x Okej, dużo osób pyta kiedy nowy rozdział i czy jeszcze będą
x Tak, będą rozdziały, nie wiem jeszcze kiedy, ale wchodze tu codziennie jak mam tylko chwile wolną
x Myślałam że przez wakacje będę miała więcej czasu, ale się myliłam bo cały wolny czas idzie na prace, a po pracy jestem wykończona i albo odpoczywam albo idę się spotkać ze znajomymi
x Postaram się jeszcze w sierpniu coś napisać, obiecuje
Stay strong, I love u xx
czwartek, 23 lipca 2015
sobota, 11 kwietnia 2015
Rozdział 20 „Właśnie Ci się przedstawiam kobieto, twoja kolej.”
Rozdział XX „Właśnie Ci się przedstawiam kobieto, twoja kolej.”
- Dobra, to najpierw idziemy po mleko… oh, gdzie tutaj są
takie rzeczy? – Ginny podrapała się po głowie intensywnie wpatrując się w listę
z zakupami jakby to miało jej coś podpowiedzieć. Zaczynała żałować że nie
wzięła jednak ze sobą Hermiony, ale teraz ważniejsze było dla niej aby
przyjaciółka przebywała z jej bratem. Nie do końca jej się to podobało,
ponieważ znała go bardzo dobrze i wiedziała że Fred przy Hermionie jest burzą
hormonów niczym kobieta w ciąży, do tego wiecznie niezadowolonym bachorem którego
trzeba naprawdę przestraszyć lub zaszantażować żeby spoważniał. Hermiona jednak
także nie była oazą spokoju. Łatwo ją było wyprowadzić z równowagi, bywała
uparta i markotna, wszystko musiało być dla niej poukładane, a bliźniak to
przecież jeden, wielki chodzący bałagan emocji.
- Są dwie opcje. – wyrwał ją z zamyślenia George. – Albo
dojdą do jakiegoś porozumienia jak poważni ludzie….. – spojrzał ponuro na Ginny
i chwile się nie odzywał.
- Albo?
- Albo się pozabijają. – chłopak westchnął i pokiwał znacząco
głową.
- Ej, George….. – zaczęła ruda przygryzając wargę. Nie
wiedziała jak ma zacząć. – Ty.. ty wiesz?
- O czym? – zmarszczył brwi patrząc na siostrę.
- No o tym że…..
- O tym że Fred i Hermiona udają że nie mają ze sobą nic
wspólnego, a jak wszyscy są na dole to miziają się na balkonie bez górnej
części garderoby? – powiedział spokojnie jakby to była najnormalniejsza rzecz w
życiu. Ginny otworzyła usta ze zdziwienia.
- Że co?! – zapytała zdezorientowana i aż przystanęła z
wrażenia. To co usłyszała to był dla niej jakiś obłęd! Czego jeszcze nie wie o
Fredzie i oczywiście swojej przyjaciółce?
- Nie mówiła Ci? – Ginny pokręciła delikatnie głową nadal
niedowierzając słowom swojego brata.
- Chodź – ponaglił ją ręką w głąb galerii przy okazji
opowiadając jej wszystko co zastał na balkonie.
***
Hermiona i Fred szli przez jakiś kwadrans w ciszy. Jednak to
nie była niezręczna cisza. To była… hmm… dobra cisza. Wszystko sobie mogli
przemyśleć, coś postanowić. Niecodziennie rozmowa która miała być wyrafinowana
i spokojna prowadzi niemalże do seksu. Teraz dopiero każde z nich miało
prawdziwy mętlik w głowie.
- O, o, oo Fred, stój! – zawołała szatynka łapiąc go za
ramie i pokazując w stronę butiku. On spojrzał na nią pytająco nie rozumiejąc
aluzji.
- To jest mój ulubiony sklep z ubraniami! Potrzebuje…
sukienki! Tak, sukienki! Zaczynają się wakacje, a wraz z nimi wasze praktycznie
co tygodniowe imprezy, muszę mieć co ubrać! – wytłumaczyła patrząc na niego z
miną szczeniaka. Fred zacisnął wargi. Hermiona plus sukienka, podzielić przez
możliwość definicji „obcisła sukienka” i odjąć zakryte nogi przynajmniej do
połowy ud? To może się równać bardzo, ale to bardzo złym wynikiem dla niego.
- Zgoda. – odpowiedział wbrew sobie i patrzył jak dziewczyna
z uśmiechem biegnie do sklepu. Wiedział że nie zrobił dobrze i jedyne co miał
na swoje usprawiedliwienie, to to, że jest facetem. Szedł tak z rękami w
kieszeniach przez wystawy szukając gdzie poleciała jego zguba, aż jego oczy
przykuła dziewczyna stojąca kilka metrów od niego. Przyjrzał się jej z czystej
ciekawości. Miała ciemne, proste włosy średniej długości, jasną cerę, na której
nie było nawet jednego piega, na oko była wysoka i miała przeciętną figurę.
Zawzięcie szukała czegoś w ubraniach, aż spojrzała prosto na bliźniaka który
głupawo wpatrywał się w nią od kilku sekund. Zmarszczyła delikatnie brwi i
spłoszona schyliła głowę tłumiąc uśmiech. Fred zamrugał dwa razy i poszedł
przed siebie. To było bardzo dziwne.
Pewnie zagadał by do niej gdyby nie był w Hermionie…… no właśnie co? Zakochany?
Zauroczony nią? Sam nawet nie wiedział. Westchnął tylko i usiadł na kanapie
która stała naprzeciwko przebieralni. Hermiona podbiegła do niego.
- Dobra, rozejrzyj się tu może trochę… albo… nie wiem, rób
co uważasz, za 10 minut się tutaj widzimy, pomożesz mi wybrać co mam kupić. –
powiedziała z uśmiechem na twarzy a on kiwnął głową niezadowolony. Czyli za
dziesięć minut będzie się musiał powstrzymać żeby nie dać jej klapsa w tyłek
jakby to zrobił innej „koleżance” która prezentowałaby mu się w sukience. Chłopak
wstał z miejsca i zaczął bez celu chodzić po sklepie. Nawet się nie „rozglądał”
tak jak mu kazała Hermiona, wręcz przeciwnie, patrzył się nieobecnym wzrokiem i
co chwila wpadał na kogoś. Jedno małżeństwo wskazywało sobie go palcami,
twierdząc że jest naćpany. W końcu kiedy mu się znudziło takie krążenie i
wrócił do miejsca w którym miał czekać na dziewczyne. Z nudów postanowił
poprawić włosy w lustrze. Kiedy stanął przed trzema identycznymi
przebieralniami postanowił wybrać tą trzecią. Nie wiadomo z jakich powodów, po
prostu dlatego że jest Fredem. Bez zastanowienia odsunął parawan i wparował do
przebieralni, w której pech chciał że już ktoś był. Dziewczyna. Ciemne włosy.
Ładny uśmiech widziany z kilku metrów odległości. Bez koszulki.
- Wynocha! – pisnęła i go wypchnęła a rudzielec zaskoczony
prawie się przewrócił będąc już poza pomieszczeniem.
- Przepraszam! – krzyknął opierając się o ściane obok
przebieralni.
- Pieprz się, dupku! – odpowiedziała dziewczyna. Fred
zaśmiał się pod nosem. Miała charakterek.
- Byłbym dupkiem gdybym tam znowu wparował z głupim tekstem
„ups, tutaj nadal zajęte” – odszczekał się chłopak prowokując dziewczyne.
Zawsze uwielbiał je w taki sposób denerwować.
- Tylko tak zrobisz to nie usiądziesz na tyłku przez miesiąc
– zagroził mu głosik z przebieralni, a ten się znowu zaśmiał. Trwała
kilkusekundowa cisza.
- Fred.
- Co? – zapytała zaskoczona dziewczyna, słysząc jak chłopak
wymawia swoje imię.
- Właśnie Ci się przedstawiam kobieto, twoja kolej.
- I zamierzasz teraz tak ze mną rozmawiać, Freeed? – dała
nacisk na jego imię a potem westchnęła z rozbawienia tą sytuacją.
- A powiedz mi, rozmawiałaś tak kiedykolwiek z jakimś
chłopakiem? Stawiam że nie. – uśmiechał się sam do siebie. Nie wiedział
dlaczego miał wyrzuty sumienia przez to że z nią rozmawia. Jednak to przemyślał. Wzbudzi w Hermionie zazdrość, a poza tym nie miał ochoty na coś
więcej niż tylko zwykła znajomość z tą dziewczyną.
- Wystaw tutaj rękę. – poleciła nagle nieznajoma na co
chłopak otworzył szeroko oczy.
- Ale…
- No dalej. – ponagliła go. Zdezorientowany wsadził rękę za
parawan i czekał co się stanie. Nagle poczuł łaskotanie na nadgarstku co chwila
w innym miejscu.
