niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 21 "Jak ja Cię dawno nie widziałem, Granger!"

Rozdział XXI „Jak ja Cię dawno nie widziałem, Granger!”

- Proszę, oto Pani reszta – powiedziała kasjerka podając resztę Hermionie. Dziewczyna uprzejmie podziękowała biorąc do ręki reklamówkę w którą pracownica schludnie zapakowała sukienkę wybraną przez gryfonke. 
Gdy jej rudy towarzysz bez słowa wyszedł ze sklepu i bóg gdzie poszedł. 
Może się obraził? 
Pomyślała przez chwilę, jednak gdy to przemyślała jeszcze raz to przecież nie miałby powodów żeby się na nią za coś gniewać, prawda? Już kwadrans wcześniej zachowywał się jak obrażony dzieciak każąc jej bez wyraźniejszych powodów wybrać inną sukienkę. Proszę bardzo, wybrała coś znacznie bardziej wyzywającego, a niech ma. Hermiona przed kupnem tej tajemniczej sukienki zastanawiała się czy dobrze robi, i czy to jest zgodne z jej zasadami.  
Zdecydowała się na kreacje, której jeszcze parę tygodni temu by nigdy na siebie nie założyła. Cóż, w ciągu właśnie tych paru tygodniu dużo w sobie zmieniła i w swoich poglądach. Nie wiedziała czy rzeczywiście robi dobrze ubierając się odważniej czy eksponując bardziej swoje atuty. Wiedziała jednak ze to podoba się innym, a przede wszystkim Fredowi. 
Dlaczego przede wszystkim? Hmm… może dlatego że od niedawna nie był jej obojętny i wiedziała że on jej też nie spuszcza z oka. Niby tak, ustalili dzisiaj że „przyjaciele i nic więcej” jednak nie oszukujmy się, i ona, i on wiedzieli że to postanowienie jest pewną formą zakładu, czyli kto pierwszy zrobi krok do przodu w tej całej „przyjaźni”. Ona nie zamierzała się chłopakowi pakować do łóżka jak to robiły inne dziewczyny w Hogwarcie. Zamierzała go sprowokować i stwierdzić czy to co on czuje do niej to coś więcej, niż tylko pociąg fizyczny. Po prostu go trochę pomęczy żeby sprawdzić czy będzie się o nią starał, a pierwszym punktem w planie było ubranie kupionej dzisiaj sukienki w urodziny Ginny, gdzie Fred na pewno nie pożałuje sobie paru kieliszków ognistej, a ona całkowicie przypadkiem będzie się starała na imprezie często na niego wpadać i obdarowywać go znaczącymi uśmiechami. Wychodząc ze sklepu zauważyła chłopaka siedzącego na ławce i …. odpalającego papierosa. Wściekle podreptała do niego.
- Co Ty do cholery jasnej wyprawiasz? – krzyknęła wyrywając mu zaplaniczke z ręki. Spojrzał na nią z dołu, chociaż raz mogła się poczuć wyższa od niego.
- no so? – zapytał niewyraźnie z papierosem w buzi. Nie znał się na mugolskich prawach, a w świecie czarodziei można było palić wszędzie ponieważ w każdym ważniejszym miejscu publicznym atmosfera była tak zaczarowana, że tuszowała nieprzyjemne zapachy takie jak na przykład dym tytoniowy.
- Jeszcze się pytasz?! – zabrała mu fajke z zębów i przybliżyła twarz do niego. – Tutaj nie wolno palić! Praktycznie w żadnym pomieszczeniu nie wolno palić!
- Raaaany, no dobra. – powiedział przewracając oczami i wstając – ej, ale…
- Chcesz żebym Ci to oddała, tak? – Hermiona znów włączyła swoje zalotne alter ego uśmiechając się do niego znacząco.
- No raczej – pokiwał nerwowo głową i wystawił rękę do dziewczyny. Ta mu złośliwie przybiła piątkę.
- Przykro mi, nie ma palenia w moim towarzystwie! – schowała przedmioty do stanika jak to zawsze robią dziewczyny gdy nie mają kieszeni. Niby to było trochę perwersyjne, jednak bardzo skuteczne. Miała taki nawyk po mamie, ponieważ gdy była mała jej mama zawsze chowała resztę ze sklepu do biustonosza.
- No eeej, co Ty wyprawiasz, Hermiona, noo – zaczął jej skomleć na próżno próbując odzyskać swoją własność. Wiedział że szatynka mu nie odda ani zapalniczki, ani tym bardziej papierosa w najbliższym czasie.
- Nawet nie proś, Fred, będziesz mi to musiał siłą zabrać – powiedziała zakładając ręce na piersiach i podnosząc z irytacji brwi. Na pewno nie będzie się truł przy niej. Co to, to nie.
 - Wiesz Miona, nie musisz mi zabierać rzeczy i chować w staniku żebym Cię pomacał po cyckach, wystarczy powiedzieć – rzucił komentarz w swoim stylu, i nawet nie skończył zdania kiedy dostał reklamówką w ramie. Dziewczyna patrzyła na niego wściekle.
- Ty zbocze…
- Cześć wam! – przerwał jej głos jej przyjaciółki, która właśnie szła w ich stronę razem z bratem. Na jej twarzy panował uśmiech, a powodem tego były prawdopodobnie torby ze sklepów które dźwigał George już nie z taką zadowoloną miną, tylko bardziej wyrażającą słowa „zabierzcie mnie stąd, błagam”. Hermionie natychmiast wrócił humor gdy zobaczyła ten obraz. Zaśmiała się pod nosem zapominając o wrednym rudzielcu i podeszła do dwójki rodzeństwa.
- Widzę że zakupy udane, Gin – powiedziała promiennie uśmiechając się do rudej. Ta pokiwała intensywnie głową i spojrzała na Freda.
- Co ten co taki zmarnowany? Rozdwoiły mu się końcówki, czy jak? – zażartowała Ginny a chłopak podniósł brew z irytacji. George w tym czasie położył zakupy na ławce i z głośnym jękiem oznaczającym zmęczenie usiadł. Widocznie ruda go wykończyła swoją zakupową gorączką.
- A wy coś kupiliście? Bo widzę tylko jedną torbę. – zapytała gryfonka patrząc na Hermione. Merlinie, tak zajęłam się poprawianiem relacji z Fredem że zapomniałam po co tak naprawdę tu jesteśmy, pomyślała zmartwiona. Ta ich znajomość zaczynała się robić uciążliwa.
- Nooo, właściwie to trochę nawaliliśmy… - przyznała się szatynka i poczuła że czerwienią jej się policzki. Ginny zaśmiała się pod nosem. Nie mogłaby mieć przecież im to za złe, ponieważ cała czwórka wiedziała dlaczego akurat podzielili się tak, że Fred wylądował w „grupie” z Hermioną. Mieli sobie pogadać, poukładać sprawy, wyjaśnić sytuacje, a zakupy zrobić przy okazji, to było pewne że zajmie im to dłużej niż Ginny i George’owi.
- Ale bez obaw Ginny! Zaraz szybko kupimy rzeczy z tej li…
- Hermiona!? – przerwał jej męski głos prawdopodobnie ze zdziwieniem krzyczący jej imię. Natychmiast wszyscy spojrzeli w strone jego właściciela. Chłopak przeciętnego wzrostu, z zaczesanymi do tyłu, brązowymi włosami. Pomachał jej ochoczo a dziewczyna zmarszczyła brwi. Kto to jest do licha, pomyślała. Chłopak widząc niepewność na jej twarzy podszedł bliżej, a gryfonka otworzyła usta ze zdziwienia. To był James, jej najlepszy przyjaciel z przedszkola. Nie poznałaby go gdyby nie jego dołeczki w policzkach które ukazywały się już w jego dzieciństwie i intensywnie błękitne oczy.
- James? O boże, James! – zawołała tuląc się do chłopaka. Tak dawno nie widziała swoich dawnych znajomych ze świata mugoli. Jej całe życie kręciło się wokół magicznej strony globu, i zapomniała, że tutaj także jest ktoś, kto pamięta normalną Hermione Granger, bez mundurka z barwami gryffindoru czy z różdżką w ręce.
- Jak ja Cię dawno nie widziałem, Granger! – powiedział przyjaźnie obracając ją wokół własnej osi. Fred widząc ten widok zacisnął szczęki ze złości i odchrząknął „przypadkiem” przypominając szatynce o swoim towarzystwie. Dziewczyna usłyszała to i po chwili spojrzała w stronę trojga Weasley’ów. 
- Rany, gdzie moje maniery – przeczesała rękami włosy – James, poznaj moich przyjaciół, Ginny, Freda i George’a. – powiedziała pokazując ręką rudzielców. – Ludzie, to jest James Everdeen, mój najlepszy przyjaciel z przedszkola. -  Ginny radośnie pomachała chłopakowi, George rzucił serdecznym „cześć”, a Fred udając niewzruszonego faktem jakiegoś chłoptasia tulącego jego obiekt westchnień, kiwnął do niego od niechcenia głową.
- Hej wam – powiedział nieśmiało szatyn – trochę mi tak niezręcznie teraz po tym jak oblałem waszą przyjaciółkę takim entuzjazmem, wybaczcie, dawno jej nie widziałem – „Oblałem entuzjazmem? Chyba zaatakowałem z zaskoczenia swoimi łapsami i niemalże udusiłem kręcąc ją jak debil wokół siebie przez co pewnie jej teraz na wymioty się zbiera!” – pomyślał rudzielec gdy szatynka zaśmiała się z dennego żartu swojego kolegi.
- Nic nie szkodzi! Hermiona powinna powspominać stare czasy! Idźcie się najlepiej przejść pogadać, macie sobie tyle do powiedzenia! Przecież tyle lat się nie widzieliście! – powiedziała Ginny pozytywnie zaskoczona tą całą sytuacją. Widziała minę swojego brata kiedy chłopak ją uścisnął, jednak ten cały James to jej stary przyjaciel, powinna na chwile odetchnąć od rudzielca. A Fredowi godzina rozłąki z brązowooką nie powinna zrobić wielkiej różnicy, jeszcze niedawno w ogóle na nią nie zwracał uwagi.
- No w sumie dobry pomysł, jeżeli nie masz nic przeciwko, Miona – powiedział James patrząc na nią wyczekująco. Szatynka która miała do tej pory zmieszane uczucia chcąc nie chcąc nie mogła odmówić takiej propozycji. 
- No pewnie że nie mam, chodźmy – powiedziała promiennie – później się zdzwonimy, Gin – dodała odchodząc, na co ruda pokiwała posłusznie głową. Z uśmiechem na twarzy odprowadziła nastolatków wzrokiem dopóki nie zniknęli jej za ścianą galerii. Odwróciła się do braci.
- A Ty co taki naburmuszony, Fred? Coś się stało? – zapytała chłopaka. „Och, co taki naburmuszony? Właśnie tylko jakiś obcy typek odchodzi z moją czasami dziewczyną, najpierw się tak w ogóle do niej ślini jak pies, chociaż nie ma pewności czy ona przez tyle pieprzonych lat nie zmieniła się całkiem i przede wszystkim nie znalazła drugiej połówki. Jeszcze cieszy się jak głupi patrząc na nas, a gdyby wiedział jakie miałem wobec niego zamiary gdy ją dotknął i jak psychopata zaczął unosić w powietrze. Oczywiście że się coś stało! Mam ochotę złapać go za te idealnie ułożone kłaki i cisnąć jego głową o najbliższy ciężki przedmiot jaki mam aktualnie przy sobie! Gdyby nie to że mam udawać jej przyjaciela właśnie skopałbym mu dupe, złożył, zapakował, i wysłał do matki w paczce!!!”
- Nic. – odpowiedział beznamiętnie, wstał i pomaszerował w przeciwną stronę w którą poszła Hermiona z Jamesem.
                                                                         ***
- Dziwne pytanie, ale czy ta trójka to rodzeństwo? – zapytał James siedząc z szatynką w kawiarence znajdującej się w galerii. Hermiona była nieco przestraszona tą nagłą propozycją pogawędki sam na sam, musi bardzo dobrze zacząć kłamać na temat nowej szkoły, i wszystkich innych rzeczy które się zmieniły w jej życiu. Widziała też minę Freda gdy zgodziła się na spacer ze starym przyjacielem. Nie tryskał zbytnią radością, przeciwnie, miała wrażenie że zabijał go wzrokiem. Poczuła jak przyjemny dreszcz przechodzi jej ciało. Fred był od nią zazdrosny?
- Nooo… tak, są rodzeństwem – odpowiedziała grzecznie, chociaż to wydawało się dla niej śmieszne. Halooo, Fred i George są niemalże identyczni, a to mało prawdopodobne żeby Ginny była przypadkiem ruda i nie powiązana wiązami krwi z bliźniakami. Dlaczego ludzie czasami zadają takie głupie pytania? Pomyślała.
- Tak myślałem – uśmiechnął się zwycięsko a Hermiona udała że to było bardzo mądre stwierdzenie. – Więc…. Jak nowa szkoła? Otoczenie? Musisz mi wszystko opowiedzieć!
- Hmmm, nie ma co opowiadać, moja szkoła nie należy do najciekawszych miejsc – jakież to było kłamstwo! Hogwart to było najbardziej tajemnicze i ciekawe miejsce dla gryfonki i uczęszczając tam do szkoły miała wrażenie że wygrała idealne życie w jakieś loterii. Magicznej loterii rzecz jasna.
- Aj tam gadasz, i tak chcę usłyszeć nawet nieciekawe informacje, ważne że na Twój temat – uśmiechnął się zalotnie. No świetnie. Teraz będzie musiała znosić przez przynajmniej godzięe flirt chłopaka, którego zna praktycznie tylko z wspólnego leżakowania i bawienia się mugolskimi, dennymi zabawkami. Zaczynała żałować swojej decyzji, chociaż nie miała wyjścia, gdyby z nim nie poszła wyszłaby na zadufaną w sobie dziewczynę, która myśli że jak opuściła tak wcześnie rodzinne miasto to jest teraz lepsza od innych i nie powinna zadawać się z osobami na tak niskim poziomie jak James.

