sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 6 ,,Jak to jest Ron? Jak to jest ja całować?''



Rozdział 6  „Jak to jest Ron? Jak to jest ją całować?”

- Hermiona! Tak się martwiłem! – Harry podszedł do gryfonki i przytulił ją po przyjacielsku.
- No weźcie, Nie było mnie dwie godziny i już się stęskniliście? – dziewczyna starała się by jej głos się Nie załamywał. „Malfoy mnie rozbierał! Zróbcie coś!” – krzyczała w myśli dziewczyna. Dopiero teraz, gdy mogła usiąść spokojnie zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Zaczęła wszystko przeżywać od nowa.
- Wszystko w porządku mała? – zapytał Ron z nieszczerą troską, jego plan sprawował. Hermiona wpatrywała się w rudzielca podejrzliwym wzrokiem, „Mała? Od kiedy on tak do mnie mówi?” Nie zastanawiała się długo ponieważ Ron pomachał jej ręką przed oczami, jakby chciał żeby obudziła się ze snu zimowego. Hermiona musiała kłamać.
- Taak Ron,  wszystko okej – „Nic Nie było okej” pomyślała. – Nie musisz się martwić – „A właśnie że TAK!” krzyczała wewnętrzna część Hermiony.
- U mnie też wszystko w porządku, po co się przejmujecie! – krzyknęła sarkastycznie Ginny siedząc na podłodze oparta o nogi Hermiony.
- Sorki Gin. – Harry podszedł do swojej dziewczyny i pocałował ją czule czym zrehabilitował się u niej. Ron odruchowo skrzywił się na ten widok. Dalej nienawidził gdy ktoś podrywa jego siostrę, ale wolał już Harrego, niż wszystkich innych.
- A tak w ogóle to gdzie byłaś Miona? – zapytał zaciekawiony wybraniec który teraz siedział na ziemi, a Ginny trzymał na kolanach.
- Eee, no Chyba wiadomo – przeciągała Hermiona, „Co by tu wymyślić?” – w bibliotece!
Dotąd niezauważony Fred westchnął cicho bawiąc się bombardierką lesera która musiała wypaść z pudełka. Ginny także spojrzała na Hermione piorunującym wzrokiem. Rodzeństwo było złe na szatynkę. Chcieli aby powiedziała Ronowi i Harremu, a przede wszystkim Harremu o zachowaniu Malfoya. Jak na razie tylko trzy osoby wiedziały o dzisiejszym wydarzeniu. George – bo to on ją uratował. Ginny – bo to jej najlepsza przyjaciółka, no i Fred – bo to była w bardzo małym stopniu, troszkę jego wina. Lecz gryfonka go Nie obwiniała. Ron zauważając Freda zmierzył go z góry do dołu. 
- Co? – zapytał bliźniak widząc minę Freda.
- Gówno. – powiedział to słowo kierując je wyłącznie do starszego brata. Chyba nawet Harry go Nie słyszał choć siedział blisko niego. Fred tylko spojrzał ze zdziwieniem na rudzielca, „A tego co ugryzło?”. Po dziesięciu minutach wszedł rozbawiany George i spojrzał znacząco na Freda. Jego bliźniak widząc minę brata od razu już wiedział że ten ma do niego sprawę. Fred kiwnął dyskretnie głową co znaczyło żeby poczekał aż będą sami. 
   Przez resztę wieczoru przyjaciele gadali o wszystkim i o niczym.  Hermiona nawet się Nie spostrzegła gdy Ron niezauważalnie objął ją ramieniem. Ona Nie, ale Fred tak. Poczuł ukłucie w okolicy serca. „Ogarnij się Fred!” – mówił w myśli sam do siebie, „Od kiedy aż tak interesuje cię Hermiona? – mówił głos w jego głowie. Kiedyś by się cieszył gdyby zobaczył taki obraz, i niewykluczone że by puścił nawet oczko bratu. Ale Nie teraz. Nie po przygodzie w łazience Jęczącej Marty. Ten jej wzrok, ten uśmiech, Nie mógł przestać o niej myśleć. „A ta figura” – analizował po kolei każdą zaletę Hermiony. Gdyby Nie Ginny, Chyba by zwariował z własnymi myślami.
- Dobra, my z Mioną mamy coś jeszcze do obgadania – powiedziała nagle rudowłosa.
- Co? – zapytał zdziwiony wybraniec kiedy jego piękna dziewczyna zeszła z jego kolan i złapała przyjaciółkę za rękę.
- Babskie sprawy, Nie dla was. – powiedziała gryfonka i pociągnęła Hermione za sobą.
- Miona, czekaj! – krzyknął za dziewczynami Ron, a ta uwolniła się z uścisku Ginny. Podeszła do rudzielca. A ten złapał ją za ramiona. Nigdy tego Nie robił. Hermiona się zdziwiła.
- Chciałem ci powiedzieć dobranoc – Ron uśmiechnął się pogodnie. Zanim Hermiona przeanalizowała jego słowa dostała od niego całusa w policzek.  Gryfonka stanęła jak wryta. Jeszcze Nie tak dawno udawał wymioty na widok migdalenia się Ginny i Harrego.
- Ron, o co chodzi? – zapytała szeptem gryfonka, lecz ten znowu się uśmiechnął.
- Dobranoc mała. – powiedział tajemniczo rudzielec. „Co on ma dzisiaj z tą małą?” pomyślała Hermiona lecz Ginny pociągnęła ją już do góry. Ron odwrócił się i napotkał na sobie wzrok Freda. Jego plan zadziałał. Chłopcy rozmawiali ze sobą jeszcze jakieś dwadzieścia minut.
- No to ja też będę się już zbierał – powiedział po chwili wybraniec przeciągając się w miejscu. – Nie spakowałem jeszcze błyskawicy, a jutro Nie będzie czasu – Harry ziewnął i poszedł w stronę dormitorium chłopców. Na schodach się zatrzymał.
- Idziesz Ron? – zapytał zmęczonym tonem.
- Zaraz przyjdę, Chyba minuta wytrzymasz bez swojego idola – zażartował Ron.
- Idiota – mruknął Harry znikając za drzwiami swojej sypialni. Została tylko trójka rodzeństwa. Wszyscy z rudymi włosami.
- Chodź Fred, mam ci coś do opowiedzenia – powiedział George wymieniając z bliźniakiem spojrzenia. Gryfon już wstawał, lecz Ron go zatrzymał.
- Poczekaj chwilę Fred, mam do ciebie pytanie. – odpowiedział pogodnie, lecz tajemniczo Ron. Fred zaskoczony rozłożył ręce i opadł na kanapę.
-Okej – powiedział ochoczo. Ron odprowadził wzrokiem George. Czekał aż zostaną sami. Gdy usłyszeli trzaśnięcie drzwiami pierwszy odezwał się Fred.
- To z czym przychodzisz do swojego kochanego starszego brata Ronusiu? – zapytał chłopak kpiąc z Rona. Gdy przekręcił się nieco na sofie poczuł pod sobą coś twardego. Bez skrupułów sięgnął po to. To była książka „Romeo i Julia”.
- Oo, pewnie Hermiona zapomniała. Te mugolskie książki są bez sensu Nie mają tytułu tylko pełno autorów! – powiedział  goryczą Fred.
- Och, zamknij się Fred – starszy gryfon widział że o Nie była zwykła marna riposta w wykonaniu Rona. Chłopaka naprawdę coś ubodło.
- Jak sobie życzysz braciszku. – poddał się. Ciekawy był o co chodzi Ronowi tym bardziej że ten odwlekał sprawę. W końcu młodszy gryfon wciągnął powietrze i powiedział jednym tchem.
- Po chuja podrywasz Hermione?! – zapytał pretensjonalnie. Fred się zdziwił, bo może darzył tę dziewczynę jakimś uczuciem, o którym jeszcze Nie wiedział, ale nawet Nie próbował do niej startować ze względu na Rona.
- Że co?
- Nie udawaj! Widziałem jak trzymaliście się za ręce! – krzyknął rudzielec. Fred zrozumiał o jaką sytuacje chodzi.
- Aaaa… o to ci chodzi. To Nie tak Ron! Naprawdę! Ja jej pomagałem szybciej biec! – tłumaczył się bliźniak. Nie chciał kraść młodszemu bratu dziewczyny, ale to było trudne. Bardzo trudne.
- W każdym razie odwal się od niej. – powiedział  Ron po raz kolejny mierząc Freda. Bliźniak wstał wyraźnie zdenerwowany.
- A nawet jakbym ją podrywał to co!? Nie wolno mi!? – wybuchnął chłopak – Hermiona jest bardzo ładna, pewnie dużo osób ją podrywa! – „Nawet Malfoy” pomyślał – gdyby Snape z nią flirtował to co?! Byś go pobił!?
- No wiesz, podobno Nie wolno podrywać zajętych dziewczyn. – Ron wiedział jak działać. Obmyślił to sobie po drodze do drodze do pokoju wspólnego. Fred zamarł,
„Ona kogoś ma.” Nie mógł znieść tej myśli.
- O czym ty mówisz? – zapytał, starając się by jego głos zabrzmiał zupełnie normalnie. Usiadł ponownie.
- Miałem nadzieje że jesteś na tyle mądry żeby widzieć co się dzisiaj działo ze mną i Mioną. – powiedział spokojnie rudzielec.
„Ona kogoś ma, a tym kimś jest Ron”. Te słowa jeszcze bardziej go bolały.
- Kiedy? – zapytał już Nie kryjąc szoku. – Jak?
- Tydzień temu, po eliksirach spytała czy Nie chciałbym z nią chodzić. Oczywiście się zgodziłem. Musiałem, przecież inaczej bym zepsuł przyjaźń. – zmyślał na poczekaniu Ron. – No i jeszcze Nie chcieliśmy się ujawniać, wiesz jak to jest co Nie? – role się odwróciły.
- Nie – powiedział – Nie wiem jak można Nie chwalić się takim kimś jak Hermiona – odpowiedział ponuro.
- No ale ty teraz jesteś wolny, możesz przylizywać się z każdą jak ja z Hermioną – Ron uśmiechnął się łobuzersko do brata.