- Już. – powiedziała a Fred wyciągnął delikatnie rękę, i
spojrzał na swój nadgarstek. Widniał tam koślawy napis „Madison” a pod tym
dziewięć cyfr.
- Zadzwoń do mnie kiedyś to się spotkamy w innych warunkach
niż przebieralnia w sklepie. – dziewczyna wyszła z pomieszczenia zakładając
torebkę przez ramię, i uśmiechnęła się do niego. Fred odwzajemnił uśmiech i
odprowadził ją wzrokiem. Wyszła ze sklepu. Fred chwile stał i zastanawiał się
nad tym zdarzeniem. A może nie powinien z nią flirtować, tylko grzecznie odejść
i poczekać na Hermione. „Przecież sama powiedziała że chce się ze mną tylko
przyjaźnić” obronił się w myśli. Gdy spostrzegł się że stoi i patrzy się na
wyjście od sklepu już jakąś minute jak obłąkany, pospiesznie usiadł na kanapie.
Hermiony nie było nadal, a rudzielcowi się strasznie nudziło. Czekając jeszcze
pięć minut na szatynke powoli zamykały mu się oczy gdy nagle coś zasłoniło mu
oczy, a potem poczuł ciepłe powietrze koło ucha.
- Tęskniłeś za mną? – zapytała cicho szatynka. Fred zamrugał
dwa razy.
- Jak na razie to najbardziej tęsknie za swoim domem, więc
się streszczaj, młoda – Hermiona prychnęła i usiadła obok chłopaka. W ręce
miała na oko trzy lub cztery sukienki które, jak twierdziła „koniecznie” były
jej potrzebne.
- Dobra, ja idę się przebrać, a Ty będziesz oceniał - uśmiechnęła się promiennie, chociaż Fred
dobrze wiedział że to nie jest szczery uśmiech. Dziewczyna robiła to specjalnie
żeby to on pierwszy przyznał że nie chce się z nią tylko przyjaźnić. Kiwnął
lekko głową dając jej pozornie znak że jest mu to obojętne i założył ręce na
piersiach. Czarownica weszła do przebieralni i nie minęło pięć minut kiedy z
niej wyszła. Fred zmierzył ją od góry do dołu. Miała na sobie białą,
rozkloszowaną sukienkę sięgającą do połowy ud. W pasie było lekkie zwężenie a
góra była na ramiączkach. Okręciła się dwa razy i spojrzała na chłopaka.
- I jak? – zapytała zadowolona podchodząc bliżej niego.
- Jest… dobrze – powiedział jak najspokojniej. To jeszcze
nie było dla niego wyzwanie. Dziewczyna wyglądała dla niego bardzo ładnie, ale
jak taki aniołek który był bardziej słodki niż wyzywający. Pierwsza próba
nieudana. Odetchnął z ulgą.
- Niee, zbyt dziecinnie – powiedziała oglądając siebie samą
w lustrze. – pójdę się przebrać w coś doroślejszego. – zalotnie do niego
mrugnęła i wróciła z powrotem do przebieralni. Fred zaczął nerwowo machać nogą
i czekał w czym tym razem wyskoczy ta mała złośnica. Chwile jej nie było po
czym wyszła w ciemno fioletowej, także rozkloszowanej sukience, lecz tym razem
bez ramiączek co bardzo podkreślało jej biust. Wyglądała zupełnie inaczej, na
pewno nie w negatywnym sensie.
- A teraz? – zapytała patrząc wyczekująco na chłopaka. Nie
uzyskała od razu odpowiedzi ponieważ ten zapatrzył się na jej figure.
– Halo. –
pomachała mu ręką przed twarzą. Natychmiast się ocknął.
- Jest jeszcze lepiej… - powiedział potakując głową zgodnie
z prawdą. Jeżeli ona pójdzie tak na jakąś imprezę którą na pewno jeszcze
zorganizują bliźniaki to na pewno będzie jego głównym obiektem obserwacyjnym.
Hermiona zaczęła przeglądać się w lustrze, a Fred w tym czasie rozejrzał się po
sklepie i coś przykuło jego uwagę. Jakiś chłopak, na oko w wieku rudzielca
przyglądał się szatynce uśmiechając się pod nosem. Fred zacisnął ze złości
zęby.
- Przebierz się. – powiedział oschle patrząc na nią.
Hermiona spojrzała zdziwiona.
- Co? Dlaczego?
- Przebierz się mówię. Wybierz coś innego. – nadal miał ten
sam ton patrząc jej ozięble w oczy. Na pewno jakiś mugol nie będzie ślinił się
na jej widok i myślał sobie Bóg wie co o niej. Po jego trupie.
- No dooobra – powiedziała podnosząc brew i wróciła do
przebieralni. Fred obrócił się do chłopaka który nadal wpatrywał się dziko w
miejsce w którym zniknęła brązowooka.
- Jeżeli rozbierasz ją właśnie wzrokiem to muszę Ci jednak
przeszkodzić, stary, bo ona ma już kogoś kto robi to nie tylko w swojej głowie
– powiedział patrząc się na niego złośliwie. Chłopak spojrzał zdziwiony i
schował ręce do kieszeni.
- No, no, zazdroszczę Ci, koleś, niezły masz towar –
powiedział mrugając przyjaźnie do niego. Fred już poddenerwowany wstał i
podszedł do chłopaka. Z bliska rudzielec okazał się dużo wyższy i bardziej
postawny od niego.
- Posłuchaj mnie – powiedział spokojnie co w zupełności nie
odzwierciedlało jego emocji. – Temu „niezłemu towaru” nie dorastasz do pięt
intelektualnie więc lepiej okaż trochę szacunku frajerze i jeszcze razu usłyszę taki tekst w jej stronę to porządnie wyłapiesz – powiedział patrząc na niego
ostrzegawczo. Chłopak zrobił się cały czerwony.
-Dobra, sorry, nie wiedziałem, już się zmywam stąd – szybko
uratował sytuacje i wyjął z kieszeni telefon udając że nagle musiał wyjść ze
sklepu. Fred pokręcił głową i wrócił na miejsce. Długo nie posiedział bo
usłyszał swoje imię dobiegające z przebieralni. Natychmiast ruszył wchodząc tam.
- Pomóż mi, nie mogę odpiąć zamka, cholera, zacięło się czy
co? – powiedziała tym razem bez podtekstu już widać poddenerwowana dziewczyna.
Zamek znajdował się na plecach i prowadził od łopatek po koniec kręgosłupa.
- Eee.. no jasne, czekaj – powiedział zakłopotany. Hermiona
odwróciła się do niego plecami, a on delikatnie odgarnął jej włosy. Nawet z
tyłu mu się podobała. Była taka drobna i niska. Jeszcze jej skóra która była
naturalnie lekko opalona tak do niej pasowała. Dopiero teraz się skapnął że ta
dziewczyna była jego ideałem. Najchętniej by teraz zrzucił z niej tą sukienke i
powrócił do sytuacji na balkonie. Dlatego więc szarpnął mocniej za zamek który
od razu zadziałał i dał mu dostęp do jej gładkich, nagich pleców. Złapał ją od
tyłu w pasie i zaczął całować po szyi. Potem obrócił ją przodem do siebie i
zajął się jej pełnymi ustami które zawsze były pogryzione przez to że szatynka
wiecznie przygryzała wargi. Jedną ręke oparł o ściane co zwiększyło mu dostęp
do jej twarzy i znowu napastował jej szyje. Drugą ręką natomiast dał na jej udo
delikatnie kierując się ku górze. Usłyszał ciche jęknięcie więc uśmiechnął się
sam do siebie i ręką zaczepił o tył jej majtek. Tym razem usłyszał swoje imie
co go jeszcze bardziej podniecało. Poczuł się tak, jakby to się nie działo
naprawdę i było jakieś dziwne i odległe. Coraz bardziej go pochłaniało.
- Fred! – krzyknęła Hermiona dalej stojąc obrócona tyłem i
nadal czekała aż ten idiota w końcu jej w czymś pomoże. Chłopak otworzył oczy i
się przeraził. Ona nadal czekała aż jej rozepnie sukienke, a wszystko co „się
stało” było tylko wytworem jego wyobraźni. Jak to możliwe że aż tak się
zatracił w jakiejś głupiej wizji i do tego stojąc na trzeźwo w przebieralni. Co
ona z nim robi, lub co on sam robi przez ostatnie tygodnie. Tym razem naprawdę
był przerażony.
- Już, już – powiedział spięty i bardzo, baaardzo powoli
rozpiął jej sukienke – zrobione. – ii zanim dziewczyna zdążyła mu coś
odpowiedzieć jak poparzony wyszedł z małego pomieszczenia.
- Kurwa. – przeklną po cichu cały roztrzęsiony. Nigdy żadna
dziewczyna aż do tego stopnia nie zawładnęła jego myślami. I to jeszcze w
momencie w którym powiedział jej że będzie jej przyjacielem i nic więcej.