- No więc tak… - i zaczęła opowiadać stek kłamstw i fałszywych informacji o nowej szkole które kiedyś ustaliła razem z rodzicami, by nie pogubić się w różnych wersjach. Miała wszystko w jednym palcu gdzie rzekomo się teraz uczy, wystarczyło domyślić do tego ciekawe bajeczki o swoich przyjaciołach i zainteresowaniach. 
Powinna zapisać za to cały pergamin u byłej nauczycielki obrony przed czarną magią Umbridge z treścią „Nie wolno opowiadać kłamstw” a potem bandażować sobie całe ręce od przerażająco schludnie wyrytych czerwonych od krwi napisów w dłoniach. Miała nadzieje że ta ich pogawędka szybko zleci i on wróci do swojego, mugolskiego świata, a ona do swojego skomplikowanego świata w którym aktualnie ma do wykonania pewnego rodzaju misje zawładnięcia uczuciami największego podrywacza w Gryffindorze, a może nawet w innych domach, Freda Weasley’a. Szykowały się naprawdę długie wakacje. 

♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ 

Rozdział trochę krótki, ale to dlatego że w następnym trochę się będzie działo, kochani. :) 
~ Meggie

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdziały

x Okej, dużo osób pyta kiedy nowy rozdział i czy jeszcze będą
x Tak, będą rozdziały, nie wiem jeszcze kiedy, ale wchodze tu codziennie jak mam tylko chwile wolną
x Myślałam że przez wakacje będę miała więcej czasu, ale się myliłam bo cały wolny czas idzie na prace, a po pracy jestem wykończona i albo odpoczywam albo idę się spotkać ze znajomymi
x Postaram się jeszcze w sierpniu coś napisać, obiecuje

Stay strong, I love u xx

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 20 „Właśnie Ci się przedstawiam kobieto, twoja kolej.”

Rozdział XX  „Właśnie Ci się przedstawiam kobieto, twoja kolej.”

- Dobra, to najpierw idziemy po mleko… oh, gdzie tutaj są takie rzeczy? – Ginny podrapała się po głowie intensywnie wpatrując się w listę z zakupami jakby to miało jej coś podpowiedzieć. Zaczynała żałować że nie wzięła jednak ze sobą Hermiony, ale teraz ważniejsze było dla niej aby przyjaciółka przebywała z jej bratem. Nie do końca jej się to podobało, ponieważ znała go bardzo dobrze i wiedziała że Fred przy Hermionie jest burzą hormonów niczym kobieta w ciąży, do tego wiecznie niezadowolonym bachorem którego trzeba naprawdę przestraszyć lub zaszantażować żeby spoważniał. Hermiona jednak także nie była oazą spokoju. Łatwo ją było wyprowadzić z równowagi, bywała uparta i markotna, wszystko musiało być dla niej poukładane, a bliźniak to przecież jeden, wielki chodzący bałagan emocji.
- Są dwie opcje. – wyrwał ją z zamyślenia George. – Albo dojdą do jakiegoś porozumienia jak poważni ludzie….. – spojrzał ponuro na Ginny i chwile się nie odzywał.
- Albo?
- Albo się pozabijają. – chłopak westchnął i pokiwał znacząco głową.
- Ej, George….. – zaczęła ruda przygryzając wargę. Nie wiedziała jak ma zacząć. – Ty.. ty wiesz?
- O czym? – zmarszczył brwi patrząc na siostrę.
- No o tym że…..
- O tym że Fred i Hermiona udają że nie mają ze sobą nic wspólnego, a jak wszyscy są na dole to miziają się na balkonie bez górnej części garderoby? – powiedział spokojnie jakby to była najnormalniejsza rzecz w życiu. Ginny otworzyła usta ze zdziwienia.
- Że co?! – zapytała zdezorientowana i aż przystanęła z wrażenia. To co usłyszała to był dla niej jakiś obłęd! Czego jeszcze nie wie o Fredzie i oczywiście swojej przyjaciółce?
- Nie mówiła Ci? – Ginny pokręciła delikatnie głową nadal niedowierzając słowom swojego brata.
- Chodź – ponaglił ją ręką w głąb galerii przy okazji opowiadając jej wszystko co zastał na balkonie.
                                                                       
