazły dół jej koszulki. Drżąc delikatnie wsunął pod nią dłonie cały czas zagłębiając się w teraz namiętnym, dzikim, ciemnym pocałunku. Hermiona jedną ręką wtopiła się w jego rude włosy już całkiem nie kontrolując żądzy.
Fred wciąż błądził rękami po jej nagiej skórze przejeżdżając po krawędzi jej stanika. Na chwile zdołał się oderwać od jej języka więc wykorzystał ten moment aby pozbyć się górnej części jej garderoby. Dziewczyna chętnie mu pomogła podnosząc ręce w górę.
Zmierzył ją dokładnie oddychając przy tym głęboko. Jeszcze bardziej zwariował na widok jej czarnego, koronkowego stanika który pięknie współgrał z jej jędrnym biustem. Spojrzał jej w oczy dostrzegając w nich nie dosyt. Fred nie obijając w bawełnę przyznał się przed samym sobą. Jeszcze nigdy nie był tak napalony na jakąkolwiek dziewczynę. Hermiona długo nie czekając znów go pocałowała. Gryfon tym razem trzymał ją za uda delikatnie zataczając palcami skóry pod końcem spodenek. Po długim pocałunku chłopak zaczął całować jej szyje, obojczyk, dekolt. Hermiona jęknęła głośno i paznokciami drapała go po plecach. Fred znowu dłońmi znalazł się na jej plecach coraz częściej zahaczając o krawędzi stanika. Gdy delikatnie całował jej szyje, dziewczyna przygryzła wargę i zamknęła oczy. Czuła się jak w śnie. Bardzo dobrym śnie, z którego nie chciała się obudzić. Oderwał się od jej szyi. Hermiona czuła przyjemne łaskotanie na skórze gdy oddychał już całkiem spokojnie. Fred niepewnie dotknął jej ramienia i zaczął przesuwać palcem po jej delikatnej skórze. Gdy dotarł do ramiączka od stanika zatrzymał się na chwilę, lekko znów pocałował ją w szyje i ostrożnie zsunął materiał z ramienia. W tym momencie usłyszeli że ktoś wychodzi na balkon.
- Ej stary, bo ja…. – George otworzył szeroko usta ze zdziwienia, a nastolatkowie szybko od siebie odskoczyli. – OSZ TY W ŻYCIU.
- To tylko tak wygląda! – zaczął tłumaczyć się Fred podnosząc ręce.
- Pozwól braciszku że ja ocenie jak to wygląda. – powiedział mierząc pół nagą Hermione potakując przy tym głową. Hermiona zeskoczyła z barierki.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia? – powiedziała pewna siebie. Nie mogła się teraz wycofać. Fred spojrzał zdziwiony na swojego brata nie rozumiejąc jej zachowania.
- No, no, ładna dziewczyna z ciebie wyrosła, Miona – powiedział nadal roześmiany bliźniak.
- Nie wiem czy to jest stosowny komentarz do dziewczyny swojego brata, George. – stwierdziła wesoło brązowooka podnosząc z ziemi swoją różdżkę i koszulkę. Fred jeszcze szerzej otworzył oczy, a George podniósł  brwi.
- Ty z nim chodzisz? – zapytał starszy bliźniak.
- Ty ze mną chodzisz? – niemalże powtórzył Fred. Hermiona uśmiechnęła się tajemniczo.
- Później pogadamy. – odpowiedziała tylko i wyszła pospiesznie z pokoju. Gdy tylko zamknęła drzwi George szturchnął ramieniem brata.
- Ty i Hermiona? No pięknie. – Fred spojrzał złowrogo na brata po czym najnormalniej w świecie palnął go w łeb. George znał tą minę. Jeżeli zaraz się nie wycofa rozpocznie się braterska bójka.
- Oj Fred, przestań! Skąd mogłem wiedzieć! – zaczął się tłumaczyć odchodząc na bezpieczną odległość. Młodszy bliźniak nadal patrzył na niego tak jakby za chwilę miał go zabić.
- No weź…
- Lepiej stąd idź dopóki masz jeszcze na czym. – tyle wystarczyło. George spojrzał na niego urażony, i szybko wyszedł z pokoju.
- Cholera jasna! – krzyknął Fred uderzając wściekle pięściami w ścianę. Nie sądził że to zajdzie aż tak daleko. Jak raz jej spróbował to teraz był pewien że ciągle będzie mu mało. I jeszcze to co powiedziała George’owi. Już sam nie wiedział czy to znowu jakaś intryga, czy naprawdę powinien oficjalnie czuć się chłopakiem Hermiony Granger. Było tak jak sobie zaplanowała, nawet nie wiedział kiedy, to ona zaczęła tutaj rozkładać karty, i teraz zamiast się przed nią ukrywać będzie musiał chwilę ochłonąć, i zapowiada się poważna rozmowa. I tym razem nie z latającymi ubraniami.

                                                                  ***

Hermiona cała roztrzęsiona zakładając koszulkę w biegu wyszła na dwór tylnym wyjściem. Tak naprawdę tylko udawała taką wyluzowaną żeby utrzeć George’owi nos za jego dzisiejsze zachowanie. Ale to nie było teraz ważne. Dwa stwierdzenia dudniły jej w głowie jak pacierz.

Prawie kochała się z Fredem.  
Chyba jest z Fredem. 

____________________________________________________________________________ 

Nowy rozdział, proszę bardzo. :) 
A i dla sprostania, to nie tak że jak ja dodaję rozdział to przez jakiś czas totalna olewka na was, nigdy w życiu. Jak piszę rozdział, to chcę żeby był on ciekawy, ładnie napisany, a nie jakieś bazgroły. Rozumiem że musicie długo czekać, ale nie miejcie do mnie pretensji za to że nie siedzę 24h przed komputerem pisząc fremione. A tak poza tym to jestem J. K. Rowling! Pisałam połowę rozdziału na telefonie w notatniku jadąc pociągiem, tak się dla was staram, kochani! <3
I pamiętajcie, jak zawieszę bloga to wam o tym powiem, a jeżeli nie ma żadnej informacji to znaczy że rozdział jest w drodze, i nie musicie się martwić, bo nigdy o was nie zapomne. <3 
P. S. Zrobić wam czat na blogu? Łatwiej będzie nam się porozumiewać, i chciałabym poznać moje misie! <3 
ask.fm/malfoybitch - pytanka o fremione tutaj. 
~ Meggie.

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 17 "Hermiono Granger! Czy ty chciałaś mnie do cholery udusić!?"

Rozdział 17 „Hermiono Granger! Czy ty chciałaś mnie do cholery udusić!?”