Szybko pożałował tych słów. To najgłupsza rzecz jaką mógł jej powiedzieć. „Fred,
Ty idioto” – powiedział sobie w myśli i przeczesał ręką włosy z nerwów. Jeszcze
niedawno nie miał najmniejszej chęci wpadać w takie skomplikowane „sytuacje”
jak zakochanie. Inaczej patrzył na wszystkie sprawy, uważał że brak zobowiązań
oznacza szczęście. Jednak teraz zaczynało być zupełnie na odwrót. Czy dopóki
nie będzie jej miał całej i wyłącznie dla siebie to nie będzie szczęśliwy?
______________________________________________________________________
Jest i rozdział po bardzo długiej przerwie. Przepraszam że
jest krótki, chociaż może mi się tylko tak wydaje. Tak czy siak pisanie jego
zajęło mi trochę czasu ponieważ mam na głowie szkołe, oceny które uparcie chcę
mieć jak najlepsze zamiast sobie odpuścić. Jak wszystko będę miała już w normie
to będą się pojawiały rozdziały częściej. No i musimy w końcu dobić do tego 30
rozdziału, kochani! Na pewno podczas wakacji pojawi się ich o wiele więcej bo
czasu będzie aż za dużo! Pozdrawiam was serdecznie i dziękuję za wszystko.
~Maggie
sobota, 8 listopada 2014
Rozdział 19 „Oj, przepraszam, Granger.”
Rozdział 19 „Oj, przepraszam, Granger.”
- Obiad! - po Norze już trzeci raz rozległ się donośny
krzyk Molly Weasley.
Nie minęło 5 minut i wszyscy Weasleyowie wraz z Hermioną
stawili się na dole siadając na swoich miejscach. Diabli chcieli że Hermiona
siedziała akurat na przeciwko Freda, który od zejścia do kuchni nie obdarzył
jej chociażby jednym spojrzeniem chowając twarz we włosach.
- Jak wiecie
chłopcy, kara was nie ominie. - powiedziała pogodnie ruda kobieta podając
nastolatkom talerze z jedzeniem. Ginny i Hermiona spojrzały na siebie znacząco
uśmiechając się przy tym z triumfem.
- Więc tak, ze względu na to, że śmierciożercy uwzięli
się na naszą rodzinę, a potrzebujemy zakupów żywnościowych, wybierzecie się do
świata mugoli po potrzebne rzeczy. - powiedziała spokojnie. Fred pierwszy raz
odkąd pojawił się na obiedzie podniósł głowę. Hermiona stłumiła uśmiech
spoglądając ukradkiem na jego twarz. Wyglądał ślicznie. Tym razem to było
idealne określenie. Włosy miał jak zwykle delikatnie rozczochrane, zbuntowany
wyraz twarzy, i delikatne rumieńce na policzkach. Niczym mały chłopczyk który
się zdenerwował.
- Co? Mamo, zwariowałaś?! - zapytał z pretensją w głosie.
- Ty się gówniarzu ciesz że taką masz kare! Za wasz
występek powinnam wywalić was z domu! - krzyknęła patrząc wściekle na
rudzielca. - Przecież nie macie po pięć lat, dacie rade, dziewczynki pewnie
chętnie wam pomogą, a wiecie że Hermionka ma Londyn w jednym palcu.
- Znaczy....
- Taaak! - przerwała szatynce Ginny. - Zakupy w Londynie,
ekstra!
- Jedziemy. - stwierdziła niechętnie Hermiona. Kto wie,
być może to jest szansa na rozmowę z Fredem.
- Mamo, tylko że ja dzisiaj wracam do siebie. - odezwał
się Percy.
- Zdrajca! - krzyknęli podwójnie Fred i George a Ron
patrzył wściekle na brata.
- Dobrze Percy, ty jesteś dorosły. - stwierdziła pani
Weasley. Bracia tym razem się nie odezwali, bo już raz toczyli wojnę o
bezkarność Percy'ego, i przegrali.
- No to się
dogadaliśmy. – kobieta uśmiechnęła się do swoich dzieci.
***
Po obiedzie
George, Hermiona i Ginny poszli do ogrodu żeby ustalić co z wyjazdem.
- A może
pogadamy z waszą mamą żeby dała wam inną karę? – zapytała Hermiona. Nie miała
ochoty spędzić połowy dnia patrząc jak Ginny lata po mugolskich sklepach,
wkłada tysiąc rzeczy do koszyka, a na sam koniec bierze tylko trzy ze względu
na wysoką cenę.
- Co ty… jak
matka się na coś uprze to nie da się z nią pogadać – powiedział George
rozkładając się na ławce. Jego siostra widząc to szturchnęła go w kolana żeby
się posunął i usiadła obok.
- No ale Miona, prawie nigdy nie mamy okazji pojechać na
zakupy! – powiedziała z wyrzutem ruda a Hermiona westchnęła.
- Tyle że jedziemy przez to że jacyś idioci – spojrzała w
tym momencie na George’a, a ten się wyszczerzył – postanowili zrobić imprezę
- A gdyby jakaś małolata nas nie wkopała to by nie było
tematu – odpowiedział rudzielec za to oberwał od Ginny w ramię.
- Yhhh, dobra, jedziemy o 16 – powiedziała zrezygnowana i
usiadła na ziemi opierając się plecami o nogi przyjaciółki. Z daleka zauważyli
biegnącego w ich stronę Freda. Po jego minie było widać że jest ostro wkurzony.
- GDZIE JEST TEN SZMACIARZ?! – warknął gdy dobiegł do
rodzeństwa.
- Że kto? – zapytała Ginny patrząc zdziwiona na brata.
- Ron! – klatka piersiowa Freda poruszała się z podwójną
szybkością, pewnie to przez bieg, albo po prostu ze złości – wiecie co zrobił!?
Poszedł się podlizać mamie, że jest taki poszkodowany, że to my go namawialiśmy
do wszystkiego i mu mama pozwoliła zostać pomagać jej w domu!
- CO?! – George wstał oburzony – o nie, nie, nie, tak być
nie może!
- Chłopaki, dajcie sobie spokój! – krzyknęła Hermiona a
bracia spojrzeli na nią zrezygnowali. Chwilę ciszy przerwała Ginny widząc
niezadowolenie bliźniaków.
- A nie pomyśleliście o tym że mama nie da mu spokoju
tutaj, a wy przynajmniej odpoczniecie od domu?
- Ale… - odezwał się Fred.
- Jak Ron nie jedzie to nie jedzie i koniec! – wydarła
się na niego szatynka a on ją zmierzył wielce oburzony. „Od kiedy ona tak broni
tego gówniarza?” – pomyślał zazdrosny bliźniak.
- No dobra, teraz tylko kwestia transportu –powiedziała
Ginny odgarniając płomienno rude włosy za ramię.
- Możemy pojechać samochodem… - zaproponował cicho Fred
chowając głowę. Wiedział że jest na przegranej pozycji bo Hermiona jest na tyle
zarozumiała że stwierdzi że „ktoś taki jak on pewnie nie potrafi prowadzić”. A
to „pewnie” zostanie tylko zwykłym,
wiecznym, upierdliwym „pewnie” mówiącym
tak naprawdę o tym że tylko jej się tak wydaję lub robi mu na złość. Ostatnio
często robiła mu na złość.
- Odpada. – skwitowała to wszystko. No „pewnie”.
- Ale dlaczego!? – krzyknął rudzielec niczym mały
chłopiec którym mentalnie był.
- Ty i prowadzenie, już to widzę, albo pourywa nam głowy
albo w najlepszym wypadku dostaniemy w cholerę drogi mandat.
- Potrafię prowadzić! – szybko się zaparł i spojrzał na
nią z wyrzutem.
- To prawda, nie raz jeździł gdzieś jeepem taty. –
odezwała się Ginny. Pan Weasley posiadał kiedyś dwa auta (aktualnie jedno,
miętowy ford nadal żyję w Zakazanym Lesie) z których jedno było nagrodą za
awans od samego Knota. Miał do wyboru jeszcze nagrodę pieniężną lecz jego
obsesja na punkcie mugoli była zbyt silna aby oprzeć się majsterkowaniu przy
całkiem sprawnym czarnym jeepie sportowym. Gdy pani Weasley się o tym
dowiedziała to przez tydzień zamiast w ich wspólnej sypialni spała na kanapie i
celowo przesalała mężowi obiady.
- Akurat w to nie wątpię. Pewnie nie raz wywoził gdzieś
swoje panienki i na parkingu w lesie robił z nimi nieprzyzwoite rzeczy. –
Hermiona nie mogła powstrzymać się od złośliwego komentarza.