                                                                         ***

Hermiona i Fred szli przez jakiś kwadrans w ciszy. Jednak to nie była niezręczna cisza. To była… hmm… dobra cisza. Wszystko sobie mogli przemyśleć, coś postanowić. Niecodziennie rozmowa która miała być wyrafinowana i spokojna prowadzi niemalże do seksu. Teraz dopiero każde z nich miało prawdziwy mętlik w głowie.
- O, o, oo Fred, stój! – zawołała szatynka łapiąc go za ramie i pokazując w stronę butiku. On spojrzał na nią pytająco nie rozumiejąc aluzji.
- To jest mój ulubiony sklep z ubraniami! Potrzebuje… sukienki! Tak, sukienki! Zaczynają się wakacje, a wraz z nimi wasze praktycznie co tygodniowe imprezy, muszę mieć co ubrać! – wytłumaczyła patrząc na niego z miną szczeniaka. Fred zacisnął wargi. Hermiona plus sukienka, podzielić przez możliwość definicji „obcisła sukienka” i odjąć zakryte nogi przynajmniej do połowy ud? To może się równać bardzo, ale to bardzo złym wynikiem dla niego.
- Zgoda. – odpowiedział wbrew sobie i patrzył jak dziewczyna z uśmiechem biegnie do sklepu. Wiedział że nie zrobił dobrze i jedyne co miał na swoje usprawiedliwienie, to to, że jest facetem. Szedł tak z rękami w kieszeniach przez wystawy szukając gdzie poleciała jego zguba, aż jego oczy przykuła dziewczyna stojąca kilka metrów od niego. Przyjrzał się jej z czystej ciekawości. Miała ciemne, proste włosy średniej długości, jasną cerę, na której nie było nawet jednego piega, na oko była wysoka i miała przeciętną figurę. Zawzięcie szukała czegoś w ubraniach, aż spojrzała prosto na bliźniaka który głupawo wpatrywał się w nią od kilku sekund. Zmarszczyła delikatnie brwi i spłoszona schyliła głowę tłumiąc uśmiech. Fred zamrugał dwa razy i poszedł przed siebie. To  było bardzo dziwne. Pewnie zagadał by do niej gdyby nie był w Hermionie…… no właśnie co? Zakochany? Zauroczony nią? Sam nawet nie wiedział. Westchnął tylko i usiadł na kanapie która stała naprzeciwko przebieralni. Hermiona podbiegła do niego.
- Dobra, rozejrzyj się tu może trochę… albo… nie wiem, rób co uważasz, za 10 minut się tutaj widzimy, pomożesz mi wybrać co mam kupić. – powiedziała z uśmiechem na twarzy a on kiwnął głową niezadowolony. Czyli za dziesięć minut będzie się musiał powstrzymać żeby nie dać jej klapsa w tyłek jakby to zrobił innej „koleżance” która prezentowałaby mu się w sukience. Chłopak wstał z miejsca i zaczął bez celu chodzić po sklepie. Nawet się nie „rozglądał” tak jak mu kazała Hermiona, wręcz przeciwnie, patrzył się nieobecnym wzrokiem i co chwila wpadał na kogoś. Jedno małżeństwo wskazywało sobie go palcami, twierdząc że jest naćpany. W końcu kiedy mu się znudziło takie krążenie i wrócił do miejsca w którym miał czekać na dziewczyne. Z nudów postanowił poprawić włosy w lustrze. Kiedy stanął przed trzema identycznymi przebieralniami postanowił wybrać tą trzecią. Nie wiadomo z jakich powodów, po prostu dlatego że jest Fredem. Bez zastanowienia odsunął parawan i wparował do przebieralni, w której pech chciał że już ktoś był. Dziewczyna. Ciemne włosy. Ładny uśmiech widziany z kilku metrów odległości. Bez koszulki.
- Wynocha! – pisnęła i go wypchnęła a rudzielec zaskoczony prawie się przewrócił będąc już poza pomieszczeniem.
- Przepraszam! – krzyknął opierając się o ściane obok przebieralni.
- Pieprz się, dupku! – odpowiedziała dziewczyna. Fred zaśmiał się pod nosem. Miała charakterek.
- Byłbym dupkiem gdybym tam znowu wparował z głupim tekstem „ups, tutaj nadal zajęte” – odszczekał się chłopak prowokując dziewczyne. Zawsze uwielbiał je w taki sposób denerwować.
- Tylko tak zrobisz to nie usiądziesz na tyłku przez miesiąc – zagroził mu głosik z przebieralni, a ten się znowu zaśmiał. Trwała kilkusekundowa cisza.
- Fred.
- Co? – zapytała zaskoczona dziewczyna, słysząc jak chłopak wymawia swoje imię.
- Właśnie Ci się przedstawiam kobieto, twoja kolej.
- I zamierzasz teraz tak ze mną rozmawiać, Freeed? – dała nacisk na jego imię a potem westchnęła z rozbawienia tą sytuacją.
- A powiedz mi, rozmawiałaś tak kiedykolwiek z jakimś chłopakiem? Stawiam że nie. – uśmiechał się sam do siebie. Nie wiedział dlaczego miał wyrzuty sumienia przez to że z nią rozmawia. Jednak to przemyślał. Wzbudzi w Hermionie zazdrość, a poza tym nie miał ochoty na coś więcej niż tylko zwykła znajomość z tą dziewczyną.
- Wystaw tutaj rękę. – poleciła nagle nieznajoma na co chłopak otworzył szeroko oczy.
- Ale…
- No dalej. – ponagliła go. Zdezorientowany wsadził rękę za parawan i czekał co się stanie. Nagle poczuł łaskotanie na nadgarstku co chwila w innym miejscu.
- Już. – powiedziała a Fred wyciągnął delikatnie rękę, i spojrzał na swój nadgarstek. Widniał tam koślawy napis „Madison” a pod tym dziewięć cyfr.
- Zadzwoń do mnie kiedyś to się spotkamy w innych warunkach niż przebieralnia w sklepie. – dziewczyna wyszła z pomieszczenia zakładając torebkę przez ramię, i uśmiechnęła się do niego. Fred odwzajemnił uśmiech i odprowadził ją wzrokiem. Wyszła ze sklepu. Fred chwile stał i zastanawiał się nad tym zdarzeniem. A może nie powinien z nią flirtować, tylko grzecznie odejść i poczekać na Hermione. „Przecież sama powiedziała że chce się ze mną tylko przyjaźnić” obronił się w myśli. Gdy spostrzegł się że stoi i patrzy się na wyjście od sklepu już jakąś minute jak obłąkany, pospiesznie usiadł na kanapie. Hermiony nie było nadal, a rudzielcowi się strasznie nudziło. Czekając jeszcze pięć minut na szatynke powoli zamykały mu się oczy gdy nagle coś zasłoniło mu oczy, a potem poczuł ciepłe powietrze koło ucha.
- Tęskniłeś za mną? – zapytała cicho szatynka. Fred zamrugał dwa razy.
- Jak na razie to najbardziej tęsknie za swoim domem, więc się streszczaj, młoda – Hermiona prychnęła i usiadła obok chłopaka. W ręce miała na oko trzy lub cztery sukienki które, jak twierdziła „koniecznie” były jej potrzebne.