- Na brodę Merlina, te drzwi nigdy nie otwierają się prawidłowo! – powiedziała z zażenowaniem Molly, gdy już trzeci raz z rzędu zardzewiały zamek od wejścia do domu szwankował. Była już tak zmęczona ranną podróżą od swojego przyjaciela do Nory. Marzyła o tym aby rozsiąść się wygodnie w swoim ulubionym fotelu, chwycić proroka codziennego, i zapomnieć o bożym świecie i zmartwieniach czytając nowe wiadomości ze świata czarodziei. Jednak w tym tygodniu już w dwóch egzemplarzach rozpoznała nazwisko swojego męża w rubryce „zaginionych czarodziei”, co ją zbyt nie pocieszało. Dlatego tylko gdy udało jej się otworzyć skrzypiące drzwi postanowiła spędzić południe ze swoimi rudowłosymi dziećmi, i przyjaciółką swojego syna, Hermioną Granger, którą zresztą także traktowała jak własne dziecko. Pani Weasley była bardzo zadowolona z wyboru przyjaciół Rona. Każdy z nich, i Harry i Hermiona, mieli coś w sobie, co Molly uwielbiała. Gorzej z Fredem i George’m. Nie dość że sami byli prowokatorami łamania wszystkich zakazów w Hogwarcie, to jeszcze ich znajomi nie mieli nic przeciwko temu, a nawet uczestniczyli w większości przekrętów. Lee Jordan i Charles Mongomery jako że byli przyjaciółmi bliźniaków nigdy nie usłyszeli złego słowa od pani Weasley, i zawsze byli mile widziani w Norze. Jednak jeżeli już czarownica miała wybierać, najbardziej szanowała Angelinę Johnson i Katie Bell, które także przyjaźniły się z chłopcami, chociaż matce otarło się o uszy, że Fred darzy ciemnoskórą większym uczuciem.
- Wróciłam! – krzyknęła kobieta czekając na reakcje nastolatków. Jednak nic nie usłyszała. „Pewnie śpią, nie chcę wiedzieć na jaki głupi pomysł wpadli wczoraj moi synowie” – pomyślała i z przerażeniem rozejrzała się po domu. Był lekki bałagan, jak zawsze w Norze, lecz nic nie wskazywało na ślady jakiegoś złego prowadzenia się. Cóż, nie pomyliła się co do Hermiony i swojej córki. Potrafiły przypilnować tą chodzącą dżunglę. A przynajmniej tak jej się zdawało.
  Kobieta poczłapała do góry, i już chciała się skierować do pokoju dziewczynek, gdy coś ją zatrzymało. „A co mi tam. Zawsze idę je pierwsze obudzić, to teraz dla odmiany pójdę do Freda i George’a”. Jak postanowiła, tak też zrobiła. Podeszła do drzwi synów, i zapukała zamaszyście. Cisza. Weszła do środka, i otworzyła oczy ze zdziwienia. George spał jak zwykle rozłożony na całości swojego posłania, a na ziemi oparty o krawędź łóżka spał oparty Ron. To nie koniec niespodzianek. Na łóżku Freda, ZAMIAST FREDA spał w najlepsze Percy uśmiechając się pod nosem. Na ziemi leżała rozwalona talia kart, i puste paczki po fasolkach wszystkich smaków. Pani Weasley westchnęła.
- George, wstawaj! Jest dwunasta godzina! – krzyknęła do pierwszego bliźniaka. Ten mruknął coś niezrozumiale pod nosem i machnął ręką.
- George! – krzyknęła głośniej.
- Spierdalaj. – powiedział bez skrupułów i obrócił się na drugą stronę. Kobieta aż poczerwieniała ze złości.
- TY BEZCZELNY GÓWNIARZU, JAK TY SIĘ ZWRACASZ DO… - nie zdążyła dokończyć zdania gdy nastolatek głośno jęknął i zaczął się powoli wybudzać.
- Ja pieprzę, Ron! Albo się zamkniesz, albo stąd w tej chwili wylatu… - otworzył szeroko oczy i wykrzywił się przerażony – m.. mm… mama? – zająknął się przeraźliwie i natychmiast się rozbudził. Kobieta zacisnęła pięści z gniewu.
- Tak, dziecko, to ja twoja mama, która wymierzy ci zaraz taką karę, że będziesz mnie przepraszał na kolanach abym ją odwołała! – huknęła.
- Ale mamo, ja myślałem że to Ron! – bronił się rudzielec. Nic gorszego nie mógł zrobić.
- W TAKIM RAZIE SWOJEGO BRATA TAKŻE PRZEPROSISZ ZA TO JAK SIĘ DO NIEGO ODZYWASZ, ZROZUMIANO?!
- T..tak. – powiedział przerażony i spuścił głowę. Wolał już się nie wykłócać. Pani Weasley nerwowo rozejrzała się po pokoju. O dziwo żaden z braci się nie obudził.
- Gdzie jest Fred?! – zapytała zdenerwowana.
- Ja nie…
- Dobra, nieważne! Za pół godziny, jak już ogarniecie ten bałagan wszyscy pokazujecie się na dole! I znajdźcie Freda! – wyszła z pokoju trzaskając drzwiami „Nie zdziwiłabym się gdyby Fred leżał gdzieś w tym syfie przykryty jakimiś śmieciami” – pomyślała i z zepsutym nastrojem zaczęła kierować się w stronę pokoju dziewczynek. Miała nadzieję, że chociaż one jej nie zawiodły.