- Uważaj Granger, żebym ciebie czasami gdzieś nie wywiózł
– odegrał się bliźniak mierząc ją znacząco. Hermiona prychnęła. Minęło zaledwie
kilka godzin a on już oswoił się z myślą że niedawno siedział sobie na balkonie
i rozbierał niedotykalską Granger. Dziewczyna tym bardziej dzisiaj będzie
robiła mu na złość.
- Ej, ej, ej, darujcie sobie, nie każdego interesuje
intymne życie Freda, ja będę prowadził, jestem najstarszy z was wszystkich,
koniec kropka. – skwitował wszystko George. O dziwo nikt nie zgłosił sprzeciwu.
Ginny było obojętne, Fred nie miał zamiaru kłócić się z kolejnym bratem, a
Hermiona na myśl że miałaby męczyć się z proszkiem Fiuu, już wolała pozwolić temu bliźniakowi na
dowiezienie ich w miarę bezpiecznie do miasta. Jednak za chwilę otworzyła oczy
ze zdziwienia.
- George! Co ty pijesz?! – zapytała wstrząśnięta. Nie
wiadomo kiedy i skąd w ręku George’a spoczęła szklana butelka. Hermionie opadły
ręce z rozgoryczenia.
- Hermionka, no co ty, przecież to tylko piwo kremowe,
nie denerwuj już się – próbował załagodzić George lecz dziewczyna kiwnęła tylko
głową, co znaczyło to żeby lepiej już nic nie mówił. Spojrzała na Freda. Nawet
nie wiedziała że ten intensywnie się w nią wpatruję szukając odpowiedzi.
- Niech ci będzie. Tylko zatankuj. – powiedziała
rozżalona i zmierzyła George’a siarczystym wzrokiem na co ten zrobił
przepraszającą minę.
- No to tak, chłopaki idą szykować samochód, a my z
Mionką idziemy się trochę upiększyć – zaćwierkotała Ginny i pociągnęła
przyjaciółkę w stronę domu. Chłopaki natomiast zostali na ławce.
- Chcesz? – zapytał starszy bliźniak podając piwo bratu.
Ten jednak spojrzał na niego ze zdenerwowaniem.
- Zwariowałeś? Mam prowadzić po pijaku? – zapytał
retorycznie.
- Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało… - odpowiedział
George odkładając butelkę. Wiedział że Fred będzie się teraz pilnował jak głupi
żeby jak najlepiej wypaść przed szatynką.
- Tym razem nie chcę wszystkiego spieprzyć, rozumiesz?
- Oj, przepraszam, Granger.
- Spierdalaj. – skwitował to jego brat na co bliźniak
zaśmiał się idiotycznie.
- Oooo, widzę że ktoś tu się zakochał….
- No i co z tego? – Fred pierwszy raz przyznał się bratu
że coś do Hermiony czuję. –Tak, podoba mi się Hermiona, więc proszę cię George,
dzisiaj mamy się zachowywać grzecznie, oczywiście w miarę naszych możliwości
aktorskich, i bez żadnych żałosnych i
perwersyjnych komentarzy, bo ci łeb urwe, jasne?
- Jak słońce, kochaneczku. – odpowiedział George
złośliwie naśladując ich matkę. Trochę się zezłościł kiedy nazwał jego świetne
żarty „żałosnymi i perwersyjnymi”,
jednak nie chciał się już z nim o to kłócić, wystarczy mu już to że się
wkopał w romans z Hermioną. A znając jego zachowanie, tak samo jak i jej,
wątpił że tak łatwo dojdą do porozumienia. Jego bliźniak będzie musiał się
naprawdę postarać. A on mu w tym bez wątpienia pomoże.
***
- Cholera – George po raz setny spojrzał na swój czarny
zegarek na nadgarstku. Minęło już dziesięć minut po szesnastej, a dziewczyn jak
nie było tak nie ma. Fred w tym momencie z głośnym warkotem wyjechał z garażu
samochodem którym mieli dotrzeć do Londynu. Gdy już zaparkował George znowu
nerwowo spojrzał na godzinę.
- Możesz iść i powiedzieć tej swojej panience żeby się
sprężała? – zapytał złośliwie.
- No bo to akurat Hermiona opóźnia cały wyjazd. Pewnie
Ginny musi sobie nałożyć kolejną niepotrzebną tonę makijażu – wytłumaczył się
wychodząc z auta. Chciał jeszcze dodać żeby przestał nazywać gryfonki jego
panienką, ale w gruncie rzeczy podobało mu się to że George wie że Miona jest
zaklepana. Znał przecież swojego brata, był praktycznie taki sam, wiedział że
gdyby mu nie powiedział o tym że coś do niej czuje to by na pewno ciągle do
niej zarywał. A tego rudzielec by nie zniósł.
- Na miłość boską, co z tymi dziewczynami!? – krzyknął
George kopiąc niespokojnie trawę.
Godzina? 16:14. A czarownice nadal siedzą w
pokoju.
- Wyluuuuzuj. – powiedział Fred opierając się o auto i
chowając przy tym ręce do kieszeni. – Im dłużej się szykuję tym mniej będziemy
musieli tam siedzieć. – George tylko kiwnął głową. Tak czy siak nadal
denerwowało go to, że jego siostra nigdy nie może się wyrobić na czas.
- Idę po nie. – powiedział starszy bliźniak. Fred szybko
do niego podbiegł i położył mu rękę na klatce piersiowej zatrzymując go.
- Lepiej nie, ja po nie pójdę, bo znając nas, to pewnie
coś palniesz, i księżniczki się obrażą. – George westchnął tylko a Fred
poleciał do domu. Wspinając się po schodach przeskakiwał co dwa stopnie żeby
szybciej dotrzeć do pokoju dziewczyn. Chciał na początku zapukać ale sądził że
szybciej będzie jak tam wpadnie, szybko i „grzecznie” je upomni, po czym wróci
do bliźniaka bez wysłuchiwania zażaleń od dziewczyn. Tak więc pociągnął
gwałtownie za klamkę. Jednak jak zwykle pech chciał że w tej samej chwili
gryfonki miały zamiar wyjść z pokoju. A na dodatek otwierającą drzwi był nie
kto inny jak Hermiona Granger, jeszcze lepiej. W rezultacie dziewczyna się
potknęła i wpadła w ramiona rudzielca. Jednak ten nie spodziewał się że będzie
musiał zagrać rycerza ratującego księżniczkę w opałach więc runął razem z
szatynką na podłogę.
- Ałłłł – jęknęła dziewczyna i podniosła głowę. Dopiero
teraz spostrzegła się że bliźniak ma głowę dokładnie na jej dekolcie który
dzisiaj wyjątkowo dużo odsłaniał (oczywiście „wyjątkowo dużo” jakby mierząc
znaczenie tych słów u Hermiony Granger). Szybko od niego odskoczyła i poprawiła
koszulkę. Fred po chwili także wstał. Nawet nie wiedział kiedy czarownica z
całej siły pacnęła go w głowę.
- A to za co!? – krzyknął przerażony pocierając głowę.
Nie dość że ją uratował przed zbyt bliskim kontaktem z podłogą, to jeszcze za
to oberwał. Pięknie.
- Ty wstydu nie masz, Weasley! – odpowiedziała mu
Hermiona grożąc palcem przed twarzą.
- No jasne! Bo to na pewno moja wina że postanowiłaś
sobie polecieć cyckami na moją twarz!
- Hermiona otworzyła buzię z oburzenia. Jak on jej
dzisiaj działał na nerwy to była po prostu poezja!
- Ty bezczelny dupku! – rudzielec znowu dostał w głowę,
lecz tym razem wiedział że mu się należało, więc tylko schylił głowę tłumiąc
śmiech.
- Musisz tak częściej się potykać. – dodał jeszcze gdy
schodził po schodach, będąc na bezpiecznej odległości od wrednych rączek
Hermiony.
- Jak ja ci zaraz… - dziewczyna już startowała żeby
pobiec za rudzielcem i mu przemówić do rozsądku lecz przyjaciółka ją
zatrzymała.
- Spokojnie, słonko, nie widzisz że on cię prowokuje? To
tylko końskie zaloty, nie daj mu się tak łatwo, olewaj go, to da sobie spokój –
słowa rudej ją przekonały, więc tylko odetchnęła z ulgą, ułożyła włosy, i
obydwie z gracją zeszły na dół.
Gdy wyszły na
podwórko George nadal stał oparty o samochód. Zobaczywszy je gwizdnął na tyle
głośno by to usłyszały. Zmierzył obydwie nastolatki. Rzeczywiście, wyglądały
zjawiskowo. Ginny miała na sobie czarne, przylegające leginsy, do tego białe
obcasy, i białą, delikatnie prześwitującą koszulkę która idealnie wyglądała z
czarnym stanikiem. Hermiona natomiast miała białe trampki do kostek, piękną,
dziewczęcą spódnicę w kwiatki do połowy ud, i czarną przylegającą koszulkę
która była średniej długości, więc delikatnie odsłaniała jej kawałek brzucha.