- Dobra, ja idę się przebrać, a Ty będziesz oceniał -  uśmiechnęła się promiennie, chociaż Fred dobrze wiedział że to nie jest szczery uśmiech. Dziewczyna robiła to specjalnie żeby to on pierwszy przyznał że nie chce się z nią tylko przyjaźnić. Kiwnął lekko głową dając jej pozornie znak że jest mu to obojętne i założył ręce na piersiach. Czarownica weszła do przebieralni i nie minęło pięć minut kiedy z niej wyszła. Fred zmierzył ją od góry do dołu. Miała na sobie białą, rozkloszowaną sukienkę sięgającą do połowy ud. W pasie było lekkie zwężenie a góra była na ramiączkach. Okręciła się dwa razy i spojrzała na chłopaka.
- I jak? – zapytała zadowolona podchodząc bliżej niego.
- Jest… dobrze – powiedział jak najspokojniej. To jeszcze nie było dla niego wyzwanie. Dziewczyna wyglądała dla niego bardzo ładnie, ale jak taki aniołek który był bardziej słodki niż wyzywający. Pierwsza próba nieudana. Odetchnął z ulgą.
- Niee, zbyt dziecinnie – powiedziała oglądając siebie samą w lustrze. – pójdę się przebrać w coś doroślejszego. – zalotnie do niego mrugnęła i wróciła z powrotem do przebieralni. Fred zaczął nerwowo machać nogą i czekał w czym tym razem wyskoczy ta mała złośnica. Chwile jej nie było po czym wyszła w ciemno fioletowej, także rozkloszowanej sukience, lecz tym razem bez ramiączek co bardzo podkreślało jej biust. Wyglądała zupełnie inaczej, na pewno nie w negatywnym sensie.
- A teraz? – zapytała patrząc wyczekująco na chłopaka. Nie uzyskała od razu odpowiedzi ponieważ ten zapatrzył się na jej figure. 
– Halo. – pomachała mu ręką przed twarzą. Natychmiast się ocknął.
- Jest jeszcze lepiej… - powiedział potakując głową zgodnie z prawdą. Jeżeli ona pójdzie tak na jakąś imprezę którą na pewno jeszcze zorganizują bliźniaki to na pewno będzie jego głównym obiektem obserwacyjnym. Hermiona zaczęła przeglądać się w lustrze, a Fred w tym czasie rozejrzał się po sklepie i coś przykuło jego uwagę. Jakiś chłopak, na oko w wieku rudzielca przyglądał się szatynce uśmiechając się pod nosem. Fred zacisnął ze złości zęby.
- Przebierz się. – powiedział oschle patrząc na nią. Hermiona spojrzała zdziwiona.
- Co? Dlaczego?
- Przebierz się mówię. Wybierz coś innego. – nadal miał ten sam ton patrząc jej ozięble w oczy. Na pewno jakiś mugol nie będzie ślinił się na jej widok i myślał sobie Bóg wie co o niej. Po jego trupie.
- No dooobra – powiedziała podnosząc brew i wróciła do przebieralni. Fred obrócił się do chłopaka który nadal wpatrywał się dziko w miejsce w którym zniknęła brązowooka.
- Jeżeli rozbierasz ją właśnie wzrokiem to muszę Ci jednak przeszkodzić, stary, bo ona ma już kogoś kto robi to nie tylko w swojej głowie – powiedział patrząc się na niego złośliwie. Chłopak spojrzał zdziwiony i schował ręce do kieszeni.
- No, no, zazdroszczę Ci, koleś, niezły masz towar – powiedział mrugając przyjaźnie do niego. Fred już poddenerwowany wstał i podszedł do chłopaka. Z bliska rudzielec okazał się dużo wyższy i bardziej postawny od niego.
- Posłuchaj mnie – powiedział spokojnie co w zupełności nie odzwierciedlało jego emocji. – Temu „niezłemu towaru” nie dorastasz do pięt intelektualnie więc lepiej okaż trochę szacunku frajerze i jeszcze razu usłyszę taki tekst w jej stronę to porządnie wyłapiesz – powiedział patrząc na niego ostrzegawczo. Chłopak zrobił się cały czerwony.
-Dobra, sorry, nie wiedziałem, już się zmywam stąd – szybko uratował sytuacje i wyjął z kieszeni telefon udając że nagle musiał wyjść ze sklepu. Fred pokręcił głową i wrócił na miejsce. Długo nie posiedział bo usłyszał swoje imię dobiegające z przebieralni. Natychmiast ruszył wchodząc tam.
- Pomóż mi, nie mogę odpiąć zamka, cholera, zacięło się czy co? – powiedziała tym razem bez podtekstu już widać poddenerwowana dziewczyna. Zamek znajdował się na plecach i prowadził od łopatek po koniec kręgosłupa.
- Eee.. no jasne, czekaj – powiedział zakłopotany. Hermiona odwróciła się do niego plecami, a on delikatnie odgarnął jej włosy. Nawet z tyłu mu się podobała. Była taka drobna i niska. Jeszcze jej skóra która była naturalnie lekko opalona tak do niej pasowała. Dopiero teraz się skapnął że ta dziewczyna była jego ideałem. Najchętniej by teraz zrzucił z niej tą sukienke i powrócił do sytuacji na balkonie. Dlatego więc szarpnął mocniej za zamek który od razu zadziałał i dał mu dostęp do jej gładkich, nagich pleców. Złapał ją od tyłu w pasie i zaczął całować po szyi. Potem obrócił ją przodem do siebie i zajął się jej pełnymi ustami które zawsze były pogryzione przez to że szatynka wiecznie przygryzała wargi. Jedną ręke oparł o ściane co zwiększyło mu dostęp do jej twarzy i znowu napastował jej szyje. Drugą ręką natomiast dał na jej udo delikatnie kierując się ku górze. Usłyszał ciche jęknięcie więc uśmiechnął się sam do siebie i ręką zaczepił o tył jej majtek. Tym razem usłyszał swoje imie co go jeszcze bardziej podniecało. Poczuł się tak, jakby to się nie działo naprawdę i było jakieś dziwne i odległe. Coraz bardziej go pochłaniało.
- Fred! – krzyknęła Hermiona dalej stojąc obrócona tyłem i nadal czekała aż ten idiota w końcu jej w czymś pomoże. Chłopak otworzył oczy i się przeraził. Ona nadal czekała aż jej rozepnie sukienke, a wszystko co „się stało” było tylko wytworem jego wyobraźni. Jak to możliwe że aż tak się zatracił w jakiejś głupiej wizji i do tego stojąc na trzeźwo w przebieralni. Co ona z nim robi, lub co on sam robi przez ostatnie tygodnie. Tym razem naprawdę był przerażony.
- Już, już – powiedział spięty i bardzo, baaardzo powoli rozpiął jej sukienke – zrobione. – ii zanim dziewczyna zdążyła mu coś odpowiedzieć jak poparzony wyszedł z małego pomieszczenia.
- Kurwa. – przeklną po cichu cały roztrzęsiony. Nigdy żadna dziewczyna aż do tego stopnia nie zawładnęła jego myślami. I to jeszcze w momencie w którym powiedział jej że będzie jej przyjacielem i nic więcej. Szybko pożałował tych słów. To najgłupsza rzecz jaką mógł jej powiedzieć. „Fred, Ty idioto” – powiedział sobie w myśli i przeczesał ręką włosy z nerwów. Jeszcze niedawno nie miał najmniejszej chęci wpadać w takie skomplikowane „sytuacje” jak zakochanie. Inaczej patrzył na wszystkie sprawy, uważał że brak zobowiązań oznacza szczęście. Jednak teraz zaczynało być zupełnie na odwrót. Czy dopóki nie będzie jej miał całej i wyłącznie dla siebie to nie będzie szczęśliwy?