                                                                    ***

Ciemność. Tylko to widziała przed oczami Hermiona. Nic jej się nie śniło, chociaż czuła, że spała bardzo dobrze. Ciemność powoli bledła i bledła, aż w końcu pod powiekami zaczęły przedzierać się promyki lipcowego słońca. Zmrużyła oczy, a gdy przyzwyczaiła się do światła  powoli je otworzyła. Bezdźwięcznie ziewnęła i chciała się przeciągnąć, jednak poczuła coś dziwnego. Tak jakby się regularnie unosiła i opadała. Leżała na brzuchu. Było jej bardzo wygodnie. Usłyszała czyjś wdech i wydech. Znowu to samo. Spostrzegła się że ręce ma wokół czegoś owinięte. Podniosła otępiale głowę i zamarła. Leżała z rękami owiniętymi wokół brzucha Freda, a resztą ciała była uwalona na jego nagich plecach, tak jakby chciała go przygnieść. Mu najwidoczniej pasowała rola łóżka brązowookiej, bo gdy uwolniła ręce i podniosła się delikatnie to jęknął z niezadowoleniem. Prawdopodobnie poczuł nagle chłód na obnażonej skórze. Dziewczyna delikatnie osunęła się na bok, zjeżdżając z  jego pleców. Nagle usłyszała czyjeś kroki poza pokojem.
- Fred… - powiedziała cicho i szturchnęła go w ramię. Słyszała coraz wyraźniejsze odgłosy czyiś butów. Przestraszyła się.
- Fred, słyszysz? – powiedziała głośniej i jeszcze mocniej go szturchnęła. Chłopak z nieobecnym spojrzeniem i zdziwioną miną się podniósł.
- Hmm? – jęknął patrząc zmęczonym wzrokiem na szatynkę, a ona spojrzała na niego. Taki widok był zdecydowanie przyjemny dla oka. Dziewczyna mimowolnie zmierzyła go. Kołdrę miał obciągniętą aż do pępka. Nie dość że miał idealnie zbudowany  i umięśniony brzuch, to jeszcze włosy które w nieładzie poleciały mu na twarz dodawały mu tylko uroku. Każda dziewczyna nie pogardziła by takim widokiem po przebudzeniu. Szatynka wróciła do rzeczywistości.
- Słyszysz? Jakby ktoś chodził. – powiedziała z przejęciem w oczach. Fred ręką przeczesał włosy.
 - ja tam nyc ne szłysze… - powiedział niewyraźnie i położył się na plecach zadowolony ze swojego życia. Hermiona już przez chwilę się uspokoiła, bo nic nie słyszała przez jakieś pięć minut. Nie mogła się bardziej mylić. Już całkiem wyraźnie słychać było trzaskanie jakiś drzwi, i coraz głośniejsze kroki w stronę ich pokoju. Zadziałała błyskawicznie.
  W ciągu kilku sekund wyciągnęła z pod jego głowy poduszkę. Rzuciła ją na twarz zdziwionemu chłopakowi, i przygniotła ją łokciem jakby chciała go udusić. Całym ciałem wskoczyła na niego, i podciągnęła kołdrę, tak dokładnie, aby żaden centymetr rudzielca nie wystawał spoza niej. Drzwi zaczęły się otwierać. Fred w tym momencie jęknął przerażony, na co Hermiona walnęła go wolnym łokciem w bok.
- Cześć dziewczynki. – powiedziała pani Weasley otwierając szeroko drzwi. Fred momentalnie się zamknął. Hermiona czuła jak napięcie rośnie jej w środku, a w żyłach pulsuje szybciej krew. Jeden ruch i kaplica. Muszą tak wytrzymać.
- dzień dobry pani Weasley – przywitała się ze sztuczną promiennością, i zdołała się na w miarę prawdziwy uśmiech. Bała się jak diabli. Czuła jak rudzielec oddycha coraz szybciej. Nie wiedziała czy to z napięcia czy może z braku tlenu.
- Ooo, a Ginny jeszcze śpi? – powiedziała rozbawiona kobieta. – no dobrze, pośpijcie sobie, pewnie wczoraj miałyście ciężką noc. – Hermiona skinęła głową. Poczuła kropelki potu na czole.
- Dobrze, to ja wam nie przeszkadzam… - powiedziała Molly i już zaczęła wychodzić. Z Hermiony momentalnie zeszło napięcie, lecz pani Weasley wróciła się. Dziewczyna znowu się spięła. Myślała że to już koniec.
- Hermionka, a nie wiesz może gdzie jest Fred? – zapytała patrząc jej w oczy. Szatynce podskoczyło serce do gardła, i myślała że zaraz je zwróci. Poczuła że na dźwięk wypowiadanego jego imienia wszystkie mięśnie gryfona się spięły.
- Fred? Hmm, pewnie wyrzuca puste butelki po piwie po wczorajszej imprezie. – powiedziała. Nagle poczuła mocne szczypnięcie w udo. Usłyszała cichy, rozpaczliwy jęk. Przestraszona, że kobieta to usłyszy, zakaszlała sztucznie. Fred prawdopodobnie w tym momencie był przerażony.
- Noo, to ja sobie z nim porozmawiam. – powiedziała patrząc się w okno. – Dobra, śpijcie, nie przeszkadzam wam. – powiedziała uśmiechając się miło. Hermiona zmusiła się do uśmiechu. Jeszcze chwila i nie wytrzyma. Pani Weasley wyszła z pokoju, i gdy tylko zamknęła drzwi, gryfonka poluzowała ręce i nogi. Nie spodziewała się reakcji Freda. Chłopak owinął ją rękami w pasie i z pełnym zamachem wyrzucił ją na kilka metrów do przodu na podłogę oddychając głęboko, i patrząc na nią z wyrzutem.
- Hermiono Granger! Czy ty chciałaś mnie do cholery udusić!? – krzyknął zachrypniętym głosem. Jeszcze chwila pod łokciem tej dziewczyny, a naprawdę by wyzionął ducha. Był na nią wściekły.
- Przepraszam! Musiałam przecież! – broniła się leżąc na podłodze, masując obolałą od upadku głowę. Widocznie Fred miał wprawę w rzucaniu kobietami.
- Wyrzuca puste butelki po wczorajszej imprezie?! Co to miało być!? – krzyknął pretensjonalnie i spojrzał na nią już całkiem obecnym wzrokiem. Gdy upadała koszulka podwinęła jej się aż do żeber. To z pewnością nie był widok, przy którym chłopak mógł się na nią gniewać. Zbyt go rozpraszało. Pospiesznie rzucił na nią kołdrę.
- Zakryj się, bo jak się Ginny obudzi, to znowu pomyśli że chcę cię rozbierać! – wymyślił na poczekaniu. Hermiona wyciągnęła głowę i ręce spod narzuty. Teraz to ona była wściekła na rudzielca.
- Ach tak, to ty masz DO MNIE  pretensje!? – powiedziała kipiąc ze złości – gdybyś nie pakował mi się do łóżka napity do granic możliwości, to by nie było tego całego zajścia!
- Ja tobie?! JA TOBIE?! Jakoś ci się podobało traktowanie mnie jak materac do spania, co?! – próbował się obronić. Dziewczyna prychnęła na to z kpiną.
- Jaki ty jesteś dziecinny, Fred! Powinieneś mi dziękować że ci uratowałam tyłek!
- Mam ci jeszcze dziękować!? Ty też byś miała przechlapane gdyby moja mama zastała nas razem w łóżku! – powiedział zdenerwowany. Ginny dała o sobie znać i jęknęła cicho.
- Zastanów się mój kochany kto by miał bardziej przechlapane. – powiedziała uśmiechając się jadowicie. „Musi być taka piękna nawet jak leży poturbowana na ziemi!?” pomyślał Fred.
- Szlag. – zaczął chodzić nerwowo po pokoju. Mama ich zabije za tą imprezę, nie mówiąc jej już nawet o alkoholu.
- Doczekam się jakiegoś przepraszam!? – zapytała pretensjonalnie szatynka wstając niemrawo z podłogi. Fred zatrzymał się przy niej próbując załagodzić sytuacje.
- A co? Może źle ci się ze mną spało? – jedną ręką przysunął ją do siebie a na jego twarzy pojawił się głupawy uśmieszek.
- Ja… - zająknęła się. – TO NIE JEST ZABAWNE, FRED! – krzyknęła po czym palnęła go z całej siły w głowę. Chłopak spojrzał na nią z wyrzutem.
- Umiem mocniej. – powiedział patrząc na nią z góry. Hermiona była już całkiem rozwścieczona.
- Ty wredny! – Kolejny cios w brzuch. – dziecinny! – tym razem Fred oberwał znowu w głowę – rudy! – popchnęła go na łóżko, lecz on pociągnął ją za sobą. – dupku! – dokończyła leżąc na nim. Miała przewagę. A może tylko jej się tak zdawało, bo gryfon nie wyglądał na przestraszonego. Bardziej na rozbawionego.
- Moja kolej? – zapytał udając zdziwienie. – ty… hm… nie, wystarczy powiedzieć do ciebie Hermiona, i to cię już powinno obrazić. – dziewczyna zacisnęła zęby ze złości i już zamachnęła się ręką żeby strzelić mu w tą niewyparzoną gębę, lecz był szybszy i złapał ją za nadgarstek.
- Ej, Mionka, nie denerwuj się, złość piękności szkodzi! – zmierzył ją od góry do dołu. – chociaż nie, ślicznie wyglądasz, kiedy chcesz mnie połamać. – mrugnął do niej, i uśmiechnął się złośliwie. Hermiona uwolniła się z jego uścisku, w gniewie złapała go za pasek od spodni i pociągnęła stawiając go z powrotem na nogi.
- Wynocha! – powiedziała pchając go w stronę drzwi. – Wynoś się natychmiast! – znowu go popchnęła. Fred cały roześmiany olał jej wysiłki, i oparł się znudzony o drzwi, przyciągając ją do siebie.
- To co, kiedy powtórka? – zapytał patrząc na jej wściekłe oblicze.
- Tyyy….
- Ej! – przerwał jej. – patrz tam! – wskazał do przodu. Hermiona mimowolnie się obróciła, a kiedy chciała z powrotem na niego spojrzeć ten szybko przysunął ją do siebie i delikatnie cmoknął ją w usta. Zanim zdążyła zareagować znowu jej mrugnął i puścił ją szybko uciekając z pokoju. Hermiona krzyknęła waląc z całej siły pięścią w drzwi i zaczęła kręcić gniewnie głową.
- CO… TUTAJ… SIĘ.. DZIAŁO!? – odezwała się nagle jej ruda przyjaciółka, która obudziła się parę sekund temu. Szatynka spojrzała na nią wściekle.
- Wiesz co się działo? Twój mądry braciszek się dział! – powiedziała tylko i wyszła z pokoju kierując się od razu do łazienki, żeby zmyć z siebie pozostałości po bijatyce. Oblizała mimowolnie usta, na których nadal pozostał smak Freda. Gorzej się chyba zakochać nie mogła. 