Tym razem nie bawiła się w prostowanie włosów, tylko ułożyła je tak, by
układały się w fale. George przez chwilę pożałował tego że nie jest na miejscu
Freda. Jednak szybko mu to przeszło przypominając sobie o jej wymaganiach co do
chłopaków.
- Warto było czekać, dziewczyny. Przynajmniej nie jest
wstyd się z wami pokazać. – powiedział uśmiechając się złośliwie do swojej
siostry. Ta zmierzyła go tylko z pogardą.
- Wy macie szczęście że potraficie się ubrać do ludzi.
Bałam się że będę musiała wam zrobić kontrolę ubioru. – Co do wyglądu chłopaków
też było na czym oko zawiesić. George ubrał flanelową, czerwono granatową
koszulę podwijaną do łokci i dżinsowe spodenki do kolan, natomiast Fred z nie
wiadomo jakich powodów stwierdził że mu będzie zimno, więc ubrał białą
koszulkę, na tyle obcisłą, by odznaczały się na niej wszystkie jego walory i do
tego czarną, zapinaną bluzę z kapturem, z białymi sznurkami i zamkiem. No
nogach natomiast miał granatowe, w miarę luźne rurki, które Ginny kazała mu
założyć kiedy mijali się w łazience. Włosy jak zwykle mieli rude i
rozczochrane, jakżeby inaczej. Fred nudząc się sam w samochodzie postanowił
wyjść i oprzeć się o samochód tak jak brat.
- No to jedziemy! – krzyknęła podekscytowana ruda po czym
wskoczyła na tylne siedzenie. Nie minęła minuta kiedy już wyskoczyła z niego
jak poparzona. – Torebka! – przeraziła się i pobiegła do domu. George zaśmiał
się pod nosem i obszedł auto dookoła aby również zając miejsce z tyłu. Fred
chwile stał w milczeniu z rękami w kieszeniach przyglądając się dziewczynie z
delikatnym uśmieszkiem. Ta założyła ręce na piersiach a na jej twarzy ukazał
się grymas niezadowolenia.
- Co? – zapytała wkurzona. Ten wzruszył ramionami i
zmierzył ją wzrokiem.
„Cholera. Wygląda ślicznie.”
Po chwili dziewczyna tylko pokręciła głową i już chciała
odejść kiedy rudzielec złapał ją delikatnie za nadgarstek. Obróciła się szybko
patrząc na niego pytająco.
- Ładnie wyglądasz. – powiedział cicho i wszedł do
samochodu. Hermiona zmarszczyła brwi. Co to miało znaczyć? Nie wiedziała że ten
chłopak jest aż tak skomplikowany.
Gdy Ginny wróciła
obie wsiadły do auta, Hermiona z przodu, a ruda z tyłu.
- Tylko błagam, nie zabij nas, Fred. – powiedziała
spokojnie Hermiona zapinając pasy.
- Ooo, pamiętasz jak mam w ogóle na imię? – zapytał
złośliwie rudzielec. Od rana słyszał od niej tylko przezwiska takie jak
bezczelny dupku lub idioto, a w najlepszym wypadku Weasley. Nie to żeby mu się
nie podobało bycie dupkiem czy po prostu Weasley’em, ale dobrze było w końcu
usłyszeć swoje imię z jej ust. Hermione przewróciła oczyma nie chcąc
kontynuacji kłótni. Po prostu spojrzała się w szybę udając że jakiś widok ją
zaciekawił. Fred odpalił auto a dziewczyna przygryzła wargę. Teraz dopiero
czeka ją piekło.
***
Wyjechanie z terenu który osiedlali praktycznie sami
czarodzieje minęło im szybko, ponieważ chłopcy znali pełno skrótów magicznych
które zaprowadziły ich na główną autostradę prowadzącą do Londynu. Z Fredem o
dziwo jechało się nieprzyjemnie, jednak bezpiecznie . Hermione wkurzało tylko
to, że jechał tak szybko, jakby go nie obowiązywały żadne przepisy. Cholerny,
zadufany w sobie czarodziej. Raz tak mocno zahamował że szatynka ze strachu
złapała go nadgarstek, na co ten uśmiechnął się pod nosem. Gdy dziewczyna to
zobaczyła szybko puściła jego rękę i znowu spojrzała w okno obiecując sobie w głowie
że już nigdy nie uda mu się przestraszyć ją do tego stopnia że będzie
potrzebowała jego wsparcia.
Z małą pomocą Hermiony zdołali w końcu dojechać do jej
ulubionej galerii. Jak była mała często przychodziła tu z rodzicami na zakupy.
Kiedyś ten budynek wydawał jej się taki wielki, jednak teraz, gdy miała już
szesnaście lat nie robił na niej takiego wrażenia. Oczywiście miło było
zobaczyć coś, co chociaż w małym stopniu jest częścią jej dzieciństwa, jednak
teraz myślała tylko o tym żeby kupić każdy produkt z listy którą powierzyła im
pani Weasley. Cała czwórka usiadła na ławce w galerii.
- Dobra, proponuje się rozdzielić, ja z Ginny, ty z
Fredem, macie połowę listy – powiedział definitywnie George, przedzierając
kartkę z potrzebnymi produktami które wypisała pani Weasley i podając jedną
stronę Fredowi.
- Dlaczego tak!? – oburzyła się Hermiona. Nie dość że
cały dzień działał jej na nerwy to jeszcze ma się z nim szlajać po sklepach? O
na pewno nie.
- Bo ani ty, ani Fred nie przypilnujecie Ginny tak dobrze
jak ja, żeby nie wyprysnęła kupować ubrania. – skwitował rudy. Fred spojrzał na
niego z politowaniem.
- Długo myślałeś nad tym argumentem, czy to pierwsze co
ci przyszło do tej głupiej głowy? – zapytał złośliwie na co drugi bliźniak
uderzył go łokciem w bok. Nastała niezręczna cisza, więc szatynka miała chwilę
by to wszystko przemyśleć. A może w końcu wszystko z nim sobie wyjaśni?
Ostatnim razem ich „rozmowa” była nieudana, a tym razem już by do tego nie
doszło. Tylko co ona mu powie? Raz chciałaby po prostu do niego podejść i go
przytulić, jednak częściej wolałaby go udusić. Działał jej tak straszliwie na
nerwy… jednak tylko jak się na nią spojrzał, uśmiechnął, pokazywał jaki jest
naprawdę, kochała jego spontaniczność i dziecinność, bo wtedy był sobą, i to go
do niej ciągnęło. A może udałoby się jej go zmienić? Wiadomo przecież, że nie
liczyła by na jakiś cud, bo Fred przestałby być Fredem, jednak ustawiłaby go
trochę do pionu, zrobiłaby coś z jego pijaństwem i roztrzepaniem. Tylko czy
warto jest się na to pisać?
- Dobra, chodź. – powiedziała nagle ciągnąc rudzielca za
ramię. Ten mrugnął zdziwiony dwa razy nie wiedząc o co chodzi i powlókł się za
szatynką. Obrócił się na chwilę do tyłu. George i Ginny patrzyli na nich
uśmiechnięci, jakby widzieli własne dzieci bawiące się w piaskownicy. Po chwili
jednak brat i siostra odeszli w drugą stronę pokazując to na kartkę, to gdzieś
w dal ustalając kierunek. Hermiona puściła chłopaka i założyła ręce na
piersiach nie odzywając się. Fred schował ręce w kieszeniach od spodni.
- No i co tak milczysz? – zapytała w końcu spoglądając na
niego.
- Co? – odpowiedział i też spojrzał na dziewczynę po czym
zmarszczył brwi. Nagle obydwoje wybuchli śmiechem. To było tak bezsensowne że
aż śmieszne.
- O co ci chodzi? – zapytała próbując powstrzymać śmiech.
Pierwszy raz chyba tak bardzo śmieszyło ją zwykłe „Co?” chłopaka.
- To ty się śmiejesz! – odpowiedział jej uśmiechając się
szeroko. Przez chwilę jeszcze się śmiali, po czym Hermiona przybrała
poważniejszej miny.
- Więc?
- Więc…? –
- No… no co z nami? – zapytała w końcu wprost. Dlaczego
to ona zawsze musi zaczynać taką rozmowę? Ech. Chłopak wzruszył tylko ramionami
jakby nic go nie obchodziło. Hermiona się zezłościła.
- Fred! Przestań mnie olewać! – krzyknęła. Znowu to samo.
Znowu on ucieka od tego tematu.
- Chyba wiesz co ja o tym wszystkim sądzę.
- Fred… - zaczęła uśmiechając się. – zakochałeś się we
mnie?… Mój Boże, ty naprawdę się we mnie zakochałeś!
- Co?! N.. nieee, po prostu jesteś dziewczyną… no ładną
dziewczyną, i tak jakoś wpadamy na siebie… - chłopak podrapał się po głowię.