Kiedyś to Rona wkurzały docinki roześmianego Freda, a teraz? Chłopak był załamany. Każde słowo wypowiedziane przez jego brata była jak pojedyncza szpilka wbijana w serce.
- CAŁOWALIŚCIE SIĘ!? – zapytał niespodziewanie bliźniak. Wtedy w łazience był już tak blisko, tak blisko jej malinowych ust. Ale Nie mógł. Chociaż pokusa była silna. Nie mógł Nie wiedząc, czy ona też tego chce.
- No pewnie! Jaka by była z nas para gdybyśmy się Nie całowali. – po minie Rona można była wywnioskować że cała energia Freda wyparowała z bliźniaka i powędrowała do młodszego gryfona.
- Więc mam nadzieje się dogadaliśmy. – powiedział po chwili Ron. Fred nic Nie odpowiedział tylko poszedł w stronę dormitorium. Czuł satysfakcje Rona, czuł na sobie jego wzrok zadowolenia. Nienawidził go w tej chwili. Przed samymi drzwiami się zatrzymał.
- Jak to jest Ron? – zapytał smutno Fred ze łzami w oczach.
- Co?
- Jak to jest ją całować. – Fred cudem powstrzymywał gniew i smutek jednocześnie.
- No w sumie jest okej. Ale trochę jak całując dziecko. W ogóle bez pazura. – powiedział Ron oddalając się do swojego dormitorium. Fred przeczesał ręką pół długie włosy. Zawsze to robił gdy było mu źle.
„Czemu on.” Myślał. Kolejny raz przeczesał włosy, lecz jego lewa ręka pozostała na czole. 
„Czemu on a Nie ja?”. Nie mógł znieść tej myśli. Łza poleciała o jego policzku. Mógł pozwolić sobie na chwilę słabości. Był przecież sam. Przynajmniej tak myślał. 
                                                                       
                                                                            <3 <3 <3

Na samym poczatku chcialam przeprosic ze tak dlugo nie bylo nowego rozdzialu, ale jestem na wakacjach za granica (z tego tez wzgledu nie mam polskich znakow) Nastepny rozdzial pojawi sie dopiero jak beda 3 komentarze, a co? ;D To wszystko, trzymajcie sie cieplo ;3

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 5 "Chwila! Fred!? Hermiona!? RĘKA!? Ginny!?'

Rozdział 5. „Chwila! Fred!? Hermiona!? RĘKA!? Ginny!?”

Harry zdziwił się dziwnym zachowaniem swojej dziewczyny. Wcześniej była nieokiełznaną bestią bijącą Angelinę, a nagle po słowach Georga zachowywała się jak przestraszona myszka i popędziła w kierunku wyjścia. Oczywiście wybraniec Nie wiedział o co chodziło bo bliźniak wpadł jak petarda do Wielkiej Sali i przekazał coś Ginny na ucho. „A może coś się stało Hermionie?” myślał Harry. Bardzo chciał żeby to Nie była prawda, lecz w rzeczywistości było inaczej, choć jeszcze o tym Nie wiedział.
- Auu, pomóż mi Lee. – stękała Angelina łapiąc za rękę swojego kolegę. Czarnoskóra dziewczyna była żywym dowodem dla wszystkich gryfonów że z Ginny Weasley, na pozór małą i kruchą dziewczyną się Nie zadziera. Brunetka najprawdopodobniej miała połamaną nogę, ponieważ Nie mogła nią ruszać, jednak Nie miała w planie donieść na rudą gryfonkę, ponieważ ona także by stanęła murem jakby ktoś obrażał Katie Bell, jej najlepszą przyjaciółkę.
- Współczuje ci Angie, ale mogłaś Nie drażnić mojej siostry, sama widzisz jak to się skończyło – rzekł rozbawiony Ron, lecz przestał się śmiać ponieważ noga Harrego kopnęła go w piszczel. – Naprawdę współczuje – poprawił się rudzielec. Angelina zmierzyła go  wzrokiem. Ron widząc minę czarnoskórej, udał że czyta pierwszą lepszą stronę Proroka Dziennego który przyszedł rano do Hermiony. „Właśnie, Hermiona” – pomyślał gryfon. Pamiętał tylko że pobiegła z płaczem w głąb zamku. Zastanawiał się, gdzie wylewa swoje żale, lecz długo Nie zaprzątał sobie tym głowy, bo Harry zagadnął go o datę kolejnego meczu quidittcha pomiędzy Bułgarią a Irlandią. Wybraniec zrobił to celowo, ponieważ chciał odstresować się od tej strasznie dziwacznej sytuacji. 