     ______________________________________________________________________

Jest i rozdział po bardzo długiej przerwie. Przepraszam że jest krótki, chociaż może mi się tylko tak wydaje. Tak czy siak pisanie jego zajęło mi trochę czasu ponieważ mam na głowie szkołe, oceny które uparcie chcę mieć jak najlepsze zamiast sobie odpuścić. Jak wszystko będę miała już w normie to będą się pojawiały rozdziały częściej. No i musimy w końcu dobić do tego 30 rozdziału, kochani! Na pewno podczas wakacji pojawi się ich o wiele więcej bo czasu będzie aż za dużo! Pozdrawiam was serdecznie i dziękuję za wszystko.

~Maggie 

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 19 „Oj, przepraszam, Granger.”



Rozdział 19 „Oj, przepraszam, Granger.”


- Obiad! - po Norze już trzeci raz rozległ się donośny krzyk Molly Weasley.

Nie minęło 5 minut i wszyscy Weasleyowie wraz z Hermioną stawili się na dole siadając na swoich miejscach. Diabli chcieli że Hermiona siedziała akurat na przeciwko Freda, który od zejścia do kuchni nie obdarzył jej chociażby jednym spojrzeniem chowając twarz we włosach.

 - Jak wiecie chłopcy, kara was nie ominie. - powiedziała pogodnie ruda kobieta podając nastolatkom talerze z jedzeniem. Ginny i Hermiona spojrzały na siebie znacząco uśmiechając się przy tym z triumfem.

- Więc tak, ze względu na to, że śmierciożercy uwzięli się na naszą rodzinę, a potrzebujemy zakupów żywnościowych, wybierzecie się do świata mugoli po potrzebne rzeczy. - powiedziała spokojnie. Fred pierwszy raz odkąd pojawił się na obiedzie podniósł głowę. Hermiona stłumiła uśmiech spoglądając ukradkiem na jego twarz. Wyglądał ślicznie. Tym razem to było idealne określenie. Włosy miał jak zwykle delikatnie rozczochrane, zbuntowany wyraz twarzy, i delikatne rumieńce na policzkach. Niczym mały chłopczyk który się zdenerwował.

- Co? Mamo, zwariowałaś?! - zapytał z pretensją w głosie.

- Ty się gówniarzu ciesz że taką masz kare! Za wasz występek powinnam wywalić was z domu! - krzyknęła patrząc wściekle na rudzielca. - Przecież nie macie po pięć lat, dacie rade, dziewczynki pewnie chętnie wam pomogą, a wiecie że Hermionka ma Londyn w jednym palcu.

- Znaczy....

- Taaak! - przerwała szatynce Ginny. - Zakupy w Londynie, ekstra!

- Jedziemy. - stwierdziła niechętnie Hermiona. Kto wie, być może to jest szansa na rozmowę z Fredem.

- Mamo, tylko że ja dzisiaj wracam do siebie. - odezwał się Percy.

- Zdrajca! - krzyknęli podwójnie Fred i George a Ron patrzył wściekle na brata.

- Dobrze Percy, ty jesteś dorosły. - stwierdziła pani Weasley. Bracia tym razem się nie odezwali, bo już raz toczyli wojnę o bezkarność Percy'ego, i przegrali.

- No to się dogadaliśmy. – kobieta uśmiechnęła się do swoich dzieci. 

                                                                   ***

Po obiedzie George, Hermiona i Ginny poszli do ogrodu żeby ustalić co z wyjazdem.

- A może pogadamy z waszą mamą żeby dała wam inną karę? – zapytała Hermiona. Nie miała ochoty spędzić połowy dnia patrząc jak Ginny lata po mugolskich sklepach, wkłada tysiąc rzeczy do koszyka, a na sam koniec bierze tylko trzy ze względu na wysoką cenę.

- Co ty… jak matka się na coś uprze to nie da się z nią pogadać – powiedział George rozkładając się na ławce. Jego siostra widząc to szturchnęła go w kolana żeby się posunął i usiadła obok.

- No ale Miona, prawie nigdy nie mamy okazji pojechać na zakupy! – powiedziała z wyrzutem ruda a Hermiona westchnęła.

- Tyle że jedziemy przez to że jacyś idioci – spojrzała w tym momencie na George’a, a ten się wyszczerzył – postanowili zrobić imprezę

- A gdyby jakaś małolata nas nie wkopała to by nie było tematu – odpowiedział rudzielec za to oberwał od Ginny w ramię.

- Yhhh, dobra, jedziemy o 16 – powiedziała zrezygnowana i usiadła na ziemi opierając się plecami o nogi przyjaciółki. Z daleka zauważyli biegnącego w ich stronę Freda. Po jego minie było widać  że jest ostro wkurzony.

- GDZIE JEST TEN SZMACIARZ?! – warknął gdy dobiegł do rodzeństwa.

- Że kto? – zapytała Ginny patrząc zdziwiona na brata.

- Ron! – klatka piersiowa Freda poruszała się z podwójną szybkością, pewnie to przez bieg, albo po prostu ze złości – wiecie co zrobił!? Poszedł się podlizać mamie, że jest taki poszkodowany, że to my go namawialiśmy do wszystkiego i mu mama pozwoliła zostać pomagać jej w domu!

- CO?! – George wstał oburzony – o nie, nie, nie, tak być nie może!

- Chłopaki, dajcie sobie spokój! – krzyknęła Hermiona a bracia spojrzeli na nią zrezygnowali. Chwilę ciszy przerwała Ginny widząc niezadowolenie bliźniaków.

- A nie pomyśleliście o tym że mama nie da mu spokoju tutaj, a wy przynajmniej odpoczniecie od domu?

- Ale… - odezwał się Fred.

- Jak Ron nie jedzie to nie jedzie i koniec! – wydarła się na niego szatynka a on ją zmierzył wielce oburzony. „Od kiedy ona tak broni tego gówniarza?” – pomyślał zazdrosny bliźniak.