                                                                      ***

Draco Malfoy przechadzał się leniwie po swoim pokoju. Nie była to jakaś byle sypialnia. Jak na Malfoy’a przystało pomieszczenie było ogromne, bogato wyposażone. Niestety, im bogatszy był Dracon, tym stawał się gorszy. Kiedyś jego matka pomyślałaby że chociaż jej dla jej własnego syna nie będą liczyły się tylko pieniądze, a miłość, przyjaźń, relacje międzyludzkie. Jednak z wiekiem ślizgon coraz bardziej zaczął upodabniać się do swojego ojca. Miał kilka twarzy, był podstępny i tchórzliwy. Dostawał zawsze to czego chciał. W tym jednak momencie w jego życiu pojawił się problem. Mianowicie plotki o napastowaniu Hermiony się rozeszły. Nie wiadomo jak, i przez kogo. Draco także zaczął sobie wszystko przypominać, i jakoś nie chciało mu się wierzyć w wersje jednego z bliźniaków Weasley’ów. – Jak ta szlama zacznie paplać o tym każdemu to pozamiatane! – ze złości kopnął krzesło stojące obok biurka. Teraz musi się postarać, i wymyślić coś żeby Granger siedziała cicho. Nieźle się wkopał, ponieważ znał gryfonkę na tyle by wiedzieć, że ona tak łatwo nie odpuści. Jak on jej nienawidził. Nienawidził całej tej idiotycznej trójki. A teraz jeszcze musi zapobiec zniszczeniu swojej reputacji przez tą mugolaczkę. Nagle wpadł mu do głowy jeden pomysł. I był pewny, że jeden z Weasley’ów mu w tym, chociaż nieumyślnie, pomoże.

                                                                  ***

- Aaaa – ziewnęła Ginny przeciągając się na wszystkie strony. Była strasznie nie wyspana po wizycie u Lavender. „Robienie kogoś na piękno, kosztuje własnym pięknem” – pomyślała.
Ruda cicho wyszła z łóżka. W nocy było jej bardzo gorąco, więc założyła koszulkę sięgającą ledwo co do pępka. Teraz jednak zrobiło się chłodniej, więc zaczęła się rozglądać za jakąś inną bluzką. Zauważyła szary t-shirt leżący obok łóżka Miony. Bez dłuższego zastanowienia ściągnęła z siebie krótką, i założyła, o dziwo, o wiele za dużą szarą koszulkę.
- Hmm, trochę tu brudno – powiedziała sama do siebie i wzięła się do pracy. Podniosła kołdrę Hermiony która dziwnym trafem leżała poza łóżkiem, potem złożyła swoje posłanie, i rozsunęła firanki. Ten pokój w końcu jakoś wyglądał. Po chwili do niego weszła szatynka osłonięta ręcznikiem.
- Cześć. – rzuciła już uspokojona, na co Ginny kiwnęła jej serdecznie głową. Hermiona zrzuciła z siebie materiał, lecz pod spodem już miała bieliznę. Nie wstydziła się tak stać przy rudej, były przecież przyjaciółkami. Zaczęła przeszukiwać szafki w poszukiwaniu ubrań.
- Poczekaj. – powiedziała młodsza gryfonka i podeszła do swojej szafy. Wyjęła z niej białą i cienką koszulkę na ramiączkach oraz dżinsowe spodenki. Rzuciła je przyjaciółce.
- Ooo, dzięki. – powiedziała i zaczęła wkładać na siebie ubrania. Ginny przyglądała jej się.
- Miona, co tutaj rano robił Fred?
- O to samo chciałam spytać. – powiedziała Hermiona składając ręce na piersiach. – Dlaczego go w nocy nie wygoniłaś?
- Co?! On tutaj spał!? – zapytała przerażona. – Merlinie, nawet nie zauważyłam. Wróciłam tak wykończona, że nawet nie zapaliłam światła, tylko rzuciłam się na łóżko i od razu zasnęłam.
- Dobra, w porządku. – zaśmiała się brązowooka i spojrzała dziwnym wzrokiem na rudą.
- Co?
- Dlaczego masz na sobie koszulkę Freda? – zapytała rozbawiona i wskazała na szarą bluzkę w którą niedawno wskoczyła Ginny.
- To Freda!? – zapytała zaskoczona i przyłożyła skrawek materiału do nosa. Pachniała ładnymi, męskimi perfumami, które siostra kupiła mu na urodziny. Mówiąc wprost: Pachniała Fredem, nie mówiąc już o nutce alkoholu i tytoniu w tym specyficznym zapachu. – Fuj, fuj, fuj, fuj… - powtarzała ruda, i jak poparzona zaczęła zrzucać z siebie koszulkę. Hermiona patrzyła na nią niezrozumiale.
- Przecież często nosisz koszulki swoich braci, i nawet mi dajesz czasami ubrania Rona, gdy nam się nie chce szykować. – powiedziała podchodząc do stolika z lustrem i zaczęła czesać włosy.
- Tak, ale jak są wyprane! Nie będę nosiła koszulki Freda, w której chlał, palił, i nie wiadomo kogo dotykał! – ruda z zapałem podeszła do szafki i wyjęła z niej swoją bordową bluzę gryffindoru, z odpowiednim numerkiem. Każdy gryfon grający w quidditcha taką miał. Do tego nałożyła na nogi czarne legginsy.
- Tak właściwie to ten „nie wiadomo kto kogo w niej dotykał” to ja. – powiedziała Hermiona, a przyjaciółka spojrzała na nią znacząco.
- Masz mi w tej chwili wszystko opowiedzieć.
- Dobra, siadaj. – odpowiedziała szatynka i opowiedziała całą historię od wczoraj do dzisiaj rano. Gdy skończyła Ginny zamrugała dwa razy i zaczęła kiwać głową.
- Co? – zapytała Hermiona.
- Znam swojego brata, a skoro jesteś moją przyjaciółką to powiem ci to najprościej jak tylko mogę. – dziewczyna uśmiechnęła się do szatynki i westchnęła.
- No mów! – ponagliła ją.