                                                                  ***

- Puszczaj mnie kretynie ty jeden! – krzyczała Hermiona siedząca na barkach rozbawionego Freda. Gryfonka spojrzała do tyłu. Na jej szczęście ujrzała swoją przyjaciółkę, której najwyraźniej brakowało tchu. Już nawet nie krzyczała do bliźniaka.
- Prrrr! – Fred gwałtownie zahamował naśladując odgłos konia. Hermiona spojrzała w bok, a przed jej oczami ukazały się potężne drzwi skrzydła szpitalnego.
- Nie! – krzyknęła od razu szatynka. – Nie! Nie zgadzam się!
- To dla twojego dobra Miona! – Ginny ich dogoniła i cała złość z niej wyparowała widząc troskę Freda. Hermiona jednak uważała inaczej.
- Nagle się z nim zgadzasz?! – w starszej Gryfonce buzowała złość. Owszem, była zmęczona ale nic poza tym. W dormitorium wzięła by witaminę C i po sprawie, lecz jej przyjaciele woleli dmuchać na zimne.
- Hermiono proszę! Nie wyglądasz najlepiej. – próbował przemówić jej do rozsądku gryfon, lecz nic Nie działało. 
- Ale czuje się znakomicie! Przysięgam!
- Hermiono naprawdę daj sobie pomóc – tłumaczyła Ginny. Ona tylko zawzięcie machała głową na znak protestu.
- Błagam was! Sama umiem o siebie zadbać! – krzyczała zdesperowana gryfonka do swoich przyjaciół. Miała do nich żal że jej Nie ufali.
- Kochanie możesz błagać ile wlezie, i tak cię tam zaprowadzimy, choćby siłą – powiedziała do niej Ginny a Fred zarechotał na głos.
- Ucieknę! – Krzyczała gryfonka – Ucieknę i rzucę na was uroki! – groziła im szatynka, lecz jej przyjaciół tylko śmieszyły na pozór straszne słowa. Dziewczyna Nie miała innego wyjścia. Wykorzystując dziś po raz drugi swój talent aktorski położyła ręce na twarz i zaczęła cichutko szlochać. W gruncie rzeczy było jej przykro że oni Nie mają do niej zaufania. Fred słysząc poczęcie dziewczyny ściągnął ją z ramion i złapał za ręce. Ginny natomiast głaskała ją po plecach.
- Jeszcze nam podziękujesz… - powiedział Fred z szczerą troską w głosie. Starsza gryfonka widząc że branie ich na litość Nie działa opuściła ręce i zmierzyła ich bazyliszkowym wzrokiem. Dwoje rodzeństwa wymienili przestraszone spojrzenia.
- Dobra, i tak z wami dzisiaj Nie wygram. – powiedziała spokojnie, lecz jej słowa ociekały trucizną – Ale obiecuje wam, że jak wyjdę z tego cholernego skrzydła spotkają was potworne rzeczy.
- Ja.. jakie? – zająknęła się przestraszona Ginny.
- Tobie zniszczę wszystkie pomadki! – ruda westchnęła w szoku i przyłożyła ręce do twarzy – A tobie obetnę te rude włosy! – Przestraszony Fred impulsywnie przyłożył rękę do włosów, które jak widać były dla niego niezmiernie ważne.
- Ty…. Diable wcielony! – rzekł z trwogą gryfon. Hermiona uśmiechnęła się z satysfakcją i założyła dłonie na piersiach.
- To co? Odprowadzicie mnie teraz grzecznie do wieży gryffindoru, czy….
- Wybieram pierwszą opcje! – powiedziała Ginny zanim gryfonka zdążyła dokończyć zdanie. Fred szybko złapał Hermione za rękę i popędził z nią w wyznaczonym celu, a ruda znów popędziła za nimi.

                                                              ***

Harry i Ron po skończonym lunchu poszli w kierunku dormitorium. Ron tak zawzięcie opowiadał Harremu upadek Viktora Kruma o którym rok temu czytał w proroku że Nie zauważył trójki nastolatków pędzących w kierunku wieży gryfonów.
- Czekaj Ron, kto tam biegnie? – zapytał po pewnym czasie Harry.
- To tylko Fred trzymający za rękę Hermione i Ginny – Ron zajęty rozmową Nie zwrócił uwagi na tę scenę – Chwila! Fred!? Hermiona!? RĘKA!? Ginny!?
- Ginny?
- To też, ale Hermiona z FREDEM!? – w oczach Rona widać było kilka uczuć. Złość, ale także smutek, oraz zazdrość. Harry dobrze wiedział że rudzielcowi już od dawna podobała się Hermiona. Najgorsze było to że Ron był typem „małego chłopca” któremu jak podoba się dziewczyna to wrzuca jej piasek za koszulkę.
- Oj Ron, przecież to mogło tylko tak wyglądać. – pocieszył przyjaciela Harry i poklepał go po plecach. Ron widząc że wybraniec zaczyna się domyślać co do jego tajemnego zauroczenia zrobił się nagle nerwowy.
- Ale o co ci chodzi… eee…He.. Hu…. Aaa! Harry! Przecież ona mnie zupełnie Nie obchodzi! – tłumaczył się nieudolnie rudzielec.
- Ron, zapomniałeś jak mam na imię. Uwierz mi, znam cię! – rozbawiony Harry stanął na siódmym piętrze. Gruba Dama ucinała sobie właśnie popołudniową drzemkę.
- Jesteś śmieszny Potter! Mylisz się!
- Potter? Od kiedy to mówi się do przyjaciela po nazwisku. – Harry był już poirytowany zachowaniem Rona, a portret Grubej Damy chrząknął z niezadowoleniem, że ktoś przeszkadza jej w spaniu.
- Sorry Harry, ale twoje przypuszczenia są tak zabawne że aż żałosne. Hermiona Granger to tylko kujonica która pomaga mi w lekcjach. I jest brzydka – Harry sądził że Ron posuwa się już za daleko.
- Wiesz co Ron?! To ty jesteś momentami żałosny! Jeszcze parę godzin temu Hermiona była twoją przyjaciółką! Sobie Chyba pozwalasz na za dużo! Może i Hermiona jest trochę przemądrzała ale na pewno Nie jest brzydką kujonicą! Jest moją przyjaciółką na dodatek bardzo ładną! Przemyśl to co mówisz! – Harry wybuchł budząc przy okazji Grubą Damę.
- A ty lepiej może prze…. – Ron nawet nie zdążył dokończyć zdania gdy rozległ się krzyk portretu.
- PRZEŁAZICIE CZY CZEKACIE NA SPECJALNE ZAPROSZENIA!? – donośny głos Grubej Damy rozniósł się po całym siódmym piętrze. Harry i Ron bąknęli ciche „Przepraszam” i podeszli bliżej tajnego przejścia. 
- Waniliowa żaba. – powiedział wybraniec i gryfoni zniknęli za portretem niewyspanej i poirytowanej kobiety. Ron zobaczył Hermione siedzącą na kanapie przed kominkiem, „pora działać” – pomyślał.