Nie może przecież jej się przyznać!
- I tylko dlatego przychodzisz do mnie po pijaku,
całujesz bez pozwolenia, wkurza cię gdy bronie Rona, całujesz mnie bez
pozwolenia… właściwie, głównie mnie całujesz bez pozwolenia! – powiedziała, a
rudzielec spojrzał w inną stronę. Być może i mu się podobała, ale na pewno się
w niej nie zakochał! To w nim zazwyczaj zakochiwały się dziewczyny a nie na
odwrót!
- Zakochałeś się…..
- A może to ty się zakochałaś, hm? Jakoś nie broniłaś się
specjalnie kiedy ściągałem z ciebie ubrania. – Hermionie uśmiech spełzł z twarzy
a policzki się poczerwieniały. Jednak postanowiła to inaczej wszystko rozegrać.
- No tak, podobasz mi się Fred, wiesz ile jest takich
chłopaków którzy mi się podobają? Jak nie ty, to inny, proste, skoro nie chcesz
mnie to trudno… ech, bądźmy przyjaciółmi, hm, George’owi nadal się podoba Katie
Bell? Błagam, powiedz że nie…
- Hermiona… - powiedział cicho. Z jednej strony chciał
jej wykrzyczeć jak bardzo mu na niej zależy, a z drugiej.. hmm… podobało mu się
że próbuje wzbudzić w nim zazdrość. Aż taki głupi nie był, żeby nie zauważyć że
zrobiła to specjalnie.
- Wiesz, nie wiem, pewnie tak, odpuścił sobie ciebie, gdy
mu powiedziałaś że jesteś moją dziewczyną. A no właśnie, skoro nią jesteś, to
weź się zachowuj jakoś, chociaż udawaj lojalną…
- Jestem twoją dziewczyną? To w takim razie zrywam z
tobą. – powiedziała patrząc na niego spokojnie. No nieźle. Czyli zdążył
nacieszyć się ją (Chociaż nawet o tym nie wiedział) przez kilka godzin.
- Okej. Przyjaciele. – uśmiechnął się. Za ten tekst
chętnie by trzasnął się w twarz.
- Przyjaciele. – odwzajemniła uśmiech i przytuliła się do
chłopaka. Fred delikatnie objął ją ramionami i czuł jak oddycha. Boże, było mu
tak cudownie. Dziewczyna na niego spojrzała.
- Przyjaciele tak robią? – zapytał złośliwie, na co
dziewczyna skinęła głową. – A tak? – zapytał odgarniając jej delikatnie włosy.
- To już mi podjeżdża zakochaniem Fred… - Hermiona
uśmiechnęła się do niego triumfująco.
- To czemu mi na to pozwalasz, Miona? – zapytał kąśliwie,
na co dziewczyna podniosła jedną brew.
- Ostatni raz ci na to pozwoliłam. Przyjaciele na sto
procent. Nic więcej. – opowiedziała marszcząc złowieszczo brwi.
- Przyjaciele na procent wyżej bardziej mi odpowiada. –
powiedział przysuwając swoją twarz do jej twarzy. Tutaj go ma. Gdy ich usta
dzieliły minimetry dziewczyna się odsunęła.
- Jak już mówiłam. - powiedziała jak gdyby nigdy nic. –
przyjaciele na sto procent i ani procenta wyżej. – wydostała się z jego objęć i
zostawiła go w tyle. Fred odgarnął włosy. Czy ona właśnie go sprowokowała?
Zaklął pod nosem i poszedł za nią. Już żałował „przyjaźni” z Hermioną. A
najgorsze jest to, że to dopiero początek jej działań.
„Jej się jeszcze odechce tej przyjaźni.” – pomyślał.
***
Jest rozdział? Jest rozdział. Więc kochane czytelniczki,
przestańcie wyklinać na mnie w myślach, i zabijać mój blog wzrokiem. Napijcie
się czegoś słodkiego i spokojnie czekajcie na następny rozdział. Wasza kochająca
i beznadziejna autorka Fremione. Kocham was, głupki. <3
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Rozdział 18 „Pozwól braciszku że ja ocenie jak to wygląda”
Rozdział 18 „Pozwól braciszku że ja ocenie
jak to wygląda”
Hermiona była wstrząśnięta słowami przyjaciółki. Myślała że
to tylko ona tak nakręca się na wielką miłość, a rudzielec traktował to jako
zwykłą, wakacyjną przygodę. To w końcu Fred Weasley, który zmienia dziewczyny
jak rękawiczki.
Gryfonka się zamyśliła. A może to prawda? Może tym razem
chodzi mu o coś więcej niż tylko zabawe? Może Fred wydoroślał? "Przed
chwilą pokazał ci jaki jest dorosły" odezwał się w jej głowie rozsądek.
Ani w te, ani we te, dziewczyna tak na prawdę guzik wiedziała o swojej relacji
z Fredem, a tym bardziej o jego uczuciach.
- Halo, ziemia! - Ginny pstryknęła palcami przed jej oczyma.
Natychmiast się wzdrygnęła. Podniosła jedną brew niedowierzając rudej.
- Miona, myślisz że sobie żartuje? - zapytała. Hermiona
roześmiała się.
- No proszę cię, Fredowi się co chwila jakaś podoba -
powiedziała udając wyluzowanie.
- Ale ty nie jesteś "jakaś" - ruda uśmiechnęła się
do niej. - Jesteś inna niż wszystkie jego lakierowe niunie, które po pierwszej
randce dają się przelecieć. Miona, jesteś wyzwaniem dla mojego brata.
- Ginny, mi nie marzy się być dla kogoś wyzwaniem. -
Hermiona westchnęła i usiadła na łóżku po turecku.
- I to go właśnie w tobie kręci! - Ginny z podekscytowania
zaczęła zataczać kółka, od drzwi do okna. - Podoba mu się twoja
nieskazitelność, prawidłowość, Fred zawsze potrzebował dziewczyny która nauczy
go poukładania, a w nagrode da buziaka.
- Gin, za dużo się filmów naoglądałaś. - szatynka wstała. -
jeżeli on ma wobec mnie jakiś chory plan to ja mu go
pokrzyżuje. Nie zamierzam być czyimś celem. - Wyszła z pokoju. Teraz dopiero
miała całkowicie namieszane w głowie.
Czy to on potrzebuje jej, czy
raczej ona jego. Wszystkie myśli skumulowały jej się w głowie. Czuła, że zaraz
wybuchnie jak nie wyjaśni z nim tej całej sytuacji. Wychodząc z pokoju miała
zamiar iść na dół, jednak zawróciła i udała się do sypialni bliźniaków. Musi mu
powiedzieć o tym, że nie czuje się winna za wczorajszą noc i dzisiejszy
poranek, a wręcz przeciwnie. Chciałaby usłyszeć przeprosiny. Kiedy była przed
drzwiami do pokoju chłopaków westchnęła jeszcze i cichutko zapukała.
- Włazić! - usłyszała krzyk George'a.
Fred miał troche głębszy i bardziej zachrypnięty. Weszła do środka. Na swoim
łóżku siedział bliźniak podrzucając replike złotego znicza, a na łóżku Freda
siedział Ron.
- Cześć chłopaki, nie wiecie gdzie
jest może Fred?
- A co? - odezwał się pierwszy
George. - Chcesz go znowu dusić poduszką?
- Słucham?! - oburzyła się a
George zarechotał złośliwie.
- Fred nam wszystko powiedział!
Najpierw jak spał próbowałaś go udusić, a poten wygadałaś mamie o imprezie! -
powiedział z wyrzutem Ron. Hermiona nie wierzyła w to co słyszy.
- Co?! - fuknęła. - Kto wam takich
bzdur naopowiadał? On?!
- Ty lepiej już nie próbuj się
bronić! Będziemy mieć przerąbane przez ciebie! - młodszy rudzielec nadal
patrzył na nią pretensjonalnie, a George aż dusił się ze śmiechu. Hermiona pod
wpływem emocji podeszła wściekle do bliźniaka, wyrwała piłeczke z ręki i z
całym impetem cisnęła mu ją w czoło.
- PRZESTAŃ SIĘ ZE MNIE NABIJAĆ!
-krzyknęła, lecz ten spojrzał tylko na nią podnosząc jedną brew.
- Mam powiedzieć ała czy co? - zapytał
złośliwie. Hermiona zacisnęła z nerwów zęby i złapała George'a za koszulke.
- Gdzie... jest... twoja...
idiotyczna... kopia? - zapytała przez zęby dając nacisk na słowo
"idiotyczna".
- A jak ci nie powiem to mnie
udusisz poduszką? - powiedział uśmiechając się szeroko. Tak, jedną z
najgorszych cech Freda i George'a było to, że niczego się nie boją.