- Hermiona. – ruda się przybliżyła. – ty musisz cholernie podobać się Fredowi. 

______________________________________________________________________________ 

Tak, tak, tak, jest nowy rozdział. :) Przepraszam że znowu musieliście tyle czekać, no i.... kocham was <3 
Pytania do mnie: ask.fm/malfoybitch 
~Meggie  

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział. 16 „Nadal jestem dzieciakiem?”

Rozdział. 16 „Nadal jestem dzieciakiem?”

- Ej, Fred! – zawołał jego brat bliźniak widząc, że ten już pięć minut stoi w kuchni bez ruchu. Fred szybko się wzdrygnął i spostrzegł, że patrzy się ciągle w miejsce w którym przed chwilą zniknęła szatynka.
- Idę już! – krzyknął agresywnie. Szybko przemył twarz wodą, i odgarnął włosy do tyłu,  żeby wyglądały na rozczochrane. Gdy podszedł do stołu jego bracia wciąż bawili się w najlepsze. Przewrócił tylko oczami i opadł na krzesło wzdychając głośno.
- A ty co taki wkurzony? Nasza Hermionka zrobiła ci kazanie na temat alkoholu? – zarechotał Percy klepiąc brata po plecach. Fred spiorunował go wzrokiem, bo nie był tak pijany jak on, żeby zapomnieć o ich bójce, a do tego od pewnego czasu nie cierpiał jak bracia rozmawiali o Hermionie bez jej obecności.
- To ty nie wiesz Percy? Hermiona od niedawna  nie tylko kazania naszemu Fredziowi robi. – odezwał się roześmiany George i spojrzał znacząco na brata.
- Weź już się zamknij, dobra? – powiedział złośliwie Fred i oparł łokcie o stół. Zaczynała mu się powoli nie podobać rola anioła stróża swoich braci. Chciał się wraz z nimi wyluzować, i zapomnieć o wszystkich zmartwieniach, ciesząc się początkiem wakacji. Pierwszy raz stał się ofiarą i głównym tematem do żartów. Zawsze to on wyśmiewał się z Rona, i jego miłością…. do Hermiony, „Merlinie, taka nietypowa dziewczyna, a namieszała już dwóm chłopakom w głowie!” – pomyślał załamany. Z zadumy wyrwał go głos Rona.
- A ty co sztywniaku dzisiaj tak cienko?
- O co ci chodzi, idioto? – Fredowi po prostu wszystko działało na nerwy. Nawet to że ktoś postawił butelkę po piwie na książce kucharskiej. No co za dureń tak robi? Gdyby była tu Hermiona to pewnie by to… „Kurwa Mać. Stop.” – Fred westchnął z przerażenia.
- No o nic Fred tylko no… zachowujesz się jakoś inaczej… jak.. jak nie ty normalnie! – Ron przełknął ślinę z przerażenia, i spojrzał niepewnie na brata. Znał starszego brata, i wiedział że jeżeli ten jest taki agresywny przez zwykłe pytanie, to nie wiadomo do jakich rzeczy jest zdolny, a on przekonał się już kilka raz na własnej skórze, co oznacza jego gniew.
- Właśnie Fred! Kilka łyków wziąłeś, i już odpuszczasz! – powiedział z udawanym wyrzutem George podśmiechując się pod nosem.
- Jezu, odpieprzcie się ode mnie… - Fred spojrzał na ziemie. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony chciał pokazać braciom, że wcale nie odpuszcza, a z drugiej musiał się przecież pilnować. Wszystko kręciło się wokół Hermiony. Czy mu naprawdę aż tak zależy na jej względach? Przecież gdyby mu się rzeczywiście podobała, to by zauważył to już kilka lat temu, a nie kilka DNI temu. Tak, to prawda że wyładniała, i to bardzo, do tego już nie była taka cicha i skromna. Częściej się uśmiechała, i otworzyła się na większość członków rodziny Weasley’ów, to normalne że każdego zaczęła interesować. Nawet George zauważył jej zmianę.
- Oj Fred, Fred… zrobił się z ciebie cienias. – powiedział Percy. Fred zacisnął zęby w złości i upokorzeniu. PERCY nazwał JEGO cieniasem. Cały rozgoryczony złapał pierwszą lepszą butelkę piwa, szybko ją odkorkował, i wypił ponad połowę jednym duszkiem. Percy i Ron spojrzeli na niego osłupiali, a George zaśmiał się pod nosem, „Teraz się zacznie” – pomyślał.
- Cieniasem możesz najwyżej nazwać swoje odbicie w lustrze, braciszku – bliźniak uśmiechnął się głupkowato, a bracia ryknęli śmiechem. Percy poczerwieniał na twarzy i westchnął w duchu. Wrócił stary Fred.
- To co, bawimy się frajerzy, czy będziecie tak się idiotycznie cieszyć do rana? – zapytał zadowolony rudzielec i sięgnął znowu po flaszkę. Miał już gdzieś swoje postanowienie co do alkoholu. Hermiona śpi na górze, już nie ma opcji że zejdzie na dół, co się może stać? „Nic.” – stwierdził z przekonaniem. Nic się dzisiaj nie stanie. Chyba.