                                                                   <3 <3 <3

Powiem tylko tyle: JEST I NOWY ROZDZIAŁ :)
A i jeszcze jedna sprawa, czy macie problem z dodawaniem do obserwatorów? Bo u mnie jest wszystko okej, a jak sprawdzałyśmy u koleżanki to coś tam się nie powiodło ;c
~Michalina

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 4 "Należało mu się! Nikt nie krzywdzi moich siostr, Hermiono"

Rozdział 4 „Należało mu się! Nikt Nie krzywdzi moich sióstr, Hermiono”

- George! – tylko to zdołała wydukać zdruzgotana, lecz szczęśliwa Hermiona. W oczach bliźniaka pojawiła się złość. Zamaszyście podszedł do ślizgona i wymierzył mu cios w policzek. Malfoy momentalnie przyłożył rękę do policzka. Hermiona skorzystała z okazji i szybko wyślizgnęła się z objęć ślizgona, chowając się za Georga.
- Wynoś się stąd Weasley! – warknął  Malfoy po czym wstał i złapał za różczkę. Rudzielec był jednak szybszy i celując w niego różczką krzyknął „Drętwota!” i Ślizgon już leżał bez ruchu na podłodze. George podbiegł szybko do płaczącej i półnagiej gryfonki.
- Nic ci Nie jest Mionka? – zapytał troskliwie. Cieszyła się że to był George. Potrzebowała teraz niemal że braterskiej miłości. Z marnym uśmiechem pomachała przecząco głową. Chłopak przytulił dziewczynę. Gdy rozluźnił się z uścisku podszedł jeszcze do nieruchomego Malfoya i kopnął go z całej siły w brzuch.
- George! – krzyknęła przerażona Hermiona. Wiedziała że mimo jaki jest człowiek to Nie kopie się leżącego. Płeć męska miała jednak inne zasady.
- Należało mu się! Nikt Nie krzywdzi moich sióstr, Hermiono. – dziewczynę tak rozczuliły te słowa że po jej policzkach poleciały kolejne łzy. Tym razem łzy szczęścia. Rudzielec źle odbierając manewr Hermiony pomyślał że dziewczyna jest załamana. Podszedł do niej i ją ponownie otulił. W tym momencie do łazienki Jęczącej Marty wparował tym razem drugi bliźniak z jeszcze większym hukiem. Spojrzał z rozczarowaniem na tą scenę. Rzeczywiście, to wyglądało inaczej niż było naprawdę. Półnaga gryfonka wtulająca się w jego własnego brata.
- Ocipiałeś?! Myślisz że chciałbym żebyś tu przyszedł i nakrył nas na dwuznacznej sytuacji?! – tłumaczył się George puszczając dziewczynę. Fred spojrzał na leżącego Malfoya a potem na gryfonkę. Podbiegł do niej pędem i tak mocno przytulił że Hermionie w pewnym momencie brakło tchu.
- Fred, to boli – powiedziała smutna gryfonka i chłopak momentalnie ją puścił. Mimo wszystko miała do niego wyrzuty, ponieważ to przez niego płakała.
- Przepraszam. – powiedział zmieszany rudzielec. – Zimno ci? – Nie czekając na odpowiedź ściągnął z siebie szatę i otulił nią gryfonkę.
- No to ja może pójdę zanieść Malfoya do skrzydła – powiedział George i wziął ślizgona pod pachy.
- Ty mu to zrobiłaś?! No nieźle, nieźle. – powiedział bliźniak zauważając liczne rany na twarzy Malfoya. Rzeczywiście, wyglądały na poważne, ale Hermione Nie obchodził już ten drań. Teraz liczył się tylko on. Fred. Chciała żeby zostali sami i po chwili jej życzenie się spełniło. Stali blisko siebie, prawie że twarzą w twarz. Chłopak ciągle trzymał ją za rękę, jakby się bał że mu ucieknie. Hermiona chociaż chciała stać tak wieczność i patrzeć w jego brązowe i łagodne oczy, to Nie mogła, bo nawet sterczenie na własnych nogach sprawiało jej ból. Była wyczerpana.
- Chodź – wydukał z siebie gryfon. Wziął ją delikatnie na ręce i usiadł na podłodze opierając się o kaloryfer, biorąc Hermione na kolana. Dziewczyna bezwładnie w tuliła się w jego tors, „Jest taki ciepły” pomyślała.
- Hermiono… - powiedział chłopak a jego oczy się zaszkliły. Czuł się jakby trzymał w rękach niemowlę, takie małe i kruche, lecz nadzwyczaj ważne.
- Hmm? – Hermiona spojrzała na chłopaka. „Mógłbym rozpłynąć się w jej oczach”  pomyślał Fred patrząc na wyczerpaną gryfonkę.
- Wybacz mi. – powiedział chłopak, a z jego oka poleciała łza. – To wszystko moja wina. – Hermiona pierwszy raz widziała Freda w takim stanie. Bez łobuzerskiego uśmiechu od ucha do ucha, i wesołych ogników w brązowych oczach.
- No co ty Freddie. – dziewczyna pogłaskała go po policzku. – to ja sama tu przyszłam. 
- Hermiono Nie jesteś tylko przyjaciółką mojego brata, wiedz o tym. – Dziewczynę obleciał przyjemny dreszcz, „Jestem dla niego kimś więcej” – pomyślała.
- No przecież wiem, jestem także przyjaciółką twojej siostry – oboje nastolatków zaśmiała się i sytuacja się lekko rozluźniła. Gdy przestali się śmiać Fred spojrzał w jej czekoladowe oczy, i mimowolnie uśmiechnął się. Jakby do nich.
- Zerwałem z Angeliną, wiesz? – powiedział gryfon, a w jego głosie zamiast smutku po rozstaniu, było słychać wolność. Najszczerszą wolność na świecie.
- I co w związku z tym? – Hermiona Nie rozumiała po co on jej o tym mówił.
- No bo ja… - zająknął się chłopak. Atmosfera była teraz bardzo napięta, a hormony nastolatków buzowały. Fred powoli zaczął zbliżać swoją twarz do twarzy Hermiony, a ona Nie protestowała. Chciała tego. Chciała by największy żartowniś w Hogwarcie pocałował ją. Hermione Granger. „Rano byłaś dla niego TYLKO Hermioną Granger” – odezwał się głos w jej głowie. Nie słuchała go. Jego twarz była już niedaleko jej twarzy, a usta niebezpiecznie blisko jej malinowych, lecz trochę pokrwawionych ust. Nagle Fred zmienił kierunek i szybko cmoknął ją w czoło. Hermiona była rozczarowana, lecz Nie dała tego po sobie poznać.