- No dobra, teraz tylko kwestia transportu –powiedziała Ginny odgarniając płomienno rude włosy za ramię.

- Możemy pojechać samochodem… - zaproponował cicho Fred chowając głowę. Wiedział że jest na przegranej pozycji bo Hermiona jest na tyle zarozumiała że stwierdzi że „ktoś taki jak on pewnie nie potrafi prowadzić”. A to „pewnie”  zostanie tylko zwykłym, wiecznym, upierdliwym  „pewnie” mówiącym tak naprawdę o tym że tylko jej się tak wydaję lub robi mu na złość. Ostatnio często robiła mu na złość.

- Odpada. – skwitowała to wszystko. No „pewnie”.

- Ale dlaczego!? – krzyknął rudzielec niczym mały chłopiec którym mentalnie był.

- Ty i prowadzenie, już to widzę, albo pourywa nam głowy albo w najlepszym wypadku dostaniemy w cholerę drogi mandat.

- Potrafię prowadzić! – szybko się zaparł i spojrzał na nią z wyrzutem.

- To prawda, nie raz jeździł gdzieś jeepem taty. – odezwała się Ginny. Pan Weasley posiadał kiedyś dwa auta (aktualnie jedno, miętowy ford nadal żyję w Zakazanym Lesie) z których jedno było nagrodą za awans od samego Knota. Miał do wyboru jeszcze nagrodę pieniężną lecz jego obsesja na punkcie mugoli była zbyt silna aby oprzeć się majsterkowaniu przy całkiem sprawnym czarnym jeepie sportowym. Gdy pani Weasley się o tym dowiedziała to przez tydzień zamiast w ich wspólnej sypialni spała na kanapie i celowo przesalała mężowi obiady.

- Akurat w to nie wątpię. Pewnie nie raz wywoził gdzieś swoje panienki i na parkingu w lesie robił z nimi nieprzyzwoite rzeczy. – Hermiona nie mogła powstrzymać się od złośliwego komentarza.

- Uważaj Granger, żebym ciebie czasami gdzieś nie wywiózł – odegrał się bliźniak mierząc ją znacząco. Hermiona prychnęła. Minęło zaledwie kilka godzin a on już oswoił się z myślą że niedawno siedział sobie na balkonie i rozbierał niedotykalską Granger. Dziewczyna tym bardziej dzisiaj będzie robiła mu na złość.

- Ej, ej, ej, darujcie sobie, nie każdego interesuje intymne życie Freda, ja będę prowadził, jestem najstarszy z was wszystkich, koniec kropka. – skwitował wszystko George. O dziwo nikt nie zgłosił sprzeciwu. Ginny było obojętne, Fred nie miał zamiaru kłócić się z kolejnym bratem, a Hermiona na myśl że miałaby męczyć się z proszkiem Fiuu,  już wolała pozwolić temu bliźniakowi na dowiezienie ich w miarę bezpiecznie do miasta. Jednak za chwilę otworzyła oczy ze zdziwienia.

- George! Co ty pijesz?! – zapytała wstrząśnięta. Nie wiadomo kiedy i skąd w ręku George’a spoczęła szklana butelka. Hermionie opadły ręce z rozgoryczenia.

- Hermionka, no co ty, przecież to tylko piwo kremowe, nie denerwuj już się – próbował załagodzić George lecz dziewczyna kiwnęła tylko głową, co znaczyło to żeby lepiej już nic nie mówił. Spojrzała na Freda. Nawet nie wiedziała że ten intensywnie się w nią wpatruję szukając odpowiedzi.

- Niech ci będzie. Tylko zatankuj. – powiedziała rozżalona i zmierzyła George’a siarczystym wzrokiem na co ten zrobił przepraszającą minę.

- No to tak, chłopaki idą szykować samochód, a my z Mionką idziemy się trochę upiększyć – zaćwierkotała Ginny i pociągnęła przyjaciółkę w stronę domu. Chłopaki natomiast zostali na ławce.

- Chcesz? – zapytał starszy bliźniak podając piwo bratu. Ten jednak spojrzał na niego ze zdenerwowaniem.

- Zwariowałeś? Mam prowadzić po pijaku? – zapytał retorycznie.

- Jakoś nigdy ci to nie przeszkadzało… - odpowiedział George odkładając butelkę. Wiedział że Fred będzie się teraz pilnował jak głupi żeby jak najlepiej wypaść przed szatynką.

- Tym razem nie chcę wszystkiego spieprzyć, rozumiesz?

- Oj, przepraszam, Granger.

- Spierdalaj. – skwitował to jego brat na co bliźniak zaśmiał się idiotycznie.

- Oooo, widzę że ktoś tu się zakochał….

- No i co z tego? – Fred pierwszy raz przyznał się bratu że coś do Hermiony czuję. –Tak, podoba mi się Hermiona, więc proszę cię George, dzisiaj mamy się zachowywać grzecznie, oczywiście w miarę naszych możliwości aktorskich,  i bez żadnych żałosnych i perwersyjnych komentarzy, bo ci łeb urwe, jasne?

- Jak słońce, kochaneczku. – odpowiedział George złośliwie naśladując ich matkę. Trochę się zezłościł kiedy nazwał jego świetne żarty „żałosnymi i perwersyjnymi”,  jednak nie chciał się już z nim o to kłócić, wystarczy mu już to że się wkopał w romans z Hermioną. A znając jego zachowanie, tak samo jak i jej, wątpił że tak łatwo dojdą do porozumienia. Jego bliźniak będzie musiał się naprawdę postarać. A on mu w tym bez wątpienia pomoże.

                                                                     ***   


- Cholera – George po raz setny spojrzał na swój czarny zegarek na nadgarstku. Minęło już dziesięć minut po szesnastej, a dziewczyn jak nie było tak nie ma. Fred w tym momencie z głośnym warkotem wyjechał z garażu samochodem którym mieli dotrzeć do Londynu. Gdy już zaparkował George znowu nerwowo spojrzał na godzinę.

- Możesz iść i powiedzieć tej swojej panience żeby się sprężała? – zapytał złośliwie.

- No bo to akurat Hermiona opóźnia cały wyjazd. Pewnie Ginny musi sobie nałożyć kolejną niepotrzebną tonę makijażu – wytłumaczył się wychodząc z auta. Chciał jeszcze dodać żeby przestał nazywać gryfonki jego panienką, ale w gruncie rzeczy podobało mu się to że George wie że Miona jest zaklepana. Znał przecież swojego brata, był praktycznie taki sam, wiedział że gdyby mu nie powiedział o tym że coś do niej czuje to by na pewno ciągle do niej zarywał. A tego rudzielec by nie zniósł.

- Na miłość boską, co z tymi dziewczynami!? – krzyknął George kopiąc niespokojnie trawę. 
Godzina? 16:14. A czarownice nadal siedzą w pokoju.


- Wyluuuuzuj. – powiedział Fred opierając się o auto i chowając przy tym ręce do kieszeni. – Im dłużej się szykuję tym mniej będziemy musieli tam siedzieć. – George tylko kiwnął głową. Tak czy siak nadal denerwowało go to, że jego siostra nigdy nie może się wyrobić na czas.

- Idę po nie. – powiedział starszy bliźniak. Fred szybko do niego podbiegł i położył mu rękę na klatce piersiowej zatrzymując go.