                                                                ***

Ginny szła po betonowym chodniku nucąc pod nosem tegoroczną piosenkę tiary przydziału. Mimo tego że było już ciemno, miasto w którym mieszkała Lavender było dobrze oświetlone. Ruda poczuła się jak w święta. Wszędzie kolorowe i migające światełka, aż się chciało patrzeć! Spojrzała na zegarek w telefonie. Dwie minuty po dwudziestej. „Kurczę!” – krzyknęła w duchu i przyspieszyła kroku. Powinna być już u koleżanki. Jedna z wad Ginny to było spóźnialstwo. Na szczęście już nie tak daleko widać było kamienicę w której mieszkała Lavender. Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Ruda rozszerz uda! – krzyknął ktoś z grupki stojącej kilka metrów dalej od dziewczyny. Gryfonka prychnęła oburzona. Takie teksty wcale jej nie cieszyły, a tym bardziej się nie przestraszyła. Bo co jej się może stać? Jest przecież czarownicą.
- O cholera, chłopaki, to jest młoda od Weasley’ów! – spostrzegła się inna osoba w grupce sądząc po innej częstotliwości głosu. Ginny była już blisko chłopaków. Słysząc swoje nazwisko przystanęła zdenerwowana.
- Możecie mi kretyni powiedzieć skąd znacie moje nazwisko!?
- Oj, ale się nie denerwuj Weasley, przecież my się tylko wygłupiamy, przecież nikt z nas by nie poderwał zdrajczyni krwi – dziewczyna już doskonale wiedziała z kim rozmawia. Z cienia wyszedł do niej chłopak o blond włosach i szyderczym uśmiechu. Malfoy.
- Wolę być zdrajczynią krwi niż tlenionym szczurem z gębą w chmurach. – uśmiechnęła się górująco i zmierzyła wymownie chłopaka. Po chwili do Malfoy’a doszedł ciemnoskóry kolega.
- Kurde, Draco, ja to bym zrobił dla niej wyjątek. – Blaise Zabini uśmiechnął się do Ginny. – Jedyne co wyszło twoim starym w życiu to twoja śliczna buźka, skarbie. – gryfonka zaśmiała się kpiąco. „No proszę, ktoś pokroju tego durnia Malfoy’a na mnie leci, cóż za cudowna wiadomość” pomyślała sarkastycznie.
- Pff, szkoda że wy wyglądacie jak gnomy z ludzkimi tułowiami – odgarnęła delikatnie włosy. – Musze was chłopaczki rozczarować, ale te puste ślizgonki lecą tylko na wasze nazwiska… co za desperacja… - na jej twarzy pojawił się udawany smutek. Zabini zaklął pod nosem i już chciał ruszyć do dziewczyny,  jednak jego przyjaciel zatrzymał go ręką.
- No proszę, proszę, taka wyszczekana jesteś, Weasley? – zapytał rozbawiony blondyn. – No, no, no, na twoim miejscu trzymałbym ten zdzirowaty język za zębami, bo możesz bardzo zaszkodzić swojemu żałosnemu tatusiowi…
- Co ty pieprzysz Malfoy? – Ginny spojrzała na niego z nienawiścią w oczach. Obiecała sobie w duchu, że jeżeli on ma coś wspólnego z zaginięciem taty, to ostro tego pożałuje, i ona sama dopilnuje tego osobiście.
- Ja? Ja tylko oczekuję więcej szacunku od dziewczyny z takiego domu z którego ty pochodzisz.
- Szacunku? Jedyne co ode mnie możesz oczekiwać, to moja pięść na twojej wstrętnej, parszywej twa….
- GINNY! – ktoś z daleka jej przerwał. Cała trójka gwałtownie obróciła się w kierunku źródła krzyku. To Lavender stała w swoich drzwiach i poganiała koleżankę ręką. Ginny spojrzała jeszcze raz na chłopaków.
- Nara frajerzy. – powiedziała uśmiechając się złośliwie i poszła w stronę domu Lavender.
- Do zobaczenia u mnie, Weasley! – krzyknął za nią Malfoy. Dziewczynę chwilę zastanowiły słowa blondyna, jednak nie zawracała sobie nimi długo głowy, bo stwierdziła że to na pewno jedynie marna odzywka. Doszła do drzwi.
- A ty od kiedy z nimi sobie stajesz na pogaduszki, he? – zapytała ze śmiechem gryfonka, i gestem wpuściła rudą do domu.
- Aaa, oni jak zwykle muszą każdemu dogadać. Bezmózgi. – Ginny spojrzała przez okno. Ślizgoni zdążyli się już ulotnić. – Właściwie to co oni robią pod twoim domem?
- Przychodzą tutaj czasami, bo za rogiem jest bar typowy dla takich buraków jak oni, już się przyzwyczaiłam.
- Hmmm… nieważnie, musimy cię teraz zrobić na bóstwo! – ruda ściągnęła buty i obydwie popędziły do pokoju Lavender, przygotowując ją na randkę jej życia.