- No bo ja jestem teraz wolny – Fredowi wrócił dawny uśmiech i puścił oczko zdezorientowanej dziewczynie. Hermiona zaśmiała się lekko. „Był taki słodki gdy się wygłupiał” – jej myśli skupiały się wyłącznie na nim. Lecz musiała temu przeszkodzić.
- Idę się ubrać – rzekła gryfonka i zeszła z kolan Freda. Chłopak jęknął cichutko z niezadowolenia, tak cicho żeby Nie usłyszała tego młoda czarodziejka. Poczuł nieprzyjemny chłód na nogach i torsie, lecz gdy spojrzał do przodu szczęka mu opadła. Pierwszy raz widział dokładnie figurę gryfonki. „Jakie ona ma nogi!” – pomyślał wysoki rudzielec podziwiając ciało Hermiony. Nie podejrzewał, że pod tym niekształtnym mundurkiem szkolnym kryje się figura modelki. Hermiona Nie czuła wstydu gdy ściągnęła o wiele za dużą szatę bliźniaka. Nawet nieco specjalnie pokazywała Fredowi swoje atuty, bo Nie mogła już znieść opinii kujonicy o dziecięcej figurze. Kobiecym krokiem podeszła do swoich spodni.
- Wow, Hermiono. Ja się Nie dziwie czemu Malfoy na ciebie leci! – powiedział z podziwem Fred przyglądając się poczynaniom Hermiony.
- Co masz na myśli Fred? – spytała celowo gryfonka czując satysfakcje.
- No weź przestań! Powinnaś być modelką w Playbo… - tu przerwał widząc piorunujące spojrzenie Hermiony – Powinnaś być modelką! Znaczy się… - dokończył zakłopotany rudzielec. Podczas dalszego odziewania się dziewczyny, Fred Nie mógł oderwać od niej wzroku. Aż do momentu gdy założyła swoją własną szatę. Bliźniak zrobił nadąsaną minę, „Wróciła” – pomyślał. Hermionie zrobiło się przykro. Przykro że Nie doceniała samej siebie przez te wszystkie lata. Była ładna, a i owszem, ale jej ładność miała stopień „Słodkiego dziecka”. To było smutne że tylko Draco Malfoy, jej największy wróg, choć w brutalny sposób, ale jako jedyny ją doceniał. No i jeszcze Ron. Gryfonka wiedziała, że on darzy ją czymś więcej niż tylko przyjaźnią. Postanowiła że od tej pory będzie zgrabną kobietą, a Nie bezkształtnym dzieckiem. Rozmyślania przerwał jej kojący głos Freda.
- O czym myślisz? – spytał zaciekawiony gryfon.
- O tym jak wpadłeś do łazienki – skłamała na poczekaniu czarodziejka, choć to też ją ciekawiło – Skąd wiedziałeś że akurat Tutaj coś się dzieje? – Fred uśmiechnął się sam do siebie.
- George – powiedział kierując wzrok na już ubraną gryfonkę.
- Jak to George? – dalej Nie rozumiała dziewczyna.
- Słyszałaś o czymś takim jak telepatia bliźniacza? – zapytał rozbawiony Fred podchodząc do marnie wyglądającej gryfonki. Dziewczyna była o wiele niższa od rudzielca, więc jak mówił musiała stawać na palcach żeby wyraźniej widzieć jego wesołą twarz.
- Czyli George jakimś cudem ci przekazał że… - tu przerwała, przeżywając to od nowa – no wiesz. – dodała cicho.
- Na to wygląda – i znowu patrzyli sobie w oczy przez jakiś czas. Trwało by to wieczność gdyby nie przerwało im po raz trzeci huk otwieranych drzwi w których tym razem stanęła Ginny. Od razu podbiegła do Hermiony ze strachem w oczach.
- Na szatę Merlina! Miona nic ci Nie jest? W ogóle jak się czujesz, wszystko okej? – młodsza gryfonka obrzuciła Hermione mnóstwem pytań.
- Nie nic mi niej, jestem tylko zmęczona. – szatynka uśmiechnęła się marnie do przyjaciółki. – O Jezu Ginny! A tobie co się stało? – Hermiona dopiero teraz zauważyła siny policzek i rozwaloną wargę rudej.
- No nieźle się nasz Ginwera popisała, musiałem ją oddzielać od Angeliny, boby ją skopała na dobre – odezwał się Fred, a w oczach rudej pojawiła się złość.
- Dobrze wiesz że nienawidzę jak do mnie mówisz Ginwera! – powiedziała pretensjonalnym tonem młoda czarodziejka.
- Przecież to twoje imię! – bronił się Fred powstrzymując śmiech.
- Okej, niech ci będzie Fredward!
- Ooo ty, przesadziłaś! – Zbulwersował się gryfon na dźwięk ostatniego słowa.
- Przecież to twoje imię. – Ginny powiedziała to tak słodko jak się tylko da. I  mgnieniu oka wybuchła kłótnia pomiędzy bratem a siostrą. Hermiona sfrustrowana zachowaniem nastolatków próbowała wszystkiego. Od chrząknięć po machanie im przed nosem rękami, aż wreszcie zdesperowana gryfonka zachwiała się na nogach udając omdlenie.
- Miona! – Krzyknęła Ginny przerywając kłótnie. Fred w ostatniej chwili złapał szatynkę.
- Nic ci Nie jest?! – przejął się rudzielec widząc że otworzyła oczy.
- Możecie przestać się kłócić!? Halo! Ja tu właśnie byłam obmacywana przez Malfoya! Nie chcę słuchać kolejnej awantury rodzinnej Weasleyów! – rodzeństwu zrobiło się głupio na słowa Hermiony. Wszyscy stali teraz w niezręcznej sytuacji.
- Idziemy? – zapytała poszkodowana gryfonka i ruszyła chwiejnym krokiem w stronę drzwi. Po chwili ktoś ją złapał za rękę. Gdy się odwróciła zauważyła zatroskaną twarz Freda.
- My idziemy, ty na pewno Nie – powiedział przyciągając ją do siebie.
- O czym ty mówisz Fred? – zapytała ruda widząc minę brata.
- No przecież Nie pójdziesz w takim stanie! – krzyknął Fred i zanim Hermiona zdążyła coś powiedzieć siedziała już rozkrokiem na ramionach roześmianego bliźniaka.
- Nie Fred! Nawet o tym Nie myśl! – szatynka była zdenerwowana. Widząc minę swojej przyjaciółki widać było że podzielała jej zdanie.
- Cicho siedź i się mocno trzymaj – powiedział roześmiany bliźniak po czym popędził jak wicher w stronę wyjścia, a za nim biegła zdenerwowana Ginny wykrzykując w jego stronę najróżniejsze z wyzwisk. 