- Lepiej nie, ja po nie pójdę, bo znając nas, to pewnie coś palniesz, i księżniczki się obrażą. – George westchnął tylko a Fred poleciał do domu. Wspinając się po schodach przeskakiwał co dwa stopnie żeby szybciej dotrzeć do pokoju dziewczyn. Chciał na początku zapukać ale sądził że szybciej będzie jak tam wpadnie, szybko i „grzecznie” je upomni, po czym wróci do bliźniaka bez wysłuchiwania zażaleń od dziewczyn. Tak więc pociągnął gwałtownie za klamkę. Jednak jak zwykle pech chciał że w tej samej chwili gryfonki miały zamiar wyjść z pokoju. A na dodatek otwierającą drzwi był nie kto inny jak Hermiona Granger, jeszcze lepiej. W rezultacie dziewczyna się potknęła i wpadła w ramiona rudzielca. Jednak ten nie spodziewał się że będzie musiał zagrać rycerza ratującego księżniczkę w opałach więc runął razem z szatynką na podłogę.

- Ałłłł – jęknęła dziewczyna i podniosła głowę. Dopiero teraz spostrzegła się że bliźniak ma głowę dokładnie na jej dekolcie który dzisiaj wyjątkowo dużo odsłaniał (oczywiście „wyjątkowo dużo” jakby mierząc znaczenie tych słów u Hermiony Granger). Szybko od niego odskoczyła i poprawiła koszulkę. Fred po chwili także wstał. Nawet nie wiedział kiedy czarownica z całej siły pacnęła go w głowę.

- A to za co!? – krzyknął przerażony pocierając głowę. Nie dość że ją uratował przed zbyt bliskim kontaktem z podłogą, to jeszcze za to oberwał. Pięknie.

- Ty wstydu nie masz, Weasley! – odpowiedziała mu Hermiona grożąc palcem przed twarzą.

- No jasne! Bo to na pewno moja wina że postanowiłaś sobie polecieć cyckami na moją twarz!

- Hermiona otworzyła buzię z oburzenia. Jak on jej dzisiaj działał na nerwy to była po prostu poezja!

- Ty bezczelny dupku! – rudzielec znowu dostał w głowę, lecz tym razem wiedział że mu się należało, więc tylko schylił głowę tłumiąc śmiech.

- Musisz tak częściej się potykać. – dodał jeszcze gdy schodził po schodach, będąc na bezpiecznej odległości od wrednych rączek Hermiony.

- Jak ja ci zaraz… - dziewczyna już startowała żeby pobiec za rudzielcem i mu przemówić do rozsądku lecz przyjaciółka ją zatrzymała.

- Spokojnie, słonko, nie widzisz że on cię prowokuje? To tylko końskie zaloty, nie daj mu się tak łatwo, olewaj go, to da sobie spokój – słowa rudej ją przekonały, więc tylko odetchnęła z ulgą, ułożyła włosy, i obydwie z gracją zeszły na dół.

  Gdy wyszły na podwórko George nadal stał oparty o samochód. Zobaczywszy je gwizdnął na tyle głośno by to usłyszały. Zmierzył obydwie nastolatki. Rzeczywiście, wyglądały zjawiskowo. Ginny miała na sobie czarne, przylegające leginsy, do tego białe obcasy, i białą, delikatnie prześwitującą koszulkę która idealnie wyglądała z czarnym stanikiem. Hermiona natomiast miała białe trampki do kostek, piękną, dziewczęcą spódnicę w kwiatki do połowy ud, i czarną przylegającą koszulkę która była średniej długości, więc delikatnie odsłaniała jej kawałek brzucha. Tym razem nie bawiła się w prostowanie włosów, tylko ułożyła je tak, by układały się w fale. George przez chwilę pożałował tego że nie jest na miejscu Freda. Jednak szybko mu to przeszło przypominając sobie o jej wymaganiach co do chłopaków.

- Warto było czekać, dziewczyny. Przynajmniej nie jest wstyd się z wami pokazać. – powiedział uśmiechając się złośliwie do swojej siostry. Ta zmierzyła go tylko z pogardą.

- Wy macie szczęście że potraficie się ubrać do ludzi. Bałam się że będę musiała wam zrobić kontrolę ubioru. – Co do wyglądu chłopaków też było na czym oko zawiesić. George ubrał flanelową, czerwono granatową koszulę podwijaną do łokci i dżinsowe spodenki do kolan, natomiast Fred z nie wiadomo jakich powodów stwierdził że mu będzie zimno, więc ubrał białą koszulkę, na tyle obcisłą, by odznaczały się na niej wszystkie jego walory i do tego czarną, zapinaną bluzę z kapturem, z białymi sznurkami i zamkiem. No nogach natomiast miał granatowe, w miarę luźne rurki, które Ginny kazała mu założyć kiedy mijali się w łazience. Włosy jak zwykle mieli rude i rozczochrane, jakżeby inaczej. Fred nudząc się sam w samochodzie postanowił wyjść i oprzeć się o samochód tak jak brat.

- No to jedziemy! – krzyknęła podekscytowana ruda po czym wskoczyła na tylne siedzenie. Nie minęła minuta kiedy już wyskoczyła z niego jak poparzona. – Torebka! – przeraziła się i pobiegła do domu. George zaśmiał się pod nosem i obszedł auto dookoła aby również zając miejsce z tyłu. Fred chwile stał w milczeniu z rękami w kieszeniach przyglądając się dziewczynie z delikatnym uśmieszkiem. Ta założyła ręce na piersiach a na jej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.

- Co? – zapytała wkurzona. Ten wzruszył ramionami i zmierzył ją wzrokiem.


„Cholera. Wygląda ślicznie.” 


Po chwili dziewczyna tylko pokręciła głową i już chciała odejść kiedy rudzielec złapał ją delikatnie za nadgarstek. Obróciła się szybko patrząc na niego pytająco.

- Ładnie wyglądasz. – powiedział cicho i wszedł do samochodu. Hermiona zmarszczyła brwi. Co to miało znaczyć? Nie wiedziała że ten chłopak jest aż tak skomplikowany.

 Gdy Ginny wróciła obie wsiadły do auta, Hermiona z przodu, a ruda z tyłu.

- Tylko błagam, nie zabij nas, Fred. – powiedziała spokojnie Hermiona zapinając pasy.

- Ooo, pamiętasz jak mam w ogóle na imię? – zapytał złośliwie rudzielec. Od rana słyszał od niej tylko przezwiska takie jak bezczelny dupku lub idioto, a w najlepszym wypadku Weasley. Nie to żeby mu się nie podobało bycie dupkiem czy po prostu Weasley’em, ale dobrze było w końcu usłyszeć swoje imię z jej ust. Hermione przewróciła oczyma nie chcąc kontynuacji kłótni. Po prostu spojrzała się w szybę udając że jakiś widok ją zaciekawił. Fred odpalił auto a dziewczyna przygryzła wargę. Teraz dopiero czeka ją piekło.

                                                                        
                                                                         ***


Wyjechanie z terenu który osiedlali praktycznie sami czarodzieje minęło im szybko, ponieważ chłopcy znali pełno skrótów magicznych które zaprowadziły ich na główną autostradę prowadzącą do Londynu. Z Fredem o dziwo jechało się nieprzyjemnie, jednak bezpiecznie . Hermione wkurzało tylko to, że jechał tak szybko, jakby go nie obowiązywały żadne przepisy. Cholerny, zadufany w sobie czarodziej. Raz tak mocno zahamował że szatynka ze strachu złapała go nadgarstek, na co ten uśmiechnął się pod nosem. Gdy dziewczyna to zobaczyła szybko puściła jego rękę i znowu spojrzała w okno obiecując sobie w głowie że już nigdy nie uda mu się przestraszyć ją do tego stopnia że będzie potrzebowała jego wsparcia. 

Z małą pomocą Hermiony zdołali w końcu dojechać do jej ulubionej galerii. Jak była mała często przychodziła tu z rodzicami na zakupy. Kiedyś ten budynek wydawał jej się taki wielki, jednak teraz, gdy miała już szesnaście lat nie robił na niej takiego wrażenia. Oczywiście miło było zobaczyć coś, co chociaż w małym stopniu jest częścią jej dzieciństwa, jednak teraz myślała tylko o tym żeby kupić każdy produkt z listy którą powierzyła im pani Weasley. Cała czwórka usiadła na ławce w galerii.