- Yhh... kretyni. - puściła
bliźniaka. Gdy wychodziła z pokoju podniosła znicza z podłogi i rzuciła nim w
Rona. A co tam. Jemu też się należy.
Dziewczyna wyszła z
pokoju, a w głowie miała tylko jedno. ZNALEŹĆ FREDA. Teraz tym bardziej powinna
mu wbić do tego rudego łba że nie będzie mu uchodziło wszystko na sucho.
Skierowała się w stronę schodów. Gdy była już na drugim stopniu przystanęła.
Zły pomysł, jak pani Weasley ją zobaczy to albo zagada, albo zagoni do pracy.
Cichutko wróciła żeby przypadkiem nie skrzypnąć zbyt
donośnie, i automatycznie poszła do wspólnego pokoju jej i Ginny. Gdy weszła do
środka ruda nadal tam siedziała malując rzęsy.
- A ty nie miałaś
przypadkiem szukać Freda? - zapytała widząc jak Miona wchodzi do sypialni.
-Taak, problem w tym że nie wiem nawet gdzie tego głupka
szukać. - powiedziała z goryczą. - Nawet ja ci nie pomoge, Fred ma pełno swoich
zakamarków. - Ginny wróciła do malowania, a szatynka podeszła zażenowana do
okna, a że z nerwów zrobiło jej się duszno to je otworzyła.
Patrząc w pole oparła ręce o parapet, i oparła głowę na
zewnętrznej stronie nadgarstków. Była ciekawa ile jeszcze będzie dzisiaj takich
idiotycznych sytuacji. Miała dość tego dziwnego poranka. Gdy tak myślała nagle
na wierzchu dłoni poczuła delikatne łaskotanie. Spojrzała odruchowo na ręke. To
dziwne, bo ujrzała na niej jakiś szaro biały, miejscami czarny proszek który
był bardzo ciepły. Zanim zdążyła zamrugać dwa razy tym razem na przedramieniu
poczuła to samo. Zdenerwowana spojrzała w górę. Zobaczyła tam kilka desek wystających z poza
ściany domu. "Balkon!?" - zdziwiła się. Rzadko bywała na drugim
piętrze Nory, a tym bardziej nie patrzyła często w górę otwierając
to okno. Spojrzała znowu. Tym razem przyjrzała się dokładniej i spostrzegła że
z balkonu wystają dwie ręce z czego w jednej jest papieros.
Natychmiast się zerwała z miejsca. To musi
być on, musi. Bez słowa wybiegła z pokoju i wspięła się piętro wyżej
przeskakując co drugi stopień. Szybko zgadła który pokój jest dokładnie pod
wspólną sypialnią z Ginny i nie robiąc większych ceregieli po prostu weszła do
środka.
Pokój
był średniej wielkości, ściany były pokryte liliową farbą, gdzie nie gdzie
wisiały jakieś obrazy. Po lewej stronie pokoju stała duża, rozkładana kanapa w
kwiatowym wzorze z drewnianymi wstawkami a po drugiej mieściła się mała szafa
na ubrania w tym samym kolorze co wstawki w sofie. Do tego na środku panelowej
podłogi leżał puchaty dywan w odważnym, miętowym kolorze. Ogólnie pokój był
uroczy, a można było się domyślić że był to pokój gościnny. Gdy gryfonka
obejrzała już całe wnętrze spojrzała do przodu. Wejście na balkon było ogromne
i przeszklone. Już z daleka można było zauważyć że stoi tam chłopak szczupły w
pasie, z szerokimi ramionami i rozczochraną rudą czupryną. Hermiona podeszła do
wejścia na balkon i głośno chrząknęła. Fred natychmiast odwrócił głowę
wypuszczając leniwie szary dym z ust. Dziewczyna podniosła jedną brew. Rudzielec
miał na nogach szare dresy zwężane w łydkach z białymi sznurkami. Górę
natomiast miał znowu nagą bezczelnie prezentując opalony tors. Miona zaczynała
się zastanawiać, czy on w naturze ma już to że ciągle się rozbiera.
- Miałem nadzieje że mnie tu nie znajdziesz.
A jednak. Właź. - Machnął głową na znak że ma wejść. Bez słowa przekroczyła
próg balkonu cały czas patrząc obrażoną miną na rudzielca. On natomiast nie
bardzo się tym zląkł, bo Hermiona przypominała mu bardziej dziewczynkę która
patrzy złowrogo na mamę która nie chce jej kupić czekoladowej żaby.
-
Tak w ogóle to skąd wie...
- Ty palisz papierosy?! - przerwała mu
wybuchając pretensjonalnie. O ilu złych nawykach Freda jeszcze nie wiedziała?
- Właściwie to tylko w połowie.
Zmieszaliśmy z George'em kilka składników, substancji oraz smaków i dodaliśmy
do tego tytoń. O niebo lepsze. - powiedział znowu zaciągając się papierosem.
Hermiona wywróciła oczami.
- Nie obchodzi mnie co wy tam
zmieszaliście. Mówię co widzę, a widzę tylko wstrętną fajkę w twojej ręce. To
jest złe i potem...
- Tak, tak... Skończyłaś już? - Przerwał
jej uśmiechając się uroczo. Dziewczyna z nerwów zacisnęła pięści.
- Wiesz co? Nieważne. Musimy pogadać.
- Teraz się zacznie. - powiedział
kompletnie ignorując ją wzrokowo.
- Po pierwsze, co ty nagadałeś swoim
braciom?!
- Ja? Nic! Powiedziałem tylko George'owi o
tym jak matka wpadła do pokoju, a to nie moja wina co on nagadał Ronowi! -
Spojrzał na nią chyba drugi raz odkąd przyszła. I to tylko na parę sekund.
- Ech, dobra, a teraz powiesz mi co to było
za zachowanie wtedy wieczorem? - Fred nagle się spiął i spojrzał w dół....
-Odbiło mi. Przepraszam. - Hermiona
zdziwiła się że tak łatwo zmusiła go do przeprosin. Może jednak Fred wcale nie
jest taki zły?
- Emm... no... no dobrze, chciałam ci tylko
powiedzieć że... Fred! - przerwała nagle. - Spójrz na mnie! - Chłopak od
niechcenia odwrócił do niej głowę ciągle trzymając w ręku dymiącego papierosa.
- Merlinie, jak zaraz nie przestaniesz tego
palić to nie wiem co ci zrobię! - Fred uśmiechnął się do niej szyderczo i
wcześniej wciągnięty dym wypuścił prosto jej w twarz. Hermiona wybuchła.
Błyskawicznie wyciągnęła różdżkę kierując ją w niego. Fred przestraszony cofnął
się jak najdalej tylko mógł opierając się w końcu o barierkę.
- No i co teraz, mój kochany? - zapytała przejeżdżając
mu różdżką od szyi aż po pępek, a Fred momentalnie się spiął. Miona nie
wiedziała dlaczego, ale męczenie go w ten sposób sprawiało jej ogromną
przyjemność. Hermiona cały czas mierząc w niego różdżką obeszła go dookoła
siadając na barierkę dokładnie rozkrokiem przed nim.
- Od kiedy jesteś taki cichutki, Freddie? -
zapytała uśmiechając się do niego zalotnie a różdżkę opuściła.
- Ja... - Fred powoli zaczął się wycofywać
robiąc delikatny krok w tył. Dziewczyna widząc to szybko oplotła nogi wokół
jego pasa przyciągając go gwałtownie do siebie.
- Gdzie się wybierasz? - zapytała jeszcze
szerzej się uśmiechając. Fred z powrotem wsadził sobie do ust papierosa nie
wiedząc co innego ma zrobić. Znowu ona to robi. A on znowu ulega.
- O nie, nie, nie... - powiedziała
zabierając mu go z ust.
- Hermionka, my się chyba nie rozumie...
- Dokładnie, Fred - dziewczyna wydęła wargi
a rudzielec obrócił głowę w inną stronę i przygryzł nerwowo wargę.
- Musisz zrozumieć, że w tej chwili jesteś
kompletnie ode mnie zależny i niestety będziesz robił wszystko co ci każe -
Hermiona skończyła mówić a Fred nawet nie jęknął. Brązowooka słyszała tylko
jego nie równy oddech.
- Fred, patrz na mnie. - powiedziała
spokojnie. Końcem różdżki dotknęła jego policzka delikatnie odwracając twarz
chłopaka w swoją stronę. Fred spojrzał na nią i podniósł jedną brew. W jego
oczach widać było zdenerwowanie. Hermiona spojrzała na dymiącego się papierosa.
- Hmm... wiesz co? W tej truciźnie kręcił
mnie tylko dym. A może powinnam się przekonać za co można je tak nałogowo
palić?
-
Nie, nie, ty nie mo... - Hermiona przerwała jego skomlenia gwałtownie
przysuwając go jeszcze bliżej siebie zwężając bardziej nogi na jego biodrach.