                                                                         <3 <3 <3

No więc jak obiecywałam jest rodział IV, może trochę późno :D Siedzę sobie właśnie w pokoju z Ginny i chyba zrobię wam małą niespodziankę i dodam jeszcze piąty rozdział :3
ps. Dzisiaj podobno mają spadać gwiady <3
~Michalina

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 3. "Pieprzona gryfonka, jeszcze mnie przeprosisz Granger!"

Rozdział 3. „Pieprzona gryfonka, jeszcze mnie przeprosisz Granger!”

Gryfonka żałowała że Nie ma tu nikogo, chociażby Marty, nawet ona mogła by jej pomóc. Lecz była sama. Sama z bardzo przystojnym lecz okropnie paskudnym Malfoyem który na trzeźwo brzydził by się jej dotknąć palcem, a w takim stanie potrafił ślinić się na jej widok. To wydawało się bardzo dziwne, lecz dziewczyna teraz Nie martwiła się o to, tylko o swoje zdrowie fizyczne, a nawet psychiczne.
- Eh, dawno na to czekałam – powiedział Ślizgon, a w jego głosie słychać było żądze. Chłopak zablokował Hermionie jakiekolwiek sposoby ucieczki. Jej różczka leżała aż za chłopakiem, a chociaż potrafiła się teleportować, było to niemożliwe w zamku. Przyszło jej do głowy jeszcze to, że może krzyknie i ktoś ją usłyszy, ale Malfoy jakby czytał w jej myślach momentalnie rzucił zaklęcie uciszające. Gryfonka stała teraz oparta o ścianę jakby miała nadzieje że pod jej ciężarem się zawali a ona ucieknie w głąb zamku  
– No to jak? pokażesz co masz pod tą okropną szatą gryfonów? – Malfoy wydawał się teraz groźniejszy od samego Voldemorta.
- Chyba śnisz, Malfoy. – powiedziała gryfonka z odrazą.
- Czyli mam ci pomóc. – Hermiona zamarła słysząc te słowa, a po policzkach poleciały jej łzy. Postanowiła jednak się Nie poddawać. Ślizgon szybkim krokiem podszedł do nastolatki. To co zrobił to Nie był pocałunek. Chłopak wbił jej język do ust, tak że choć bardzo Nie chciała to go odwzajemniła. W Malfoyu było tyle namiętności, że to była wręcz łakomstwo na gryfonkę. Gdyby Nie to że to był Malfoy i robił to wbrew Hermionie pocałunek był by nawet przyjemny, ponieważ Ślizgon miał niezłą wprawę i świetnie całował, lecz to Nie zmieniało faktu że gryfonka była załamana i wiedziała że już nigdy tego Nie zapomni. Wreszcie chłopak odkleił się od Hermiony, z czego ta skorzystała i zaczęła go walić małymi piąstkami gdzie popadnie. Malfoy jednak szybko poradził sobie z waleczną dziewczyną łapiąc ją za nadgarstki i przyciskając do ściany.
- Zostaw mnie! Nienawidzę cię rozumiesz?! NIENAWIDZE!
- Jeszcze sprawie że mnie pokochasz Granger! – Malfoy teraz napastował jej szyje. Gryfonka jednak tak mu to utrudniała że po chwili się odlepił.
- Nigdy Nie pokocham takiego drania jak ty! Każdy inny byłby lepszy od ciebie! – dziewczyna Nie mając dostępu do rąk kopała go po nogach. Wiedziała że te słowa zabolały ślizgona, i teraz patrzył na nią oczami niemal że mordercy. Hermiona tak się przestraszyła że przestała krzyczeć a jej twarz momentalnie zastygła. Gdy Ślizgon Nie mógł już wytrzymać kopania Hermiony przycisnął ją ciałem do ściany i spojrzał w jej oczy. Dziewczyna skorzystała z tego że poluzował nadgarstki. Z całą mocą gryfońskiej krwi uderzyła Malfoya w nos, z którego momentalnie zaczęła lecieć krew. Ślizgon wpadł w nieokiełznaną złość i złapał gryfonkę za szyję, tak że Nie mogła złapać oddechu, a łzy napłynęły jej do oczu. Malfoy delikatnie musnął jej wargi.
- Jesteś moją własnością, rozumiesz? – wysapał przez zaciśnięte zęby.
- W bajki wierzysz! Jesteś dla mnie zwykłym gównem! – Hermiona Nie wiedziała że tych słów będzie żałować. Malfoy uderzył dziewczynę w dolną wargę. Dziewczyna poczuła przerażający ból, lecz nawet się Nie skrzywiła. .
- Pieprzona gryfonka, jeszcze mnie przeprosisz Granger. – powiedział chłopak, i znowu zaczął ją całować. Hermiona poczuła w ustach własną krew. Jeszcze więcej łez spadało po jej policzkach, i wędrowało na brudną od krwi z nosa koszulę ślizgona. Malfoy po chwili przestał ją obściskiwać chcąc czegoś więcej.
- Masz cudowne usta Granger, ale ja marzę o czymś innym. – Hermiona wiedziała o co chodzi ślizgonowi i zamknęła oczy z przerażenia przekręcając głowę na bok.
- I ty mi to możesz dać – Ślizgon polizał policzek Hermiony na co ta jęknęła z obrzydzenia i strachu. „Nie pozwól na to Hermiono, jesteś silna!” – napędzała się gryfonka. Po chwili wzięła się w garść i z całej siły kopnęła Malfoya kolanem w brzuch. Chłopak Nie zdawał sobie sprawy że Hermiona jest tak silna. Momentalnie zgiął się z okropnego bólu puszczając przy tym dziewczynę. Czarodziejka puściła się pędem w stronę drzwi. Nie zdążyła ubiec nawet dwóch metrów, gdy poczuła gwałtowne szarpnięcie za włosy. Malfoy bezlitośnie przysunął ją do siebie. 
- Myślałaś że zdołasz mi uciec?! – wysyczał głosem podobnym do swojego ojca.
 Zanim się obejrzała uderzyła głową w posadzkę. Leżała teraz z pulsującą czaszką, a na niej opierał się Malfoy.
- Dlaczego mnie krzywdzisz!? –łkała gryfonka, a jej łzy mieszały się z krwią.
- Spokojnie Granger, jak Nie będziesz mi przeszkadzać to ci krzywdy Nie zrobię.
- Nigdy ci się Nie poddam bezczelna fretko! – Malfoy parsknął tylko śmiechem.
- Jaka waleczna…
- Wszyscy się dowiedzą co mi zrobiłeś!!! Zniszczę cię Malfoy!! – krzyczała Hermiona, lecz ślizgona bawiły słowa dziewczyny. Zmierzył ją teraz z góry do dołu.
- To co? Zabawimy się Granger? – Malfoy szybkim ruchem ściągnął z Hermiony szatę.
- No już lepiej... Idziemy dalej.. – Koszulka dziewczyny powędrowała na skraju łazienki, a sam Ślizgon Nie mógł się napatrzeć na zgrabne ciało gryfonki.
- Zostaw mnie! Proszę! – próbowała go nawet brać na litość, lecz Malfoya najwyraźniej tylko podniecały szlochy dziewczyny. Raz po raz oberwał od niej w twarz lub w inne miejsca, lecz to nic Nie pomagało. Gdy Hermiona była już w samej bieliźnie Malfoy popatrzył na nią pragnącym wzrokiem.
- Jesteś obrzydliwy Malfoy!! Zapomnij o wolnym życiu!! Już niedługo będziesz tkwił w Azkabanie!!!! – Krzyczała Hermiona waląc go po torsie.
- A ty zapomnij o dziewictwie Granger, bo zaraz tu będziesz jęczeć. – Malfoy już chciał ściągnąć z gryfonki stanik, gdy drzwi otworzyły się na oścież.
- O kurwa. Nie żyjesz Malfoy! – krzyknął wysoki młodzieniec w rudych włosach posiadający brata bliźniaka który Nie był obecny w tej scenerii. Hermiona odetchnęła z ulgą.

                                                                             <3 <3 <3

Ściągacie mnie na złą drogę ;( Przez was złamałam zakaz :O No ale to jest tylko dowód że was kocham <3 A więc zmiana planów, rozdział jest dzisiaj, za to rozdział IV będzie dopiero po niedzieli bo jak mnie mama przyłapie to Cruciatusem po ryju ;c A i zapraszam do obserwowania, bo właśnie dodałam i bardzo mi zależy ;3 Pozdrowienia dla stałych czytelniczek: Clar <3, Julie Malfoy, Mei Vincent i Cher Malfoy <3 Kocham was ;*

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 2 "A niby kto stanie w twojej obronie? Potter? Weasley? Oooo, a może inny Weasley?"