- Dobra, proponuje się rozdzielić, ja z Ginny, ty z Fredem, macie połowę listy – powiedział definitywnie George, przedzierając kartkę z potrzebnymi produktami które wypisała pani Weasley i podając jedną stronę Fredowi.

- Dlaczego tak!? – oburzyła się Hermiona. Nie dość że cały dzień działał jej na nerwy to jeszcze ma się z nim szlajać po sklepach? O na pewno nie.

- Bo ani ty, ani Fred nie przypilnujecie Ginny tak dobrze jak ja, żeby nie wyprysnęła kupować ubrania. – skwitował rudy. Fred spojrzał na niego z politowaniem.

- Długo myślałeś nad tym argumentem, czy to pierwsze co ci przyszło do tej głupiej głowy? – zapytał złośliwie na co drugi bliźniak uderzył go łokciem w bok. Nastała niezręczna cisza, więc szatynka miała chwilę by to wszystko przemyśleć. A może w końcu wszystko z nim sobie wyjaśni? Ostatnim razem ich „rozmowa” była nieudana, a tym razem już by do tego nie doszło. Tylko co ona mu powie? Raz chciałaby po prostu do niego podejść i go przytulić, jednak częściej wolałaby go udusić. Działał jej tak straszliwie na nerwy… jednak tylko jak się na nią spojrzał, uśmiechnął, pokazywał jaki jest naprawdę, kochała jego spontaniczność i dziecinność, bo wtedy był sobą, i to go do niej ciągnęło. A może udałoby się jej go zmienić? Wiadomo przecież, że nie liczyła by na jakiś cud, bo Fred przestałby być Fredem, jednak ustawiłaby go trochę do pionu, zrobiłaby coś z jego pijaństwem i roztrzepaniem. Tylko czy warto jest się na to pisać?

- Dobra, chodź. – powiedziała nagle ciągnąc rudzielca za ramię. Ten mrugnął zdziwiony dwa razy nie wiedząc o co chodzi i powlókł się za szatynką. Obrócił się na chwilę do tyłu. George i Ginny patrzyli na nich uśmiechnięci, jakby widzieli własne dzieci bawiące się w piaskownicy. Po chwili jednak brat i siostra odeszli w drugą stronę pokazując to na kartkę, to gdzieś w dal ustalając kierunek. Hermiona puściła chłopaka i założyła ręce na piersiach nie odzywając się. Fred schował ręce w kieszeniach od spodni.


- No i co tak milczysz? – zapytała w końcu spoglądając na niego.

- Co? – odpowiedział i też spojrzał na dziewczynę po czym zmarszczył brwi. Nagle obydwoje wybuchli śmiechem. To było tak bezsensowne że aż śmieszne.

- O co ci chodzi? – zapytała próbując powstrzymać śmiech. Pierwszy raz chyba tak bardzo śmieszyło ją zwykłe „Co?” chłopaka.

- To ty się śmiejesz! – odpowiedział jej uśmiechając się szeroko. Przez chwilę jeszcze się śmiali, po czym Hermiona przybrała poważniejszej miny.

- Więc?

- Więc…? –

- No… no co z nami? – zapytała w końcu wprost. Dlaczego to ona zawsze musi zaczynać taką rozmowę? Ech. Chłopak wzruszył tylko ramionami jakby nic go nie obchodziło. Hermiona się zezłościła.

- Fred! Przestań mnie olewać! – krzyknęła. Znowu to samo. Znowu on ucieka od tego tematu.

- Chyba wiesz co ja o tym wszystkim sądzę.

- Fred… - zaczęła uśmiechając się. – zakochałeś się we mnie?… Mój Boże, ty naprawdę się we mnie zakochałeś!

- Co?! N.. nieee, po prostu jesteś dziewczyną… no ładną dziewczyną, i tak jakoś wpadamy na siebie… - chłopak podrapał się po głowię. Nie może przecież jej się przyznać!

- I tylko dlatego przychodzisz do mnie po pijaku, całujesz bez pozwolenia, wkurza cię gdy bronie Rona, całujesz mnie bez pozwolenia… właściwie, głównie mnie całujesz bez pozwolenia! – powiedziała, a rudzielec spojrzał w inną stronę. Być może i mu się podobała, ale na pewno się w niej nie zakochał! To w nim zazwyczaj zakochiwały się dziewczyny a nie na odwrót!

- Zakochałeś się…..

- A może to ty się zakochałaś, hm? Jakoś nie broniłaś się specjalnie kiedy ściągałem z ciebie ubrania. – Hermionie uśmiech spełzł z twarzy a policzki się poczerwieniały. Jednak postanowiła to inaczej wszystko rozegrać.

- No tak, podobasz mi się Fred, wiesz ile jest takich chłopaków którzy mi się podobają? Jak nie ty, to inny, proste, skoro nie chcesz mnie to trudno… ech, bądźmy przyjaciółmi, hm, George’owi nadal się podoba Katie Bell? Błagam, powiedz że nie…

- Hermiona… - powiedział cicho. Z jednej strony chciał jej wykrzyczeć jak bardzo mu na niej zależy, a z drugiej.. hmm… podobało mu się że próbuje wzbudzić w nim zazdrość. Aż taki głupi nie był, żeby nie zauważyć że zrobiła to specjalnie.

- Wiesz, nie wiem, pewnie tak, odpuścił sobie ciebie, gdy mu powiedziałaś że jesteś moją dziewczyną. A no właśnie, skoro nią jesteś, to weź się zachowuj jakoś, chociaż udawaj lojalną…

- Jestem twoją dziewczyną? To w takim razie zrywam z tobą. – powiedziała patrząc na niego spokojnie. No nieźle. Czyli zdążył nacieszyć się ją (Chociaż nawet o tym nie wiedział) przez kilka godzin.

- Okej. Przyjaciele. – uśmiechnął się. Za ten tekst chętnie by trzasnął się w twarz.

- Przyjaciele. – odwzajemniła uśmiech i przytuliła się do chłopaka. Fred delikatnie objął ją ramionami i czuł jak oddycha. Boże, było mu tak cudownie. Dziewczyna na niego spojrzała.

- Przyjaciele tak robią? – zapytał złośliwie, na co dziewczyna skinęła głową. – A tak? – zapytał odgarniając jej delikatnie włosy.

- To już mi podjeżdża zakochaniem Fred… - Hermiona uśmiechnęła się do niego triumfująco.

- To czemu mi na to pozwalasz, Miona? – zapytał kąśliwie, na co dziewczyna podniosła jedną brew.

- Ostatni raz ci na to pozwoliłam. Przyjaciele na sto procent. Nic więcej. – opowiedziała marszcząc złowieszczo brwi.

- Przyjaciele na procent wyżej bardziej mi odpowiada. – powiedział przysuwając swoją twarz do jej twarzy. Tutaj go ma. Gdy ich usta dzieliły minimetry dziewczyna się odsunęła.

- Jak już mówiłam. - powiedziała jak gdyby nigdy nic. – przyjaciele na sto procent i ani procenta wyżej. – wydostała się z jego objęć i zostawiła go w tyle. Fred odgarnął włosy. Czy ona właśnie go sprowokowała? Zaklął pod nosem i poszedł za nią. Już żałował „przyjaźni” z Hermioną. A najgorsze jest to, że to dopiero początek jej działań.


„Jej się jeszcze odechce tej przyjaźni.” – pomyślał.  



                                                                             ***

Jest rozdział? Jest rozdział. Więc kochane czytelniczki, przestańcie wyklinać na mnie w myślach, i zabijać mój blog wzrokiem. Napijcie się czegoś słodkiego i spokojnie czekajcie na następny rozdział. Wasza kochająca i beznadziejna autorka Fremione. Kocham was, głupki. <3