                                                                        ***

- Ała! – Krzyknęła Hermiona, i szybko spojrzała na swojego palca. No tak, znowu zacięła się książką. Pospiesznie wstała z łóżka i pognała do łazienki po plaster. Gdy już zakleiła ranę po cichu wróciła do pokoju i delikatnie zamknęła drzwi. Była już trochę zmęczona czytaniem kolejnej lektury, która przygotuje ją lepiej na kolejny rok w Hogwarcie (choć nie sądzę że to możliwe). Postanowiła położyć się na łóżku i pomyśleć. Ginny nadal nie było, chłopaki pewnie gadali o czymś zupełnie idiotycznym na dole, a ona? Ona co ma robić? Hermiona przez chwilę nawet myślała o przeleceniu się przez podwórko miotłą Ginny, bo przecież nie może być wiecznie jedyną kaleką w tym sporcie, i musi przezwyciężyć strach. Jednak szybko z tego zrezygnowała biorąc pod uwagę noc i swoje niedoświadczenie. „No trudno, może kiedyś poproszę Freda żeby mi…” – dziewczyna przerwała prędko tą myśl. Dlaczego pierwsze co pomyślała o rudzielcu? Przecież Ginny też potrafi bardzo dobrze latać, a poza tym to jest jej przyjaciółka.
W takim razie kim jest Fred?
Miona zakryła twarz poduszką. „Czy to musi być takie bezsensowne?” Przewróciła się na bok i zamknęła oczy. Tylko sen pomoże jej oderwać się od tego przystojnego, denerwującego, rudego problemu. Zaśmiała się cicho. Jutro może będzie lepiej. Może pani Weasley będzie miała jakieś wiadomości o swoim mężu. Może gryfonka zdobędzie się na odwagę, i poważnie porozmawia z Fredem, żeby ustalić na czym stoją. Może…
Rozmyślania przerwało jej głośne i natarczywe pukanie do drzwi. Pewnie Ginny wróciła z jakimiś super ważnymi wiadomościami, które mało Hermione obchodziły.
- Idę! – krzyknęła śpiącym głosem i leniwie podeszła do drzwi. Gdy je otworzyła serce podskoczyło jej do gardła. To był Fred. . Spojrzenie miał nieobecne i głupio się uśmiechał. „Jest pijany?” – przeraziła się Hermiona.
- eee…. Jest Hermona? – powiedział patrząc jej prosto w oczy. Tak, był pijany. Cholernie pijany.
- Fred! Ty kompletny idioto! Myślałam że naprawdę jesteś odpowiedzialny! Zachowujesz się jak dzieciak! Gorzej! Jak bachor! Mały, rudy, wredny bachor! Ty….. – chłopak słyszał prawienia Hermiony jak przez mgłę. Jedyne do czego przywiązywał uwagę to jego imię wypowiedziane na samym początku, i to że jest dzieciakiem. „Dzieciakiem? Pff, przecież jestem od niej dwa razy wyższy.” Pomyślał patrząc się na nią kretyńsko. Patrzył jak rusza ustami. Jak tupie nerwowo nogami. Zatrzymał wzrok na jej nogach. Miała bardzo zgrabne nogi. Potem spojrzał znowu na jej twarz. Jak on uwielbiał jej wściekłe oblicze. Była taka mała i groźna. Taka piękna. Mrugnął dwa razy. „Ona ciągle gada?” – pomyślał znowu. Fred znał tylko jeden sposób by ją uciszyć, i już raz spróbował go w praktyce. To był zdecydowanie jego ulubiony sposób. 
- Oj weź się zamknij, już dawno cię nie słucham. – powiedział ospale, po czym przyciągnął ją do siebie i wtopił się w jej usta.
  Hermiona otworzyła szeroko oczy. I znowu to uczucie. Tak, z pewnością Fred dobrze całuje nawet po pijaku. Milion motyli rozsadzało jej brzuch. Już nie da rady się przed tym bronić. Już nie myślała, tylko działała. Zaczęła oddawać pocałunek. Wszystkie emocje, uczucia, przemyślenia. Wszystko to uleciało wraz z dotknięciem jego warg. Jeszcze nigdy nie czuła się tak cudownie i lekko.
 Fred poczuł że Hermiona zaczęła działać, i mało co się nie przewrócił. Żeby uniknąć upadku, szybko obrócił ją w rękach, delikatnie uniósł i oparł o ścianę w pokoju. Z pozoru taka niewinna i cicha dziewczyna, a teraz? Zaczęła się gra języków. Dziewczyna oplotła nogi wokół jego brzucha. Rudzielec przez wszystkie emocje delikatnie ściskał jej uda. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna nie przyprawiała go takich dreszczy, przy zwykłym pocałunku. Pasowali do siebie idealnie. Chcieli żeby ta chwila trwała wiecznie. Z trudnością już oddychali, ale było im ciągle mało. Mało siebie nawzajem. Fred oderwał się od niej na chwilę żeby złapać powietrze. Nadal stykali się czołami.
  Hermiona czuła jego głośny oddech, i szybkie bicie serca. Cały czas trzymał ją w powietrzu opartą o ścianę. Jego ręce tak mocno trzymały ją za nogi, a zarazem tak delikatnie. Tak idealnie. Racjonalne myślenie zapaliło jej malutką żaróweczkę w głowie.
- Fred, to nie… - chłopak znowu jej przerwał. Pocałował ją tak lekko i ostrożnie, że aż cała zadrżała. Tak bardzo go pragnęła. Tak bardzo go za to nienawidziła. Rudzielec jedną ręką złapał jej policzek, tak jakby chciał się upewnić czy na pewno to jest ona, a nie jakieś pijackie zwidy. Hermiona spojrzała mu w oczy. Jeszcze nigdy nie widziała w nich tyle uczucia. Patrzył na nią zafascynowany. Poczuła się wyjątkowa. Naprawdę wyjątkowa. Fred delikatnie się do niej uśmiechnął ukazując białe zęby.
- Nadal jestem dzieciakiem? – zapytał ochrypłym głosem. Szatynka mu nie odpowiedziała. Nie wiedziała by nawet co odpowiedzieć. Już za nim tęskniła. Za jego ustami. Chłopak postanowił przenieść się na łóżko, jednak gdy tylko odsunął się ze swoją partnerką od ściany, alkohol we krwi znowu postanowił zadziałać. Fred się zachwiał, nogi mu się poplątały, do tego wszystkiego doszła opóźniona reakcja. Runął na ziemię, a Hermiona na niego.
- Tu też jest wygodnie – powiedział sennie uśmiechając się do dziewczyny, i głaskając ją po plecach. Szatynka natomiast w końcu się uwolniła z amoku, i zaczęła myśleć jak na Hermione Granger przystało. Szybko wyplątała się z rąk chłopaka, i stanęła na nogi. Przyjrzała mu się z góry. Patrzył na nią z miną smutnego i  zawiedzionego szczeniaka. Potem spojrzała na jego koszulkę. Była do połowy podciągnięta ukazując przy tym jego wyrzeźbiony brzuch. Hermiona zamarła. „To ja mu ją podciągnęłam?”
- Fred… idź spać! – powiedziała pierwsze co jej przyszło na myśl. Było jej wstyd, a jednocześnie czuła się cudownie. Nie mogła dać tego po sobie poznać. Fred wstał niemrawo i podszedł do niej. Znowu poczuł jej zapach, szybki oddech. Identycznie czuł się w tej chwili.
- Dobrze. – powiedział. – ale tylko z tobą….
- To nie jest śmieszne! – gryfonka go popchnęła. – Znowu mi to robisz! – kolejne ciosy padały na jego tors i brzuch. – Znowu całujesz mnie bez pytania! To jest twoje jakieś hobby, czy co!? – rozpłakała się, i nadal wyładowywała swój żal bijąc rudzielca. Fred zażenowany całą sytuacją złapał ją szybko za ręce i znowu przyciągnął ją do siebie. Głowę skierował na jej ucho.
- Chcę ciebie, Hermiona. – powiedział jej cicho, i pocałował ją delikatnie w policzek. – Chcę ciebie całą. – ręką znowu zjechał na jej biodro. Miona była sparaliżowana. Nie ze strachu. Z czegoś zupełnie przeciwnego. Z podniecenia? Fred mimo tego że był pijany, zachowywał się tak ostrożnie. Jakby się jej bał. Kilka sekund by brakowało, żeby dziewczyna znów dała się ponieść emocją. Gdy Fred delikatnie pocałował ją w szyje, poczuła od jego koszulki zapach męskich perfum, alkoholu i… papierosów?
- Fred, przestań. – powiedziała kategorycznie. Rudzielec z wielkim żalem, ale posłusznie odsunął się od gryfonki. Jego lewa ręka nadal spoczywała na jej udzie. Uśmiechnął się otępiale do niej. Hermiona stanowczo złapała go za tą rękę i pociągnęła do przodu. Fred wlókł się za nią co chwila zbaczając z trasy i śmiejąc się pod nosem.
- Siedź tu i się nie ruszaj. – powiedziała mu powoli jak małemu dziecku. Chłopak posłusznie usiadł na łóżko i skinął lekko głową. – A ja idę na dół zapytać kto jest taki mądry, żeby doprowadzić cię do takiego stanu. – Hermiona wyszła z pokoju. Już nawet nie starała się być cicho. Pędem pobiegła na dół. Jak ona pokaże tym rudym kretynom gdzie ich miejsce! Gdy była na dole, ze złości nabrała powietrze i… i spostrzegła się że jest zupełnie sama.
- Niech to szlag! – krzyknęła sama do siebie. Widocznie rodzeństwo po skończonej imprezie musieli pójść spać. „Nic nie szkodzi.” Pomyślała, „Jutro zrobię im taką jazdę, że mnie popamiętają!” obiecała sobie w duchu, i zaczęła wspinać się na schodach tupiąc przy tym wściekle. Otworzyła z zamachem drzwi.
- Wiesz że twoi cholerni bracia już poszli spa… - zatrzymała się w progu, i aż zacisnęła ze złości zęby. Fred w najlepsze spał na jej łóżku, do tego rozwalony na jego całej przestrzeni.
- Fred! – krzyknęła zdenerwowana. Ten rudzielec naprawdę zaczął jej działać na nerwy. Musi go jakoś stąd wygonić! Nie może przecież położyć się do Ginny, bo nieraz gadając pod wieczór zasypiały na jej łóżku, i to była jedna, wielka katastrofa. Hermiona najczęściej budziła się rano cała skopana i ułożona w dziwnej pozycji. Ruda zawsze rozkłada się w nocy,  wierzga nogami, i co rusz „przez przypadek” uderza przyjaciółkę w twarz. Spojrzała z powrotem na Freda. Widocznie takie spanie jest u nich rodzinne. Dziewczyna podeszła do niego.
- Halo, dociera coś do ciebie?! – zawołała machając mu ręką przed oczami. Nic. Nawet nie drgnął. Hermiona chwilę stała i tak na niego patrzyła. „Jak śpi jest taki słodki…” pomyślała. Przyjrzała się mu dokładniej. Nigdy nie zauważyła jego pięknej, szczupłej twarzy. Fred był nietypowy. Wyglądał jak prawdziwy mężczyzna, mimo tego że nawet nie zapuszczał chociażby lekkiego zarostu. Można by pomyśleć że jego pół długie włosy nie pasują do jego męskiej twarzy, jednak to był Fred. Idealnie oddawały jego charakter. Rzadko się zdarza żeby chłopak z dorosłym wyglądem zachowuje się DOSŁOWNIE jak dzieciak. Wszystko go cieszyło, wszędzie było go pełno. Był zdecydowanie zbyt energiczny, zamaszysty. Ale taki właśnie od pewno czasu jej się podobał. Już wiedziała czemu mimo swoich wybryków wszystko mu zawsze wybaczano. Wystarczyło że zrobił smutną minkę, spuścił ten rudy łeb, i już był niewinny.
- Nie gap się tak na mnie jak jakiś psychol. – Hermiona zamrugała dwa razy i znowu wróciła na ziemię. Fred miał lekko uchylone oczy, i patrzył na nią z rozbawioną miną.
- Kiedy ty… - powiedziała skruszona. Kiedy otworzył oczy? Kiedy ją zaczął obserwować?
- Ciii.. – powiedział zmęczonym głosem. – pozwalam ci się patrzeć, tylko mnie nie budź.
- Fred, musisz stąd iść! – tego było już za wiele. Dziewczyna też  już była zmęczona, chciała się położyć, odpocząć, a co ma zrobić, jeżeli jej dzisiejszy główny powód rozmyślań w najlepsze śpi w jej łóżku?
- Freeed! – krzyknęła. Chłopak tylko jęknął cicho, olewając ją całkowicie i przewrócił się na bok. Miona usiadła obok niego, i lekko potrząsnęła jego ramieniem.
- Słyszysz mnie? Idź do siebie! – znowu nic tylko zażenowane jęczenie, jakby to on był oburzony, że ktoś przeszkadza mu w drzemce.
- Fred, cholera jasna! – gryfonka pchnęła go w plecy. Nie spodziewała się jednak jego reakcji. Rudzielec złapał pierwszą lepszą poduszkę z boku, i z całej siły cisnął ją Hermionie w głowę. Dziewczyna syknęła jadowicie i odrzuciła ją na łóżko Ginny. Tak nie da rady go stąd wygonić. Lecz zapaliło jej się światełko w tunelu, i przypomniała sobie pewną sytuacje która zdarzyła się niedawno… 