Chłopak rękami złapał się barierek za jej plecami opierając się.
-
Wiesz co? Mam pomysł. Widziałam to kilka razy w mugolskich filmach. - Hermiona
skierowała papierosa w stronę ust rudzielca. Ten spojrzał na nią podejrzliwe.
- No już! - ponagliła go. Gryfon nie
odrywając od niej wzroku posłusznie zaciągnął się trucizną.
- No chyba wiesz co masz robić. -
powiedziała łapiąc go delikatnie między szyją a szczęką. Fred zrobił co trzeba.
Swoimi ustami delikatnie rozchylił jej. Gdy tylko dotknął warg Hermiony
zacisnął mocniej dłonie na barierce. Wypuścił w jej usta dym tak ostrożnie, że
dziewczyna nawet nie kaszlnęła, a miała pierwszy raz do czynienia z takimi
rzeczami. Fred odsunął się od niej.
- Zadowolona? - zapytał zdenerwowany.
Hermiona z uśmiechem na twarzy dmuchnęła w niego dymem. Chłopak westchnął.
-
Wiedziałem. - powiedział poirytowany. - Skończyłaś?
- Dopiero zaczynam, Fred. - spojrzała na
niego i złamała w dwoma palcami papierosa wyrzucając go za siebie. Znowu
uniosła różdżkę.
- A teraz powtarzaj. - powiedziała
przybliżając do niego twarz.
- Już.
- Już. - grzecznie powtórzył.
- Nigdy.
- Nigdy.
- Nie będę
- Nie będę - Fred był tak w nią zapatrzony
że nawet nie skapnął się kiedy stykali się niemalże czołami.
- Całował.
- Ca... całował.
- Hermiony.
- Hermiony.
- Bez pytania.
-
Bez... pyt... - nie zdążył nawet dokończyć słowa gdy wszelkie hamulce mu
puściły i wtopił się w jej usta. Gdy Hermiona odwzajemniła pocałunek Fred już
nie panował nad sobą, a emocje wzięły górę. Różdżka wypadła szatynce z ręki.
Gwałtownie owiną ją jedną ręką w pasie przyciągając ją ciałem do siebie. Hermiona
nie była mu dłużna. Nogami zaciskała się w pasie Freda, a rękami złapała go za
szyje oddychając szybko. Chłopak zamaszyście wędrował rękami po jej plecach a w
pocałunki wkładał coraz więcej potencjału. Po chwili jego ręce odnalazły dół
jej koszulki. Drżąc delikatnie wsunął pod nią dłonie cały czas zagłębiając się
w teraz namiętnym, dzikim, ciemnym pocałunku. Hermiona jedną ręką wtopiła się w
jego rude włosy już całkiem nie kontrolując żądzy.
Fred wciąż błądził rękami po jej nagiej
skórze przejeżdżając po krawędzi jej stanika. Na chwile zdołał się oderwać od
jej języka więc wykorzystał ten moment aby pozbyć się górnej części jej
garderoby. Dziewczyna chętnie mu pomogła podnosząc ręce w górę.
Zmierzył ją dokładnie oddychając przy tym
głęboko. Jeszcze bardziej zwariował na widok jej czarnego, koronkowego stanika
który pięknie współgrał z jej jędrnym biustem. Spojrzał jej w oczy dostrzegając
w nich nie dosyt. Fred nie obijając w bawełnę przyznał się przed samym sobą.
Jeszcze nigdy nie był tak napalony na jakąkolwiek dziewczynę. Hermiona długo
nie czekając znów go pocałowała. Gryfon tym razem trzymał ją za uda delikatnie
zataczając palcami skóry pod końcem spodenek. Po długim pocałunku chłopak
zaczął całować jej szyje, obojczyk, dekolt. Hermiona jęknęła głośno i
paznokciami drapała go po plecach. Fred znowu dłońmi znalazł się na jej plecach
coraz częściej zahaczając o krawędzi stanika. Gdy delikatnie całował jej szyje,
dziewczyna przygryzła wargę i zamknęła oczy. Czuła się jak w śnie. Bardzo
dobrym śnie, z którego nie chciała się obudzić. Oderwał się od jej szyi.
Hermiona czuła przyjemne łaskotanie na skórze gdy oddychał już całkiem
spokojnie. Fred niepewnie dotknął jej ramienia i zaczął przesuwać palcem po jej
delikatnej skórze. Gdy dotarł do ramiączka od stanika zatrzymał się na chwilę,
lekko znów pocałował ją w szyje i ostrożnie zsunął materiał z ramienia. W tym
momencie usłyszeli że ktoś wychodzi na balkon.
- Ej stary, bo ja…. – George otworzył
szeroko usta ze zdziwienia, a nastolatkowie szybko od siebie odskoczyli. – OSZ
TY W ŻYCIU.
- To tylko tak wygląda! – zaczął tłumaczyć
się Fred podnosząc ręce.
- Pozwól braciszku że ja ocenie jak to
wygląda. – powiedział mierząc pół nagą Hermione potakując przy tym głową.
Hermiona zeskoczyła z barierki.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia? –
powiedziała pewna siebie. Nie mogła się teraz wycofać. Fred spojrzał zdziwiony
na swojego brata nie rozumiejąc jej zachowania.
- No, no, ładna dziewczyna z ciebie
wyrosła, Miona – powiedział nadal roześmiany bliźniak.
- Nie wiem czy to jest stosowny komentarz
do dziewczyny swojego brata, George. – stwierdziła wesoło brązowooka podnosząc
z ziemi swoją różdżkę i koszulkę. Fred jeszcze szerzej otworzył oczy, a George
podniósł brwi.
- Ty z nim chodzisz? – zapytał starszy
bliźniak.
- Ty ze mną chodzisz? – niemalże powtórzył
Fred. Hermiona uśmiechnęła się tajemniczo.
- Później pogadamy. – odpowiedziała tylko i
wyszła pospiesznie z pokoju. Gdy tylko zamknęła drzwi George szturchnął
ramieniem brata.
- Ty i Hermiona? No pięknie. – Fred
spojrzał złowrogo na brata po czym najnormalniej w świecie palnął go w łeb. George
znał tą minę. Jeżeli zaraz się nie wycofa rozpocznie się braterska bójka.
- Oj Fred, przestań! Skąd mogłem wiedzieć! –
zaczął się tłumaczyć odchodząc na bezpieczną odległość. Młodszy bliźniak nadal
patrzył na niego tak jakby za chwilę miał go zabić.
- No weź…
- Lepiej stąd idź dopóki masz jeszcze na
czym. – tyle wystarczyło. George spojrzał na niego urażony, i szybko wyszedł z
pokoju.
- Cholera jasna! – krzyknął Fred uderzając
wściekle pięściami w ścianę. Nie sądził że to zajdzie aż tak daleko. Jak raz
jej spróbował to teraz był pewien że ciągle będzie mu mało. I jeszcze to co
powiedziała George’owi. Już sam nie wiedział czy to znowu jakaś intryga, czy
naprawdę powinien oficjalnie czuć się chłopakiem Hermiony Granger. Było tak jak
sobie zaplanowała, nawet nie wiedział kiedy, to ona zaczęła tutaj rozkładać
karty, i teraz zamiast się przed nią ukrywać będzie musiał chwilę ochłonąć, i
zapowiada się poważna rozmowa. I tym razem nie z latającymi ubraniami.
***
Hermiona cała roztrzęsiona zakładając
koszulkę w biegu wyszła na dwór tylnym wyjściem. Tak naprawdę tylko udawała
taką wyluzowaną żeby utrzeć George’owi nos za jego dzisiejsze zachowanie. Ale
to nie było teraz ważne. Dwa stwierdzenia dudniły jej w głowie jak pacierz.
Prawie kochała się z Fredem.
Chyba jest z Fredem.
____________________________________________________________________________
Nowy rozdział, proszę bardzo. :)
A i dla sprostania, to nie tak że jak ja dodaję rozdział to przez jakiś czas totalna olewka na was, nigdy w życiu. Jak piszę rozdział, to chcę żeby był on ciekawy, ładnie napisany, a nie jakieś bazgroły. Rozumiem że musicie długo czekać, ale nie miejcie do mnie pretensji za to że nie siedzę 24h przed komputerem pisząc fremione. A tak poza tym to jestem J. K. Rowling! Pisałam połowę rozdziału na telefonie w notatniku jadąc pociągiem, tak się dla was staram, kochani! <3
I pamiętajcie, jak zawieszę bloga to wam o tym powiem, a jeżeli nie ma żadnej informacji to znaczy że rozdział jest w drodze, i nie musicie się martwić, bo nigdy o was nie zapomne. <3
P. S. Zrobić wam czat na blogu? Łatwiej będzie nam się porozumiewać, i chciałabym poznać moje misie! <3
ask.fm/malfoybitch - pytanka o fremione tutaj.
~ Meggie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)