Rozdział 2 „A niby kto stanie w twojej obronie? Potter? Weasley? Oooo, a może inny Weasley?”

Hermiona biegła i biegła bez celu. Wiele portretów widząc pędzącą gryfonkę krzyczało „Nawet w ostatni dzień Nie dacie ludziom spokoju!?” lub „Gdzie się tak spieszysz panienko?!”. a czwartym piętrze portret pewnej kobiety o twarzy jastrzębia chciał odjąć gryffindorowi dziesięć punktów, zaś obraz sąsiadujący z kobiet przypomniał jej, że Nie może już ani odejmować, ani nawet dodawać punkty. Nagle Hermionie przyszła pewna myśl do głowy.
- Łazienka – powiedziała cichutko sama do siebie. Miała na myśli łazienkę dziewczyn, potocznie zwaną w Hogwarcie „łazienką jęczącej Marty”. Już jako pierwszoroczna przyszła tu wylewać żale z tym że wtedy skończyło się to tragicznie. Tym razem jednak gryfonka była przekonana że w szkole Nie ma żadnego trolla. Nawet górskiego. Pobiegła pędem w stronę swojego celu i zanim się obejrzała była już w pomieszczeniu z umywalkami i toaletami. Nawet Nie zwróciła uwagi na zdenerwowaną Martę która na widok Hermiony zaczęła przeraźliwie jęczeć, a jej biało przeźroczyste ciało bezszelestnie poszybowało w stronę gryfonki.
- PRZYSZŁAŚ SIĘ ZE MNIE NABIJAĆ!? – krzyknęła martwa dziewczynka, a jej głos wzbudził w Hermionie niekontrolowany dreszcz.
- Nie Marto, skądże. Po prostu jest mi… smutno – kolejna fala rozpaczy wezbrała się w pannie Granger, a łzy zaczęły jej spływać po policzkach.
- No pewnie! Nikt wesoły Nie odwiedza Marty! Bo przecież Marta jest zawsze smutna! ZAWSZE! – zajęczał duch.
- To Nie tak Marto… ja… ee… - zająknęła się Hermiona, a martwa dziewczyna tylko prychnęła.
- A zresztą! Nie tłumacz się! Zostań tu, tylko mi Nie przeszkadzaj!!! No… Chyba że będziesz myślała o samobójstwie….
- Marto! – Krzyknęła oburzona Hermiona na dźwięk ostatniego zdania. Chociaż twarz ducha była bardzo niewyraźna, to od razu było można poznać że Marta jest wściekła. W tempie ekspresowym poszybowała tak blisko gryfonki że stały twarzą w twarz. Hermiona poczuła nieprzyjemny chłód.
- Nigdy więcej Nie krzycz na BIEDNĄ MARTE!!!! – wysyczała przez zęby. Gryfonkę przeszył strach, zwłaszcza że nigdy Nie była tak blisko jakiegokolwiek ducha. Marta jęcząc swoją stałą śpiewkę zniknęła w jednej z kabin gasząc przy okazji kilka pochodni. Hermiona widząc poczęcie Marty wyjęła różczkę, wycelowała w pochodnie i krzyknęła „Incendio!” po czym zrobiło się jaśniej. „Jak on tak mógł” napędzała się Hermiona, a łzy leciały jej ciurkiem „Jeszcze przed całą salą! Co za dupek!”. Gryfonka Nie wiedziała czemu, ale najbardziej zabolały ją słowa „Moja dziewczyna? Proszę cię! To Hermiona Granger”. I chociaż to Nie było nic obraźliwego, bo w prawdzie była Hermioną Granger, to czuła że Fred ją w jakimś stopniu poniżył, lub rozczarował. „Uspokój się Hermiono! Chyba Nie powiesz że liczyłaś na ocenę super seksownej laski której nawet Malfoy by się Nie powstydził!” krzyczał głosik w jej głowie. W momencie gdy kolejna seria płaczu zalała gryfonkę drzwi od łazienki otworzyły się z hukiem, ukazując najmniej prawdopodobnego gościa.
- O wilku mowa. – mruknęła z niezadowoleniem Hermiona na widok zdezorientowanego ślizgona. Na pierwszy rzut oka było widać że jest nieźle pijany. Nie mógł ustać na nogach więc oparł się o ścianę.
- Supełnie Ne rozumem twoej auzji Granger – rzekł  Draco Malfoy z szyderczym uśmiechem. Z wielkim trudem podszedł do gryfonki i niezgrabnie usiadł koło niej.
- To już wyjaśnia czemu ciebie i tej twojej żałosnej bandy bezmózgich ślizgonów Nie było na obiedzie – Hermiona zmierzyła Malfoya z odrazą, na co ten zrobił minę niewinnego szczeniaka.
- So sugeujesz? – Chłopak spojrzał zalotnie na gryfonkę na co ta odpowiedziała wzrokiem który przestraszył by nawet bazyliszka.
- Jesteś naganny i głupi, wiesz Malfoy?
- A ty pociągająca i zgrabna, wesz Granger? – Draco oblizał wargi. Chociaż Hermiona była nieźle przestraszona to panowała nad sytuacją. Gdy po kilku sekundach do zszokowanej nastolatki doszło to co powiedział Ślizgon od razu dostał od niej  z liścia. Malfoy syknął i roztarł czerwony policzek, lecz po chwili znów miał minę pełną pożądania.
- Malfoy jeżeli jeszcze raz wypalisz taki tekst to już Nie ja ciebie uderzę! – zagroziła mu  palcem Hermiona. Ślizgon prychnął.
- A niby kto stanie w twojej obronie? Potter? Weasley? Oooo, a może inny Weasley? – Malfoy z niewiadomych przyczyn zaczął mówić nagle zupełnie wyraźnie.
- Co ty pieprzysz Malfoy?! Jaki znowu inny Weasley?
- Jak to jaki? FRED WEASLEY! – krzyknął rozbawiony Ślizgon. Najwyraźniej dobrze wiedział co się dzisiaj stało. Hermionie zaszkliły się oczy.
- Oooo, uderzyłem w sedno, co? Jezu, rozumiem żeby tej kretynce Brown, ale tobie? – chłopak był niebezpiecznie blisko gryfonki.
- Nie rozumiem. – powiedziała Hermiona. – Co masz na myśli?
- Przecież to widać, Granger! Kogo ty chcesz oszukać? Jedno ci powiem. Nie jest ciebie wart nawet w najmniejszym stopniu!
- Nie jest wart szlamy? Hmm, jakaś nowość Malfoy. – zripostowała to młoda czarodziejka.
- Jakaś ty wyszczekana Granger, lubię takie… - jego ręka teraz znajdowała się na udzie gryfonki na co ta szybko odskoczyła i wstała. Pędem wyjęła różczkę, lecz Ślizgon był szybszy i także to uczynił.
- Chodź do mnie Granger, wiem że chcesz. – Hermiona już Nie na żarty była przestraszona. Wycelowała różczką w Malfoya i krzyknęła „Expelliarmus!”, ten jednak zdążył rzucić „Protego!” w związku z czym różczka dziewczyny wylądowała na płytkach.