  „ - Tak? – zapytała namiętnie i przygryzła wargę. Fred poczuł kropeli potu na głowie. „Umarłem?” – zapytał sam siebie. Już coraz trudniej było mu hamować potrzebę poczucia jej warg na swoich. Musiał coś powiedzieć. Inaczej by Chyba wpatrywał się w nią wieczność.
- Bo tego no… mam dług ja, znaczy się u ciebie mam – zająknął się rudzielec. Spuścił głowę aby Nie musieć patrzeć na nią. To go rozpraszało. Cholernie rozpraszało.
- Ooo, nawet wiem jak możesz go spłacić – powiedziała słodko. Zaczęła kręcić na palcu rudy kosmyk z pół długich włosów bliźniaka. To było takie fascynujące dla młodej czarownicy.” 

Już raz go do czegoś zmusiła. Pora na drugą rundę.
- Freddie…. – powiedziała cichutko i przejechała palcem po jego ręce. Chłopak jak poparzony ją zabrał. Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Plan działa.
- No Fred… co ty poszedłeś spać kiedy ja się zaczęłam rozluźniać… - bliźniak westchnął cicho. Miona wiedziała że Fred ma teraz mętlik w głowie. Z jeden strony był pewnie strasznie zmęczony, a z drugiej chciał sobie jeszcze z nią „posiedzieć”.
- No to jak będzie? – zapytała namiętnym głosem, po czym na czworaka podsunęła się do niego i nachyliła się tak mocno, że jej włosy otarły się o jego twarz. – będziesz tak spać, czy teraz wstaniesz i…. – nie zdążyła nawet dokończyć zdania, a rudzielec szybko podniósł do góry rękę, owinął nią czarownicę w talii i przyciągnął do siebie. Hermiona leżała teraz obrócona do niego plecami, owinięta jego ramieniem, przy czym Fred z zadowoloną miną wrócił z powrotem do spania.
- Cholera… - syknęła szatynka i zaczęła powoli podnosić jego rękę, jednak chłopak nie odpuścił tak łatwo i położył ją z ponownie. Spróbowała szybko wydostać się dołem, jednak znowu Fred był szybszy i podsunął ją na górę.
- Jak będziesz się tak kręciła to tylko się zmęczysz, Miona. – powiedział. „To on w końcu śpi, czy tylko udaje!?” zezłościła się. To na pewno będzie ciężka noc.
Po dziesięciu minutach próby wydostania się z uścisku rudzielca Hermiona odpuściła. Próbowała na różne sposoby, ale chłopak był uparty, i chyba dzisiaj nic mu już nie przeszkodzi spania z gryfonką. Raz kiedy już prawie stracił czujność szybko wydostała się z jego objęć i już miała wychodzić z łóżka, kiedy została brutalnie pociągnęła za tył koszulki prosto obok Freda, a kiedy spojrzała na niego wściekle ten się tylko zaśmiał pytając „Gdzie tak lecisz?” na co dziewczyna prychnęła. Koniec. Chyba dzisiaj będzie musiała tak spać. Nie to żeby jej coś nie odpowiadało ale… To była Hermiona Granger. Do niedawno niedotykalska i zarozumiała a teraz co? Śpi obok największego podrywacza w Gryffindorze? Jednak dzisiaj nie miała wyboru. Na drugi plan zeszła jej godność. Ratowało ją tylko to że to „była” wina Freda. A może sama starała się za mało? Miała tylko nadzieję, że jak wróci Ginny to przemówi Fredowi do rozsądku. Na razie może tak spać bez skrupułów. Na niego pójdzie wszystko, a to jest wymówka by być obok chłopaka. Czy to było dobre rozwiązanie? Hermiona nie zwracała na to uwagi. Gdy już odpuściła ucieczkę z jego objęć, zrozumiała jak cudownie jest czuć jego dotyk, ciepło, jego bicie serca obok siebie.

„To będą długie wakacje” - pomyślała.   

__________________________________________________________________

No i jest rozdział! Mam nadzieję że wam się spodoba, bo bardzo się starałam by wynagrodzić wam to czekanie, a mi osobiście się podoba. J
Oczywiście pozdrowienia dla wszystkich czytelników, które są ze mną mimo mojego wiecznego nie dotrzymywania słowa, oraz pozdrowienia dla mojej ukochanej Ginny i Luny!
Kocham was, miśki, i dzięki że jesteście! <3
~Meggie.