                                                                  <3 <3 <3  \

No więc jak mówiłam akcja się rozkręciła ;) Dziękuję Clar i Julie Malfoy za słowa otuchy. Są dla mnie ważne :3 Następny rozdział może pojawić się nawet jutro, tylko czy chcecie? Mam już napisanych trochę więc jak narazie nie trzeba długo czekać :D 

piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 1 "Moja dziewczyna? Proszę cię! To Hermiona Granger!"

Rozdział 1 „Moja dziewczyna? Proszę cię! To Hermiona Granger!”


Nazajutrz wszystkie kufry były już spakowane. Większa część uczniów spacerowała po Hogwarcie z uśmiechami od ucha do ucha, a zwłaszcza piątoklasiści którzy mieli w tym roku do czynienia z sumami. Nie każdy jednak cieszył się powrotem. Pewien uczeń właśnie z piątego roku wolał by już sumy przez całe wakacje niż powrót do znienawidzonego wujostwa. Mianowicie mowa o Harrym Potterze, chłopcu który przeżył spotkanie z potężnym czarnoksiężnikiem którego imię było tak straszne że prawie nikt Nie śmiał go wymawiać stosując formułę „Sam-Wiesz-Kto” .
- Harry, zjedz chociaż jajecznice – przekonywała przyjaciela Hermiona Granger nakłuwając widelcem kawałek pomidora. 
-  Nie Hermiono, jakoś Nie mam apetytu – Harry na myśl spędzenia aż tyle czasu z państwem Dursley tracił wszystko. Apetyt, energię, nawet zapał do quidittcha, ulubionego sportu, jakoś nagle zgasł.
- Oj stary, weź przestań to tylko miesiąc, cztery tygodnie, trzydzieści jeden dni – próbował pocieszyć gryfona jego najlepszy przyjaciel Ron Weasley.
- No właśnie Ron! Aż miesiąc! Aż cztery tygodnie! Aż trzydzieści jeden dni! – rzekł Harry z wyraźną goryczą w głosie.
- Popatrz na to z innej strony Harry. Po tym całym miesiącu katorgi z tymi mugolami przyjedziesz do nas z podwójnym entuzjazmem! – tym razem odezwała się Ginny, najmłodsza Weasleyówna z całej rodziny.
- Od razu mi lepiej Ginny – powiedział sarkastycznie nastolatek.
- Oj już tak Nie marudź Harry! Do wszystkiego się można przyzwyczaić! Trzy razy z rzędu pokonałeś Sam-Wiesz-Kogo to takie gbury Nie powinni ciebie obchodzić! – zdenerwowana Hermiona tak się uniosła, że po chwili wszyscy przyjaciele otworzyli usta ze zdziwienia. Chociaż w pełni rozumiała Harrego bo sama by się wkurzyła gdyby jej pozwolono przyjechać do nory dopiero na drugi miesiąc wakacji. W tym roku miała akurat szczęście. Tak to by siedziała z rodzicami odcięta od magii i przyjaciół całe dwa miesiące. Jednak dziewczyna była bardzo ambitną osobą.
- Rany, normalnie cię Nie poznaje Hermiono– odezwał się z podziwem Fred Weasley, kolejny potomek Artura i Molly, a także bliźniak swojego brata Georga.
- W sensie? – spytała dziewczyna.
- No wiesz. Jak to mówią. Cicha woda brzegi rwie! Czy jakoś tak. – chłopak spowodował, że cały stół gryfonów ryknął nieposkromionym śmiechem, a Hermione wyskoczyły wypieki na twarzy.
- A ty jak zwykle mnie ośmieszasz Fred! – krzyknęła Nie dbając już o tłum gapiów obserwujących sensacje.
- Nie moja wina że jesteś taka zabawna! Już Nie rób afery z tego że jak chcesz to potrafisz! – gryfon puścił nastolatce oczko, na co sala zaczęła gwizdać i mruczeć dwuznacznie.
- Wystarczy Fred! – powiedziała Ginny widząc łzy w oczach Hermiony.
- O co ci znowu chodzi? Zdziwiło mnie po prostu że ona momentami taka nieposkromiona! – stół gryfonów wybuchnął jeszcze większym śmiechem na kolejne docinki Fred.
- Uuuu… Weasley! Ciekawe czy prywatnie też ta twoja dziewczyna jest taka nieposkromiona! – krzyknął ktoś z tłumu, na co Fred tylko parsknął śmiechem. 
- Moja dziewczyna? Proszę cię! To Hermiona Granger! – gryfon spowodował że po policzkach nastolatki popłynęły łzy. Hermiona z płaczem pobiegła w stronę wyjścia.
- Trochę przesadziłeś stary – odezwał się dotąd milczący George. A cały stół gryfonów podzielając słowa brata bliźniaka ucichła, i smętnie wpatrywała się w winnego. Fred po chwili zrozumiał co takiego uczynił  i dech mu zaparło w piersi. Cichy, nieznany dotąd głos odezwał się w jego głowie „No właśnie. To Hermiona Granger. Przesłodka i mądra Mionka”. „Nie!” Krzyknął w myślach, „To Angelina jest słodka, przecież to moja dziewczyna!” pomyślał po chwili.
- Och proszę cię George, ten mol książkowy Chyba powinien wiedzieć gdzie jego miejsce. – jak na zawołanie odezwała się Angelina Johnson, która z sekundy na sekundę znienawidziła Hermione za to że ktoś nazwał ją dziewczyną Freda, którą w rzeczywistości była właśnie Angelina. Fred niemo patrzył na czarnoskórą gryfonkę. „To Nie jest ta sama Angelina. To jakaś wredna murzynka która obraża przyjaciółkę jego brata”
- Zamknij się ty… ty solaro! – Krzyknął instynktownie Fred, czego po chwili żałował.
- Że co proszę? To było do mnie Fred?! – odezwała się Angelina.
- Nie! Przepraszam Angie… ja.. tego no… Nie chcia…
- Nie obchodzi mnie to twoje durne tłumaczenie! Jak chcesz to idź do tej szlamy! Droga wolna! – gryfonka przerwała skomlenie Freda falą pretensji. W tej chwili wstała ostro wkurzona Ginny.
- Kogo nazywasz szlamą!? – spytała nienaturalnie panna Weasley.
- Masz problem gówniaro? 
- Zamknij pysk kretynko!
- Bo co mi zrobisz ruda wywłoko? – czarnoskóra zapytała słodko, lecz jej słowa ociekały trucizną. Do tego Angelina specjalnie dała nacisk na ostatnie dwa słowa.
- Oooo, teraz to przesadziłaś Johnson! – Ginny kipiąc ze złości rzuciła się na zdezorientowaną Angeline.





                                                                          <3 <3 <3 

Jak wiadomo pierwszy rozdział najczęściej jest nudny, tak jest także w moim przypadku. Dochodzi do tego to, że jest epicko krótki. Ale mam już w zanadrzu parę rozdziałów więc obiecuję że akcja rozkręci się w rozdziale drugim z podwójnym efektem "WOW!" :D A teraz może postanowienia. Dodaje kolejny rozdział jeżeli będą trzy komentarze. To jest nie dużo, ponieważ nie mam jeszcze doświadczenia ani rozgłosu. Mam nadzieję że szybko dodam nowy, mogę nawet jeszcze dziś. To tyle <3 Miłego dnia potterhead!
~Michalina